Forum INEDIA, NIEJEDZENIE, POST I INNE TEMATY Strona Główna INEDIA, NIEJEDZENIE, POST I INNE TEMATY
Dyskusje o inedii, niejedzeniu, poszczeniu, dietach i inne.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Wiara ojców :-)

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum INEDIA, NIEJEDZENIE, POST I INNE TEMATY Strona Główna -> Ja, Moje Życie i Moje Doświadczenia.
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rosomak



Dołączył: 29 Sty 2011
Posty: 28
Skąd: Poznań

PostWysłany: 2012 03 19 17:41    Temat postu: Wiara ojców :-) Odpowiedz z cytatem

Witam Wszystkich!


Czytam i czytam coraz to nowe wątki, niektóre przeglądam jakby w poszukiwaniu, inne uderzają w samo sedno i wciągają mnie.

Czaję się też i chcę coś napisać od siebie, ale trochę to trwa, bo słowa żyją własnym życiem. Tematyka inedii jest mi bliska (czuję tu prawdę), nałogi i programy to jest coś z czym pracuję, uzdrawianie to mój chleb powszedni, normalność i zjawiska paranormalne to wręcz mój konik Very Happy. Ale ale. Chciałem znaleźć słowo-klucz które najlepiej powiąże różne ważne tematy, taki pierwszy kryształek w centrum mandali.

Wiara - to po poznańsku znaczy: ludzie Razz

Dokładniej wydaje mi się że to Nasi, Swoi, Ziomale, subiektywne społeczeństwo, z odniesieniem do konkretnego doświadczenia ludzi wśród których żyję. Pewnie dlatego, że słowa wiara użyć można w odpowiednich tylko kontekstach.

No dobra, ale co to znaczy wierzyć i jak to działa?


Przerabiam ten temat intensywnie. Może ktoś się przyłączy?

JMW, powiedziałeś coś takiego: "Kiedy WIESZ, nie potrzebujesz wierzyć". Czy jest tak że wiedza przychodzi do nas poprzez wiarę? Chodzi mi o to, że wiara jest energią którą wkładamy w rzeczywistość. Inwestujemy. Afirmacje, warunkowanie, programowanie - wiara jest to działanie poprzez które coś staje się Prawdą.

"Wierzę, że moja wiara coś zmienia"

"Panie Boże, daj mi wiarę, abym mógł się do Ciebie modlić"

* * *

Pracuję teraz z relacją z moim ojcem. Daje mi on znać o swoim cierpieniu, i nawet z odległości kilku tysięcy kilometrów wiem o tym, że on tam jest i cierpi i że w jakiś sposób mnie to dotyczy. Chciałbym rozpocząć swoje własne życie, albo też przejść do innych tematów, ale nierozwiązana sprawa z ojcem ściąga mnie z powrotem. Dlatego wracam i na nowo podejmuję się rozwiązania tej zagadki.

Mój ojciec ma ostre bóle głowy, które czynią jego życie męką. Kiedy patrzę na niego, mam wrażenie że jestem w jakiś sposób odpowiedzialny i że ode mnie zależy jego zdrowie. Interesuję się uzdrawianiem (Ja uzdrawiam siebie) i kilka razy ostrożnie podsuwałem ojcu osoby i techniki które jak wierzyłem mogą mu pomóc.

Jednak problem polega na tym że moje wierzenie nie wystarcza, widzę że to on musi wierzyć jeśli ma się poczuć lepiej. A on w sposób aktywny się broni, mówiąc wprost, że "nie wierzy w to". Jest typem takiego realisty, dla którego rzeczywistość istnieje obiektywnie. I otacza się takimi ludźmi i informacjami, którzy go w tej rzeczywistości zakotwiczają.

I mógłbym to w tym miejscu olać i pójść w swoją stronę, ale niestety chyba jesteśmy z Tatą związani. Tzn. ból jest też po mojej stronie. Ale to nie ból, bo on ma monopol na ból. Mówi np. do mnie "Ty nie wiesz nic o bólu" i "Ty jesteś przyczyną mojego bólu". I rzeczywiście nie czuję bólu, ale nie mogę przez to znaleźć sobie miejsca na świecie, połączyć radości ze stabilnością, Nieba z Ziemią. Bo noszę w sobie coś co jak dotąd nie zostało wyrażone. Teraz przyszedł czas aby pozwolić temu czemuś się wyrazić.

