Forum INEDIA, NIEJEDZENIE, POST I INNE TEMATY Strona Główna INEDIA, NIEJEDZENIE, POST I INNE TEMATY
Dyskusje o inedii, niejedzeniu, poszczeniu, dietach i inne.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Dzieje Ziemi i Czlowieka

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum INEDIA, NIEJEDZENIE, POST I INNE TEMATY Strona Główna -> Ziemia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Matek



Dołączył: 15 Paź 2012
Posty: 84

PostWysłany: 2016 06 07 19:59    Temat postu: Dzieje Ziemi i Czlowieka Odpowiedz z cytatem

Niech watek ten bedzie poswiecony dziejom Ziemi, a co za tym idzie dziejom Czlowieka na Ziemi. Sporo jest informacji z roznych zrodel w tym temacie, ale sa raczej chaotyczne, niepelne, a czesto malo wiarygodne.

Mam pare wstepnych pytan w temacie dziejow Czlowieka. Kieruje je przede wszystkim do Joachima (z uwagi na jego obszerna wiedze i duzy zasob informacji), ale oczywiscie wszyscy uzytkownicy sa zaproszeni:)

Joachimie,

1. Czy Ziemia jest pierwsza planeta zamieszkala przez Czlowieka?

2. Czy Czlowiek zostal stworzony (zrodzony) na Ziemi, czy przybyl na Ziemie z innych czesci Wszechswiata?

3. Jakie narody ("rasy") pierwotnie zamieszkiwaly Ziemie?

4. Napisales niedawno w odpowiedzi na moje pytanie:

Cytat:
"Ja z Chińczykami pracuję od setek lat, dlatego znam ich tak dobrze i widzę w nich nadzieję. Chińczycy wywodzą się z rasy smoków, chociaż obecnie są w bardzo zdegenerowanym stanie."

Co oznacza "rasa smokow"? Czy chodzi o rodzaj gadow, czy po prostu tradycyjna nazwa dla rasy ludzkiej? Czy moglbys napisac chociaz pare slow o dziejach tej rasy?

5. Jak ogolnie mozna scharakteryzowac obecnie narody ludzkie na Ziemi?

- bialy czlowiek wywodzi sie od Slowiano-Ariow (rasa ludzi Swiatla)
- narody, ktore zwyklo sie okreslac mianem "zoltych" (Chinczycy, Koreanczycy, Japonczycy) - wywodza sie z Rasy Smokow
- czy moglbys napisac chociaz pare slow o pochodzeniu ludzi czarnoskorych?
- czy narod "czerwonoskory" (potomkowie Indian obu Ameryk) to osobna rasa, czy tez sa tozsami z Rasa Smokow?

Bede wdzieczny za wszelkie informacje:)
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Kobra



Dołączył: 28 Mar 2013
Posty: 203
Skąd: Stargard

PostWysłany: 2016 06 23 19:16    Temat postu: pytania i odpowiedzi Odpowiedz z cytatem

Joachimie? Tutaj kosmici z planety: Beta... Przesyłamy Ci fale alfa... przetworzone na Twój język... Czy nas słyszysz?

...

Kosmici do bazy... Joachim... nie odpowiada. Rozpocząć emisję fal gamma... Przystąpić do... zniszczenia planety.


A tak na poważnie, to może Joachim nie odpowiedział, bo okazuje się, że Matek już sam wiele wie na ten temat?
Innym powodem może być to, że kwestia jest zbyt obszerna i na pytania trudno zwięźle odpowiedzieć.

W każdym razie trochę szkoda, bo mnie te sprawy również bardzo ciekawią. Swego czasu sam zastanawiałem się jak to wszystko wyglądało. Wiedziałem, że gdy zapytam o to Joachima, to prawdopodobnie dostanę konkretną odpowiedź, ale stwierdziłem, że to jeszcze nie czas i że w odpowiednim czasie odpowiedź przyjdzie sama. I przyszła. Chociaż rzeczywiście można by tę wiedzę jeszcze poszerzyć.

Swoją drogą - ciekawe jest pochodzenie słowa człowiek: 'czoło' + 'wiek'.