Gniew, strach i poczucie winy to trzy kukły w tym teatrze. Rozchodzi się o wiarę, bo cokolwiek robię ze swoim życiem, mój ojciec mówi, że to nic nie warte i sugeruje mi wpasowanie się w swoją własną rzeczywistość (a tam ciasno i straszy). Więc jak mam być kreatywny, jeśli ojciec we mnie nie wierzy? Oczywiście właśnie tak Very Happy To ja mam wierzyć. To jest mój nauczyciel duchowy, mój Szokujący Mistrz!

Robiłem już w życiu dużo fajnych rzeczy i cuda są wszędzie wokół mnie. Choćby to że żyję (znacie to?). A jednak co jakiś czas wracam tu do domu rodzinnego żeby ponownie spojrzeć na tę sytuację i zawsze widzę to samo, tylko coraz jaśniej. I w miarę jak coraz więcej Światła wchodzi w tą sprawę, widzę jak ten kolos się przemienia, jak moje serce otwiera się i słucha bezkrytycznie, jak cały ten ból, rzeka życia przepływa przeze mnie i zamienia się w Piękno.

Przerabiam ten temat od jakiegoś czasu i widzę już że jest to program, który mogę rozkodować.

Napiszcie proszę czy rozumiecie o czym tu mówię?

Czy ktoś z Was ma podobne doświadczenia?

Pomożemy sobie?



Pozdrawiam - Grześ



PS. Jeśli post jest za długi, to mam tego więcej jakby co.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
NiewiernyTomasz



Dołączył: 22 Wrz 2010
Posty: 27
Skąd: Zielona Góra/Wrocław

PostWysłany: 2012 03 19 21:00    Temat postu: Re: Wiara ojców :-) Odpowiedz z cytatem

Rosomak napisał:
Witam Wszystkich!
bo słowa żyją własnym życiem.

Ja bym powiedział raczej że słowa są martwe Very Happy
Rosomak napisał:

"Kiedy WIESZ, nie potrzebujesz wierzyć".

Dokładnie bo wiara to przeciwieństwo wiedzy, a synonim wątpienia, im więcej wątpisz tym więcej wierzysz i vice versa...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
JMW



Dołączył: 13 Sty 2003
Posty: 1661
Skąd: Poznań

PostWysłany: 2012 03 19 21:08    Temat postu: Re: Wiara ojców :-) Odpowiedz z cytatem

Rosomak napisał:
JMW, powiedziałeś coś takiego: "Kiedy WIESZ, nie potrzebujesz wierzyć". Czy jest tak że wiedza przychodzi do nas poprzez wiarę?
Wiedza jest budowana albo przypominana sobie (jeżeli kiedyś wcześniej zbudowałeś ją). Wiedzę budujesz poprzez doświadczanie.

Rosomak napisał:
Chodzi mi o to, że wiara jest energią którą wkładamy w rzeczywistość. Inwestujemy. Afirmacje, warunkowanie, programowanie - wiara jest to działanie poprzez które coś staje się Prawdą.
Wiara wynika z braku wiedzy. Kiedy doświadczasz coś, co może przedtem wierzyłeś, to budujesz wiedzę o tym czymś. Im pełniejszy jest budynek wiedzy, tym mniej miejsca zostaje na wiarę, aż w końcu ta znika.
Wiara i wątpienie to ta sama rzecz tylko z innej strony, to przeciwne strony tego samego kija.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Numer GG
kasjan



Dołączył: 21 Mar 2009
Posty: 70

PostWysłany: 2012 03 19 21:57    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Hej,

dziękuję za temat.

niewiele zrozumiałem. Sad.
Wciąż się uczę.
Mój światopogląd ma korzenie Judeo-Chrześcijańskie.
Z Biblii wiem/dowiedziałem się, że wiara jest łaską.
Ostatnimi czasy przeżywam jest kryzys.
Dla wielu religia to zabobon.
Pozostaję jej wierny, nie mam przekonania do wiary w siebie.
Chętnie czytuję tematy na tym forum.
Postanowiłem zabrać głos w dyskusji, zachęcony tematem.

Podsumowując, wierzę bo nie wiem.
Zrozumiałe, że gdybym wiedział, nie musiałbym wierzyć.
Coś na ten temat wspomniał Apostoł Paweł, chyba w Liście do Koryntian.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Mat



Dołączył: 11 Lut 2011
Posty: 70
Skąd: Bristol, UK

PostWysłany: 2012 03 20 11:23    Temat postu: Re: Wiara ojców :-) Odpowiedz z cytatem

Rosomak napisał:
Witam Wszystkich!
Pracuję teraz z relacją z moim ojcem. Daje mi on znać o swoim cierpieniu, i nawet z odległości kilku tysięcy kilometrów wiem o tym, że on tam jest i cierpi i że w jakiś sposób mnie to dotyczy. Chciałbym rozpocząć swoje własne życie, albo też przejść do innych tematów, ale nierozwiązana sprawa z ojcem ściąga mnie z powrotem. Dlatego wracam i na nowo podejmuję się rozwiązania tej zagadki.