'Pszczoła' - niektórzy tłumaczą jako 'przodek człowieka'. Zalecają przeto jadanie tych roślin, które są zapylane przez pszczoły.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
JMW



Dołączył: 13 Sty 2003
Posty: 1672
Skąd: Poznań

PostWysłany: 2016 06 24 14:35    Temat postu: odpowiedź Odpowiedz z cytatem

Słyszę was, oczywiście. Jako że przebywam w Malezji, w miejscach blisko przyrody i oceanu, mam rzadki i bardzo słabej jakości dostęp do internetu. Poza tym, żeby ci odpowiedzieć, potrzebuję napisać dość obszernie więc poświęcić na to sporo czasu. Obecnie jednak wolę nie dotykać urządzeń elektronicznych. Wolę nurkować w oceanie, chodzić po dżungli, niż przebywać z komputerem.
Proszę, przypomnij mi za tydzień, że mam odpowiedzieć na forum.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Numer GG
Matek



Dołączył: 15 Paź 2012
Posty: 84

PostWysłany: 2016 07 01 11:49    Temat postu: Przypomnienie Odpowiedz z cytatem

Przypominam:)
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
JMW



Dołączył: 13 Sty 2003
Posty: 1672
Skąd: Poznań

PostWysłany: 2016 07 02 12:59    Temat postu: Re: Przypomnienie Odpowiedz z cytatem

Matek napisał:
Przypominam:)

Matek, prowadzę teaz seminarium w HK; potem na Tajwanie, aż do 11 lipca, całe dnie nauczam albo uczestniczę w spotkaniach.
Przepraszam za zwłokę. Proszę, przypomnij mi po 11 lipca.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Numer GG
Matek



Dołączył: 15 Paź 2012
Posty: 84

PostWysłany: 2016 07 02 21:49    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Dobrze:)
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
krzysztof



Dołączył: 02 Lip 2007
Posty: 535
Skąd: zielona góra

PostWysłany: 2016 07 03 13:37    Temat postu: Re: Dzieje Ziemi i Czlowieka Odpowiedz z cytatem

Surprised

Matek napisał:
.... ale oczywiscie wszyscy uzytkownicy sa zaproszeni:)...
Bede wdzieczny za wszelkie informacje:)

Kilka inf. z forum (zmieniłem jedynie linki - dezaktualizacja po czasie):
http://niejedzenie.info/forum/viewtopic.php?p=12922#12922
ROZDZIAŁ DWUNASTY: ZASŁYSZANA HISTORIA
http://www.radosc.piwko.pl/Katalog/013/013-13.htm
Fragment pochodzi z książki Robert A. Monroe"DALEKIE PODRÓŻE, 281-294, wyd. LIMBUS, 1994 lub str.273-297 wyd.2000 .
Cytat:
"Ktoś", "Gdzieś" (a może jedno i drugie) potrzebuje, lubi, chce, ceni, zbiera, jada lub zażywa jako narkotyk (sic!), w milionowych bądź niezliczonych dawkach substancję o idencie Lusz (elektryczność, ropa naftowa, tlen, złoto, pszenica, woda, ziemia, stare monety, uran).
W miejscu zwanym "Gdzieś" Lusz występuje bardzo rzadko, a ci, którzy go posiadają, uważają, iż jest niezbędny do tego, do czego się go używa.

Kierując się Prawem Podaży i Popytu (powszechne prawo w "Gdzieś"), "Ktoś" zamiast poszukiwać naturalnych zasobów Luszu, zdecydował się go produkować w sposób powiedzmy, sztuczny. Postanowił założyć jego hodowlę, uprawiać go w ogrodzie.

Naturalny Lusz odznaczał się różnym stopniem czystości. Stwierdzono, że powstawał w wyniku ruchów wibracyjnych podczas cyklu węglowo-tlenowego i wtórnie podczas procesu reakcji. Badacze z "Gdzieś" przemierzali duże odległości w poszukiwaniu nowych źródeł tej cennej substancji, a ich odkrycia witano z entuzjazmem i nagradzano.

Wszystko zmieniło się z chwilą, gdy hen, daleko, gdzieś w zapadłym kącie, "Ktoś" założył swój eksperymentalny Ogród. Najpierw stworzył odpowiednie środowisko, w którym mógł powstać i rozwijać się cykl węglowo-tlenowy. Ustanowiona przez niego Równowaga zapewniała rosnącym osobnikom właściwe oświetlenie i stałą dostawę odpowiedniego pożywienia.

Potem "Ktoś" próbował oszacować swój plon. Rzeczywiście. Pierwsza Hodowla dostarczyła Luszu, ale w małych ilościach i nie najlepszego pod względem gatunkowym - nie nadawał się on do zabrania w miejsce zwane "Gdzieś". Problem był podwójny. Okazy rodziły się zbyt drobne i żyły bardzo krótko. W efekcie czego powstawało niewiele marnego jakościowo Luszu gdyż w tak ograniczonych warunkach nie było czasu na jego wytwarzanie. Ponadto Lusz można było zbiera tylko w momencie, gdy jednostki kończyły życie; ani chwili wcześniej.