To bardzo poważny wybór, pomiędzy rozwojem duszy osobistej zgodnie z własnymi pragnieniami a uleczaniem problemów w duszy rodzinnej. Może się zdarzyć, że jeśli dzieci czegoś nie zrobią dla duszy rodzinnej, wtedy chętnie zrobią to wnuki.

Cytat:

Mój ojciec ma ostre bóle głowy, które czynią jego życie męką. Kiedy patrzę na niego, mam wrażenie że jestem w jakiś sposób odpowiedzialny i że ode mnie zależy jego zdrowie.


To jest naturalna miłość dziecka do rodzica, choć taka miłość bywa czasami ślepa i wtedy prowadzi do przejęcia i kontynuowania czyjegoś ciężkiego losu, zamiast do uzdrowienia.

Cytat:

I mógłbym to w tym miejscu olać i pójść w swoją stronę, ale niestety chyba jesteśmy z Tatą związani. Tzn. ból jest też po mojej stronie. Ale to nie ból, bo on ma monopol na ból. Mówi np. do mnie "Ty nie wiesz nic o bólu" i "Ty jesteś przyczyną mojego bólu". I rzeczywiście nie czuję bólu, ale nie mogę przez to znaleźć sobie miejsca na świecie, połączyć radości ze stabilnością, Nieba z Ziemią. Bo noszę w sobie coś co jak dotąd nie zostało wyrażone. Teraz przyszedł czas aby pozwolić temu czemuś się wyrazić.


To wskazuje na obciążenie wielopokoleniowe. Aczkolwiek nawet w takiej sytuacji istnieje wybór - albo podejmę działania uzdrawiające dla mojego systemu rodzinnego, dla moich przodków, albo znajdę oazę, która zapewni mi wolność od obciążeń rodzinnych.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Rosomak



Dołączył: 29 Sty 2011
Posty: 28
Skąd: Poznań

PostWysłany: 2012 03 21 22:10    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Dzięki za przypomnienie, JMW.

Kasjanie, mój system przekonań chyba też ma sporo chrześcijańskich motywów, chociaż już dawno nie chodzę do kościoła itd. Postaram się być bardziej zrozumiały Smile

Mat, trafiasz w 10.

Zwłaszcza to:
Cytat:

Cytat:
Rosomak:
Mój ojciec ma ostre bóle głowy, które czynią jego życie męką. Kiedy patrzę na niego, mam wrażenie że jestem w jakiś sposób odpowiedzialny i że ode mnie zależy jego zdrowie.



To jest naturalna miłość dziecka do rodzica, choć taka miłość bywa czasami ślepa i wtedy prowadzi do przejęcia i kontynuowania czyjegoś ciężkiego losu, zamiast do uzdrowienia.


Faktycznie nie prowadzi to do niczego dobrego. Czuję się tak przeładowany negatywnymi emocjami, że mnie aż rozsadza. Aż mnie boli ciało. Potrzebuję prawdziwej zmiany.

Miałem robić doktorat z antropologii, ale coś we mnie zamarło. Cała ta wizja którą mam nie chce się przelać w słowa, bo nie wiem od czego zacząć. Jestem aktualnie w okropnej sytuacji. Mieszkam z rodzicami (a jestem już dość stary na to Smile i w ich świecie (wydaje mi się on okropny, ale oni mówią że tak ma być). No i co ja tu robię?

Przyjechałem, bo chcę uleczyć duszę, to pewne. Ale jak to zrobić? Kiedy skupiam się na tym, żeby pomóc ojcu, efekt jest mizerny, a kiedy patrzę na siebie to wogóle nie wiem czego chcę!

Cała moja energia twórcza jest zblokowana wściekłością. Też z wściekłości wynika ta moja obsesja ojcem: jestem wściekły na niego, chociaż nie wiem dlaczego. Czuję się wykorzystany, oszukany, zdradzony. Nie pamiętam żadnego szczególnego wydarzenia, które by to tłumaczyło. Ale pamiętam złość i pogardę bijącą od ojca już jak byłem małym chłopcem. Sam miał ten problem z własnym ojcem, dlatego sobie spłodził mnie, żebym poniósł dalej ten bałagan emocjonalny. Tak to się nauczyłem widzieć z ustawień rodzinnych.