Druga Hodowla, która okazała się nie lepsza, o ile nie gorsza od Pierwszej rozwijała się w innej części Ogrodu i w odmiennym od poprzedniego środowisku. Tym razem nie było to środowisko płynne, lecz gazowe. Ze związków chemicznych o większej gęstości utworzono stałe podłoże, dzięki czemu związki te były stale dostępne . "Ktoś" zasadził niezliczone ilości znacznie dorodniejszych egzemplarzy nowych odmian. Niektóre z nich były wiele tysięcy razy większe i miały bardziej złożoną budowę od prostych, jednokomórkowych okazów Pierwszej Hodowli. Wprawdzie został odwrócony cykl węg Iowo-tlenowy, ale cały zasiew pozostał jednorodny Podobnie jak w przypadku Pierwszej Uprawy, osobniki rozmnażały się regularnie i samoczynnie kończyły życie Aby uniknąć nierównomiernego rozkładu odżywczych substancji chemicznych i oświetlenia, co miało miejsce w przypadku Pierwszej, "Ktoś" postanowił, że osobniki Drugiej Hodowli nie będą się poruszać po całym ogro dzie, lecz każdy z nich pozostanie w przydzielonej sobie jego części. W tym celu wyposażył je w silne wyrostki sięgające w głąb twardego podłoża i unieruchamiające roślinę. Z korzeni wyrastały łodygi lub pnie dźwigające wyższe partie roślin, tym samym umożliwiając im otrzymywanie koniecznej porcji światła. Górne części roślin - szerokie, cienkie i dość wiotkie - pełniły rolę przekaźników energii. Przepływające przez nie w obydwu kierunkach związki węglowo-tlenowe zapewniały roślinom odżywianie i wymianę z otoczeniem. Poza tym każdy okaz zaopatrzono w kolorowe radiatory wraz z generatorami małych cząstek. Rozmieszczono je symetrycznie; zazwyczaj w pobliżu wierzchołka.

Chcąc przyśpieszyć rozmnażanie się roślin "Ktoś" wywołał gwałtowne ruchy wibracyjne w gazowej powłoce. Z czasem przekonał, że ten sam burzliwy proces pomaga w zbieraniu Luszu.

Jeśli zaburzenia były dostatecznie gwałtowne, kładły kres życiu roślin, które umierając wydzielały Lusz. Miało to duże znaczenie, gdy istniała konieczność natychmiastowej dostawy tego surowca, gdyż nie trzeba było czekać na okres zbiorów.

Pomimo to, plon Drugiej Hodowli okazał się nader niezadowalający. Co prawda osiągnięto znaczny przyrost ilościowy, ale zbyt długie życie roślin nie wpływało korzystnie na jakość wytwarzanego przez nie Luszu. Przeoczono tu coś ważnego.

Przed założeniem Trzeciej Hodowli "Ktoś" długo Prowadził badania, krążąc nad swoim Ogrodem. Rzeczywiście zadanie, którego się podjął nie było wcale łatwe. Wprawdzie osiągnął sukces, ale tylko częściowy. Wyhodowany przez niego Lusz był znacznie gorszy od dzikiej, występującej w stanie naturalnym odmiany.

Jednakże uporał się z tym problemem, czego żywym świadectwem była Trzecia Uprawa. "Ktoś" odtworzył pierwotny cykl węglowo-tlenowy, a osobnikom przy wrócił ruchliwość, bowiem doświadczenie wykazało, że oba te czynniki zapewniają wytwarzanie wysokiej jakoś ci Luszu. Gdyby jeszcze udało się wyhodować większe okazy, sukces byłby zapewniony.

Mając to wszystko na względzie, "Ktoś" przeniósł na teren obecnej uprawy jednostki Pierwszej Hodowli, która nadal rozwijała się w części Ogrodu mającej płynne środowisko. Zmodyfikował je tak, aby mogły żyć i wzrastać w środowisku gazowym. Najpierw przystosował je do odżywiania się osobnikami Drugiej Hodowli, którym pozwolił w tym celu bujnie się rozwinąć. Tak powstały pierwsze Mobile, czyli Trzecia Hodowla. Mobile żywił się okazami Pierwszej Hodowli, a pozbawiając je życia produkowały Lusz. A więc teraz ilość Luszu była znaczna, ale jego jakość, jego struktura wibracyjna wciąż pozostawiała wiele do życzenia.