No i dlatego dochodzę do ściany teraz, dalej nie ruszę, muszę coś zrobić, wybaczyć ojcu, ale jak wybaczyć ojcu?

Nie mogę po prostu pójść sobie i robić swoje, bo ten znienawidzony jego głos, krytyk wewnętrzny, idzie wszędzie ze mną i dusi mnie. Mogę robić różne rzeczy, ale nie dają mi one stabilizacji, muzyka nie płynie przeze mnie tak jakby mogła, nie mówiąc o projekcie badawczym który mnie niedługo rozsadzi. Więc jak to jest, wybaczyć ojcu to znaczy wyjąć go sobie z serca? z głowy? Jak?

No i proszę, od wiary do wybaczania...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
rugwa



Dołączył: 04 Kwi 2011
Posty: 49
Skąd: Turek

PostWysłany: 2012 03 22 00:39    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ja sobie myślę, że wybaczyć komuś to najpierw uznać tego kogoś za złego, wstrętnego itp., a potem uznać samego siebie za tego dobrego i wspaniałomyślnie odpuścić wstręciuchowi jego grzechy. Takie zachowanie na pewno napawa dumą i samouwielbieniem wybaczającego, ale jak to się ma do osoby, której odpuszczamy "winy"? Jeśli osoba "wybaczana" czuje, że jest godnym potępienia potworem to oczywiście ze łzami w oczach przyjmie wybaczenie jako akt łaski, ale jeśli osoba"wybaczana" uważa, że nie zrobiła nic złego to wybaczanie jej czegokolwiek będzie kompletnie pozbawione sensu i logiki. Shocked
"Niecne uczynki złych ludzi" są dla niektórych z nich zupełną normalnością w zachowaniu, jakby ktoś chciał mi wybaczać to, że żyję sobie po swojemu/normalnie/jak zwykle to chyba bym się popukała w głowę, a może nawet lekko zirytowała, a na pewno nie zbliżyłoby mnie to do osoby "łaskawie mi wybaczającej" raczej nabrałabym do niej uprzedzeń. Nie ma czego i komu wybaczać. Pogodzenie się z faktem, że "wstręciuch" jest taki jaki jest i prawdopodobnie się nie zmieni może bardziej polepszyć relacje międzyludzkie niż wybaczanie, które tak naprawdę wyraża (wg. mnie oczywiście) brak zgody oraz akceptacji dla wolności w wyborze stwarzania własnej rzeczywistości przez druga istotę.
Moje słowa wynikają z własnych doświadczeń i obserwacji i nie muszą się zgadzać z ogólnie przyjęta opinią, mądrymi książkami, świętymi guru czy nawet z rzeczywistością kogokolwiek innego niż moją, nie mniej jednak temat służy wymianie opinii, co też czynię i życzę ci, Rosomaku, pozytywnego i najkorzystniejszego dla ciebie rozwiązania Smile
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
abeni



Dołączył: 10 Paź 2008
Posty: 38

PostWysłany: 2012 03 22 11:23    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Są organizowane treningi wybaczania http://wybaczanie.com/index.html aktualnie są organizowane warsztaty http://wybaczanie.com/warsztaty.htm
Nie mają nic wspólnego ze "sposobem" opisywanym przez rugwa. Znam wielu ludzi, którzy bardzo sobie je chwali jako skuteczne, otwierające serce i pozwalające pożegnać się z przeszłością. Osobiście nie znam innych skutecznych metod wybaczania. Możesz poczytaj tamtejsze forum, popytać na nim. Powodzenia!
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
hunab-ku



Dołączył: 11 Cze 2007
Posty: 1091
Skąd: Łódź

PostWysłany: 2012 03 22 11:52    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

No tak ...
Te problemy wynikają z naszego egoizmu ... z naszego oczekiwania na "taki ma być mój świat, mój ojciec matka" ... nie wiadomo skąd siedzącego w nas oczekiwania ... może stąd, że jestem dobry, że nikomu nic nie zrobiłem ... więc ... mi się to też należy ...
Świat jest jaki jest ... i kit mu w ucho
Jak chcę coś zrobić to robię i już ... jak udaję że chcę ... to świat mi w tym przeszkadza ... zazwyczaj i to jest oczywiście jego wina ...
Koncentracja na sobie ... MÓJ WŁASNY INTERES, MOJE WŁASNE ŻYCIE (jak z rugwą w aucie rozmawialiśmy, a Joachim spotkanie rozpoczął) JEST NAJWAŻNIEJSZE ... I NAJKORZYSTNIEJSZE DLA CAŁEGO ŚWIATA !!!
Mnie i moją żone ... 20 lat pracownicy w d###ę kopali, bo byliśmy dla nich dobrzy ... no i już prawie Smile dziękujemy za to.
Dasz radę łasicowaty Smile
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Rosomak



Dołączył: 29 Sty 2011
Posty: 28
Skąd: Poznań

PostWysłany: 2012 03 22 13:22    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

rugwa napisał:
Moje słowa wynikają z własnych doświadczeń i obserwacji
- i chwała Ci za to, Rugwa!

Chcesz mi powiedzieć, że JA jestem źródłem całej tej zabawy , i że stworzyłem sobie warunki żeby doświadczać właśnie złości, poczucia winy, wybaczania itd.

Brzmi to kusząco (wyjaśniałoby to cały ten bałagan emocjonalny jak i wszystkie inne wątpliwości) ale jak to sprawdzić? Nie mam zamiaru wierzyć Ci na słowo, ja chcę wiedzieć Smile

Zresztą, dla innych czytających, muszę wam powiedzieć że obłuda wybaczania to faktycznie jest problem. Czuję najpierw, że chcę wybaczyć, to znaczy uwolnić się od gniewu, ale potem patrzę na tego kogoś i gubię istotę sprawy: wybaczam jemu, zamiast wybaczać w sobie. Następuje projekcja i zapominam o co chodzi, zaczynam wybaczać z poziomu ego, czyli wyobrażać sobie jaki to on jest "wstręciuch" (dzięki za słówko, Rugwa), i jak wspaniały ja jestem, wybaczając mu. Czyli pogłębianie róźnicy pomiędzy nami, oddzielenie, a więc to nadal jest gniew. Ha! Przecież mogę sobie czuć gniew, nie ma w tym nic złego, ale niech pamiętam, że JA tego ktosia mam w sobie Surprised Very Happy

Fajnie, lżej mi na sercu, jak już nie muszę wybaczać Very Happy męczące to było

To właśnie miałem na myśli mówiąc że słowa żyją własnym życiem. Ale słowa to tylko formy, i to ja w nie wkładam życie, czyli używam ich w taki a nie inny sposób. Więc + dla Ciebie Niewierny Tomaszu!


Teraz do Hunabka:

"Jestem dobry"? a skąd Ci to przyszło do głowy? :p nawet jak byłem niewinnym dzieckiem, to na pewno w przeszłym wcieleniu karmę złą posiałem, albo grzech pierworodny odpłacam, albo człowiek jest zły z natury i dłużnikiem swoich starych. Oczywiście, to są te tzw. "judeochrześcijańskie korzenie mojego światopoglądu" sprawiające że czuję się winny i boję się coś zmienić, dlatego wciąż tu jestem i płacę podatki własnym zdrowiem.

Ani na chwilę nie przestaję koncentrować się na moim własnym interesie, kochani. Jakbym dla świętego spokoju musiał kogoś w ucho palnąć, to palnę i sobie wybaczę. Ale z Tatą to nie o to chodzi, pisałem wcześniej już że pracuję z relacją z ojcem, czyli z czymś co mnie trzyma. Teraz to uwalniam, rozplątuję, rozpuszczam.

I już.

I co teraz mam robić? Ptaszek za oknem śpiewa "Dzidziusia", ale kij mu w oko. Myślę że dosyć mamy dzidziusiów na tym świecie.

Zastanawiam się nad tymi ustawieniami rodzinnymi. To jest fajne doświadczenie, energia płynie przez ludzi. Już to robię wewnątrz siebie, otwieram serce i zapraszam wszystkie obecności związane z rodziną aby znalazły swoje miejsce. Nawet zapraszam tego kogoś, kto straszy, że istoty pijawki się przyłączą i zjedzą mi energię, że kosmici mi implant założą, zapraszam ich wszystkich. Chcę się przekonać czy JA to rzeczywiście jestem JA.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
draq



Dołączył: 08 Lut 2011
Posty: 71

PostWysłany: 2012 03 23 13:28    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Na spotkaniu zauważyłem między nami podobieństwo i czytając teraz ten temat stwierdzam, że wybraliśmy sobie życie w podobnych warunkach. Mam bardzo podobne relacje z ojcem i czytając to co piszesz, mam wrażenie jakbym czytał samego siebie. Rozumie Cie i sam zmagałem się z brakiem akceptacji ze strony ojca. Wiele razy, gdy miałem wrażenie że mnie zrozumiał i akceptuje moją drogę, okazywało się że tak naprawdę nic nie rozumie. Miałem często wrażenie, że to ja jestem jego ojcem a on moim synem, który mnie potrzebuje i wymaga pewnych rzeczy, by był szczęśliwy. Pewnego razu odpuściłem i zaakceptowałem go takim jakim jest. Zauważyłem wyraźnie, że gdyby nie to jak mnie wychował, to nie spełniałbym się twórczo, nie robiłbym tego co teraz robię, a przecież mnie to raduje. Tak naprawdę ojciec wyświadczył Ci przysługę i robił nieświadomie dokładnie to byś mógł być teraz w tym miejscu, w którym jesteś. Bardzo oczyszczające i przynoszące ulgę jest uświadomienie sobie tego, serce się uwalnia.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Rosomak