Przez czysty przypadek "Ktoś" odkrył Główny Katalizator produkcji Luszu. Długość życia monstrualnych i wolno poruszających się Mobili była nieproporcjonalna do ilości pobieranego przez nie pożywienia. Mobile żyły tak długo, że wkrótce zdziesiątkowałyby jednostki Drugiej Hodowli. Wówczas w całym Ogrodzie zostałaby zachwiana równowaga ekologiczna i ustałaby produkcja Luszu. Zarówno Drugiej, jak i Trzeciej Hodowli groziła Zagłada.

Zaczęło brakować okazów z Drugiej Hodowli i wobec tego nie było zaspokajane zapotrzebowanie energetyczne Mobili. Często zdarzało się, że dwa Mobile chciały zjeść tę samą jednostkę Drugiej Uprawy. To rodziło konflikt i powodowało fizyczną walkę między dwoma niezgrabnymi Mobilami. Czasem walczyło ich ze sobą nawet kilka.

Początkowo "Ktoś" był zdziwiony tymi zmaganiami, lecz później obserwował je z wielkim zainteresowaniem. Podczas walki Mobile wydzielały Lusz! I to wcale nie w małych, a przeciwnie - w sporych ilościach i w dodatku znacznie mniej zanieczyszczony, tak że przedstawiał on wartość użytkową.

"Ktoś" szybko sprawdził w praktyce dopiero co zrobione odkrycie. Wyjął następne okazy Pierwszej Hodowli z części Ogrodu o płynnym środowisku, przystosował je do życia w środowisku gazowym, ale wprowadził pewną zasadniczą zmianę. Nowe Mobile były mniejsze od poprzednich i miały żywić się innymi Mobilami. Rozwiązałoby to problem nadmiernej populacji Mobili, a podczas każdego między nimi starcia powstałoby więcej dobrego Luszu, nie mówiąc już o tym, który zostawał uwalniany w momencie, gdy nowe Mobile zabijały egzemplarze innych gatunków. Wówczas "Ktoś" mógłby przekazywać do "Gdzieś" znaczne ilości dość czystego Luszu.

W ten oto sposób powstała reguła Głównego Katalizatora. Konflikt między osobnikami cyklu węglowo-tlenowego powoduje stałe wytwarzanie Luszu. To było takie proste!

Zadowolony z wynalezienia formuły, "Ktoś" zaczął Przygotowywać Czwartą Hodowlę. Wiedział już, że zbyt duże i za długo żyjące Mobile z Trzeciej Hodowli nie mogły być użyteczne na większą skalę. A gdyby jeszcze wzrosła ich ilość, należałoby powiększyć cały Ogród, który z racji za małej przestrzeni nie mógł pomieścić jednocześnie wielkich osobników Trzeciej Hodowli i służących im za pokarm roślin z Drugiej Hodowli. Ponadto doszedł do słusznego wniosku, że jeśli Mobile będą poruszały się szybciej, łatwiej popadną w konflikty i tym samym zwiększy się ilość wydzielanego przez nie Luszu.

Jednym aktem woli uśmiercił pozostałe dotąd przy życiu niezgrabne Mobile z Trzeciej Hodowli. Jeśli zaś chodzi o osobniki Uprawy Pierwszej, nadal żyjące w wodnym środowisku, to zmienił ich wygląd, nadając im bogactwo kształtów i rozmiarów. Były teraz wielokomórkowcami i odznaczały się dużą ruchliwością. Zaopatrzył je również w system równowagi. Powstały więc osobniki (przeważnie nie poruszające się), które pochłaniały okazy węglowego cyklu Drugiej Hodowli, służące im za źródło energii. Powstały też i inne, bardzo ruchliwe Mobile, dla których źródło energii stanowiły poruszające się modyfikacje Pierwszej Hodowli.

Zamknięty obieg działał całkiem zadowalająco. Nieruchome osobniki Drugiej Hodowli rozwijały się znakomicie micie w płynnym środowisku. Żywiły się nimi małe, bardzo ruchliwe Mobile żyjące w wodzie. Z kolei większe oraz/lub inne będące w ciągłym ruchu Mobile, chcąc zdobyć energię konsumowały mniejszych "zjadaczy roślin". Kiedy jakiś Mobil zanadto urósł i zrobił się zbyt powolny, stawał się łatwym łupem dla mniejszych Mobili, które zachłannie się na niego rzucały. Chemiczne pozostałości procesu trawienia osiadały na dnie płynnego środowiska i dostarczały pokarmu "Nieruchomym" (modyfikacjom Drugiej Hodowli), zamykając w ten sposób obieg. Łańcuch pokarmowy przynosił w efekcie stały dopływ Luszu, który powstawał dzięki umierającym "Nieruchomym", w wyniku emocji, jakie wzbudzała w walczących ze sobą Mobilach sama walka oraz dzięki Mobilom ginącym podczas tychże walk.