Dołączył: 29 Sty 2011
Posty: 28
Skąd: Poznań

PostWysłany: 2012 03 23 22:17    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Dzięki, Kochany.

To naprawdę pomaga wiedzieć że nie jestem sam w takiej sytuacji, nawet jeśli JA jest tylko jedno.

Też mi to świta cały czas mniej lub bardziej i na swej drodze spotykam ludzi którzy są mi lustrem. Tak na marginesie był taki mit o Bogu, który przemienił się w kosmiczne lustro, roztrzaskał na kawałki i rozsiał się po świecie, znacie?

To prawda, że wiele się nauczyłem dzięki ojcu, na przekór ojcu i poprzez ojca. Wszystko czym jestem wynika z tego, że jestem właśnie jego synem. On jest mi właściwy i ja jestem mu właściwy.

Odkrywam też, że w sumie nic bolesnego nie ma w tym że ojciec mnie nie wspiera, dopiero boli, kiedy ja czekam i spodziewam się, że on mi pomoże, że wyrazi to coś niewyrażonego. No i im bardziej on tego nie robi, tym bardziej ja czekam i umieram, a przecież to jest doskonała okazja żeby zobaczyć Źródło w sobie. Dar.

Pomogło mi napisanie na forum o tym, nawet jeśli brzmi to niezrozumiale. Dzięki że jesteście i że to czytacie Smile

Pomogło mi też powiedzenie na głos "podziękowania u zarania życia" z jednej z książek Berta Hellingera. Jeśli walczysz ze sobą, może przyjść taki moment, że się poddasz życiu. Wtedy spróbuj.

Pozdrawiam!

PS. Do Abeni: dzięki za linka, dobrze wiedzieć że taki facet tam jest, ale ja raczej nie pojade na te warsztaty, już sama rozmowa na forum to dla mnie warsztat, napisz co tam u Ciebie.

pS. Do Rugwy: Wybaczam Ci, Rugwa, że jesteś taka Razz!
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
rugwa



Dołączył: 04 Kwi 2011
Posty: 49
Skąd: Turek

PostWysłany: 2012 03 24 00:11    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Rosomak napisał:
pS. Do Rugwy: Wybaczam Ci, Rugwa, że jesteś taka Razz!

Nie mam zielonego pojęcia czy to komplement czy coś zupełnie odwrotnego, ale cokolwiek by to nie było - dzięki Smile
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
hunab-ku



Dołączył: 11 Cze 2007
Posty: 1091
Skąd: Łódź

PostWysłany: 2012 03 26 10:10    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Rosomak napisał:
,
Teraz do Hunabka:

"Jestem dobry"? a skąd Ci to przyszło do głowy? :p nawet jak byłem niewinnym dzieckiem, to na pewno w przeszłym wcieleniu karmę złą posiałem, albo grzech pierworodny odpłacam, albo człowiek jest zły z natury i dłużnikiem swoich starych. Oczywiście, to są te tzw. "judeochrześcijańskie korzenie mojego światopoglądu" sprawiające że czuję się winny i boję się coś zmienić, dlatego wciąż tu jestem i płacę podatki własnym zdrowiem.

Ani na chwilę nie przestaję koncentrować się na moim własnym interesie, kochani. Jakbym dla świętego spokoju musiał kogoś w ucho palnąć, to palnę i sobie wybaczę. Ale z Tatą to nie o to chodzi, pisałem wcześniej już że pracuję z relacją z ojcem, czyli z czymś co mnie trzyma. Teraz to uwalniam, rozplątuję, rozpuszczam.

I już.

I co teraz mam robić? Ptaszek za oknem śpiewa "Dzidziusia", ale kij mu w oko. Myślę że dosyć mamy dzidziusiów na tym świecie.


No bo to są moje spostrzeżenia ... Smile
Nasze (żony i moje) problematyczne relacje dotyczą głównie naszych pracowników ... ale to chyba zupełnie inna broszka niż z rodzicami .... choć moje stosunki z matką układają się w ten sposób ... że pomimo że jest bardzo "chora" i bardzo "samotna" dla mnie mogłoby już jej "tutaj" nie być i zupełnie nie mam z tym problemu.
"Bycie dobrym, grzecznym, miłym" dla innych ... wszczepili mi chyba rodzice ... co prawdopodobnie wynikało z ich kompleksów i za to przychodziło mi aż do 11'2011 płacić.
Nie byłem sobą ... bo byłem takim jak powinien być dobry człowiek ... totalnie zapominając o własnych potrzebach. I to było chyba moim problemem ... który wreszcie na 3 TST a nawet przed zrozumiałem.

Ale jak widać nie pasuje to do Twoich stosunków z ojcem ... Smile

A jak ptaszek śpiewa dzidziusia ... to niech po prostu sobie śpiewa Smile, choć miło się jest tym po prostu zachwycić Smile

Pozdro!
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Mat



Dołączył: 11 Lut 2011
Posty: 70
Skąd: Bristol, UK

PostWysłany: 2012 03 26 16:11    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

hunab-ku napisał:


Nasze (żony i moje) problematyczne relacje dotyczą głównie naszych pracowników ... ale to chyba zupełnie inna broszka niż z rodzicami .... choć moje stosunki z matką układają się w ten sposób ... że pomimo że jest bardzo "chora" i bardzo "samotna" dla mnie mogłoby już jej "tutaj" nie być i zupełnie nie mam z tym problemu.
"Bycie dobrym, grzecznym, miłym" dla innych ... wszczepili mi chyba rodzice ... co prawdopodobnie wynikało z ich kompleksów i za to przychodziło mi aż do 11'2011 płacić.


Nie ty jeden spłacasz długi przodków. Kiedy zostaną spłacone, wtedy jest możliwe uwolnienie i uświadomienie sobie całej sytuacji w taki lub inny sposób. Aczkolwiek, jeśli nie są w całości spłacone, los jest kontynuowany przez potomstwo, więc możesz poobserwować swoje dzieci (nie wiem czy masz, tak naprawdę). Czasami można zauważyć niektóre symptomy zachowania, wskazujące na kontynuację losu systemu rodzinnego.

W każdym razie, hunab-hu, gratulacje!

Natomiast u Berta Hellingera trafiłem na dość istotne rozgraniczenie pomiędzy matką-rodzicielką i matką-wychowawcą. Aby nie podcinać sobie skrzydełek w sercu, można oddzielić te dwie funkcje - sprawowane często przez tę samą kobietę, a jakże różne.

Można w pełni kochać swoją mamę (urodziła mnie i bardzo dużo ją to kosztowało) i jednocześnie jej nie lubić (ale nie matki-rodzicielki, tylko matki-wychowawcy). Bardzo pomaga.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
hunab-ku



Dołączył: 11 Cze 2007
Posty: 1091
Skąd: Łódź

PostWysłany: 2012 03 26 17:55    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Z tego co piszesz ... (o mojej córze Oli), to chyba już spłaciłem swoje/nieswoje długi. Olka w przedszkolu wymiata Smile ustawia dzieciaki po kątach ... taka mała księżniczka z wysoko uniesionym noskiem ... co jak można przypuszczać ... średnio mi (ach te ukryte w zakamarkach wszelkich programy) odpowiada. Ale zmieniać jej nie będę i właśnie na odwrót ... niech jej będzie inaczej Smile ... ale zawsze jak najlepiej Smile

Co do matki ... to uczuć żadnych nie mogę wykrzesać już. Działa u mnie czysta matematyka ... albowiem przez wiele lat zaciągała u mnie straszny dług, wpędziła mojego brata także w straszne długi ... masę kasy wydała na lekarzy, kościół ... odgrywając programy: "jestem taka chora i z tego powodu mi się należy". Jeśli chodzi o matkę wychowawczynię jest na grubym minusie. Biorąc poza tym pod uwagę fakt, że czas i energię, które włożyła w moje wychowanie w ponad 100% przekazuję mojej Oli
Jeśli chodzi o matkę rodzicielkę ... to też nie czuję żadnego długu. Z tego co wiem byłem dzieckiem nieplanowanym, wykonanym na przepustce wojskowej tatusia ... Smile Smile Smile a dalsze losy ciąży u ortodoksyjnego katolika są łatwe do przewidzenia Smile Smile Ale oczywiście nie mam jej tego za złe ... i traktuję ją jak otoczenie ...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Mat



Dołączył: 11 Lut 2011
Posty: 70
Skąd: Bristol, UK

PostWysłany: 2012 03 26 18:09    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

hunab-ku napisał:

Jeśli chodzi o matkę rodzicielkę ... to też nie czuję żadnego długu. Z tego co wiem byłem dzieckiem nieplanowanym, wykonanym na przepustce wojskowej tatusia ... Smile Smile Smile a dalsze losy ciąży u ortodoksyjnego katolika są łatwe do przewidzenia Smile Smile Ale oczywiście nie mam jej tego za złe ... i traktuję ją jak otoczenie ...


Raczej nie 'dług', tylko 'dziękuję', ponieważ mogłeś być wyskrobany, jak wiele innych dzieci.
Z mojego doświadczenia wynika, że taka osoba czuje w swojej duszy zbyt duże obciążenia, którym nie może podołać i na różne sposoby próbuje zmusić swoje dzieci do pomocy w dźwiagniu ciężarów rodzinnych - nie nazwanych i nieuświadomionych.

Żeby się przed tym bronić ze strony mojej mamy, jak byłem nastolatkiem, musiałem fizycznie uciec z domu za granicę, zmienić wiarę, dietę, ubiór, wszystko. No ale eskapizm i obojętność nie były dla mnie satysfakcjonującym rozwiązaniem na dłuższą metę, szczególnie gdy pojawiły się moje dzieci. Stąd późniejsze poszukiwania sensownych rozwiązań, które nie rozdzielają, tylko poszukują brakujących elementów, łączą je razem i uzdrawiają.

Pisząc o długach, miałem na myśli to, że pojawiając się w określonej rodzinie przyjmujemy na siebie obciążenia danego systemu rodzinnego - czy chcemy czy nie chcemy. Na różne sposoby możemy sobie z nimi radzić. Przykładem skutecznego uzdrowienia tragicznego obciążenia rodziny jest los Aragorna, z Władcy Pierścieni.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
hunab-ku



Dołączył: 11 Cze 2007
Posty: 1091
Skąd: Łódź

PostWysłany: 2012 03 26 20:07    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

No tak ...
"dziękuję" to mogę powiedzieć doktrynie kk, że mnie nie wyskrobała Smile ... choć tym niemniej z moich przekonań wynika to, że moje przyjście na świat, to moja decyzja, a nie ta doktryna ... (na marginesie tak)

Ja naprawdę nie wiem jak działają te wszystkie programy, jak sobie z tym radzić i łączyć, wymazywać, równoważyć ... jednego jestem pewien ... jednak ... ŻE JAK CZEGOŚ SAM NIE ENERGETYZUJĘ, NIE ROBIĘ WIDEŁ Z IGŁY ... TO SAMO WSZYSTKO ŚMIERCIĄ BEZPOWROTNĄ I NATURALNĄ UMIERA.

Decyzja więc należy i należała do mnie co mnie dopadnie, co mnie dopaść mogło ...
i nie zgadzam się z tym, że coś musi się stać, bo jakieś tam prawo działa ...
JAK MOŻE TAK BYĆ SKORO JA JESTEM BOGIEM I JA PRAWA TWORZĘ?
NO NIE MOŻE Smile Smile Smile

Zmiana ubrania, wiary, diety, ucieczka z domu jest w niczym nie pomocna, jak się wie, że problem nie istnieje i zawsze się jest wolnym ... choćby w więzieniu ...

A o pieniądzach pisałem, bo rzeczywiście o nie tu chodzi ... choć dla mnie nie są one niczym więcej jak formą jakiegoś tam długu, obciążenia, nierównego rozkładu energii i czy w tej, czy innej formie są one kwestiami do przerobienia ... tym większymi im większą rangę im nadamy ... tak BOGOWIE MAJĄ, CO NIE Wink
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Kobra



Dołączył: 28 Mar 2013
Posty: 182
Skąd: Stargard

PostWysłany: 2015 03 16 13:01    Temat postu: Wiara Odpowiedz z cytatem

Jakiś czas temu dowiedziałem się, skąd pochodzi i co naprawdę oznacza słowo 'wiara'. Otóż w języku dawnych Słowian, którzy używali słów obrazowych, zapisywanych runami, słowo to oznaczało 'wiedzę o RA'. 'Ra' to praświatło, stąd takie słowa jak 'radość' (Ra pod dostatkiem), kultura (kult Ra), czy 'kramoła' - starosłowiański zwyczaj porannego witania słońca ('ku Ra moła', 'modlitwa do Ra').
Znaczenie słowa zostało całkowicie wypaczone po narzuceniu Słowianom chrześcijaństwa.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum INEDIA, NIEJEDZENIE, POST I INNE TEMATY Strona Główna -> Ja, Moje Życie i Moje Doświadczenia. Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group