Przeniósłszy się do innej części Ogrodu - środowiska gazowego otaczającego stałe podłoże zbudowane z gęstej materii - "Ktoś" zastosował tę samą technikę, jeszcze bardziej ją ulepszając. Stworzył więcej odmian "Nieruchowych" (okazy pierwotnej Drugiej Hodowli), aby nowym Mobilom dostarczyć dostatecznej ilości urozmaiconego pożywienia. Tak jak w pierwszej części Ogrodu, tak i tu została zachowana równowaga między dwoma gatunkami Mobili - tymi, które odżywiały się "Nieruchomymi" z Drugiej Hodowli i tymi, które potrzebowały innych Mobili, aby utrzymać się przy życiu dzięki czerpanej z nich energii. Powstały więc tysiące rodzajów Mobili różnej wielkości - osobniki małe i duże, choć nie tak wielkie, jak Mobile z Trzeciej Hodowli. Wszystkie zostały wyposażone w pomysłowe akcesoria ułatwiające walkę. Szybkość poruszania się pozwalała na wymknięcie się wrogowi, barwy ochronne miały na celu zmylenie przeciwnika, ruchliwe narządy służące do wykrywania niebezpieczeństwa, a niezwykle twarde wyrostki do chwytania, przebijania i rozszarpywania wroga. Wszystko to ułatwiało walkę i przedłużało czas jej trwania, a w konsekwencji zwiększało wydzielanie Luszu.

W ramach dodatkowego eksperymentu "Ktoś" zaprojektował i stworzył taką odmianę Mobila, która w porównaniu z Mobilami Czwartej Hodowli była słaba i niedołężna. Jednakże Mobile eksperymentalne miały dwie zasadnicze zalety. Mogły spożywać zarówno "Nieruchomych", jak inne Mobile i czerpać z nich energię. Poza tym "Ktoś" przekazał im cząstkę siebie - ponieważ nie było ani znane, ani dostępne inne źródło takiej Substancji - by służyła jako główny czynnik wzmagający ruchliwość. Wiedział, że zgodnie z Prawem Przyciągania, taka domieszka Substancji, część Jego, dążąca do połączenia się z nieskończoną Całością, spowoduje u tego szczególnego gatunku Mobila nieustającą ruchliwość. Tym samym dążenie do zaspokojenia potrzeb energetycznych poprzez pożywienie nie będzie jedyną silą pobudzającą Mobile do ustawicznej aktywności. A co ważniejsze, potrzeb wynikających z wewnętrznego przymusu, jaki stwarza wszczepiona drobinka "Kogoś", nie można będzie zaspokoić w Ogrodzie. Tak więc zawsze będzie istniała potrzeba ruchu i konflikt pomiędzy tą potrzebą a koniecznością pobierania energii, i o ile przetrwa, być może przyczyni się do stałej dostawy wysokogatunkowego Luszu.

Czwarta Hodowla przekroczyła wszelkie oczekiwania "Kogoś". Okazało się, że Ogród zaczął dostarczać dobry Lusz. "Równowaga życia" działała doskonale. Czynnik konfliktowy wpływał na wytwarzanie ogromnej ilości Luszu, a dodatkową dostawę tego surowce zapewniała śmierć wszystkich rodzajów Mobili oraz Nieruchomych. "Ktoś" wyznaczył specjalnych Nadzorców kierujących produkcją i pomagających przy zbiorach. Utworzył kanały, którymi transportowano nie oczyszczony Lusz z Ogrodu do miejsca zwanego "Gdzieś". Odtąd dzięki Ogrodowi "Kogoś" naturalne zasoby przestały być dla "Gdzieś" jedynym źródłem Luszu.

Po sukcesie, jaki Ogród "Kogoś" odniósł w produkcji Luszu, również Inni zaczęli projektować i budowa swoje Ogrody. Było to zgodne z Prawem Podaży i Popytu (Próżnia jest stanem nie zapewniającym równowagi), ponieważ Ogród "Kogoś" tylko częściowo pokrywał zapotrzebowanie "Gdzieś" na Lusz. Nadzorcy innych Ogrodów odwiedzali Ogród "Kogoś", aby zbiera resztki Luszu, które przeoczyli lub pozostawili Jego Zarządcy.

Po zakończeniu pracy "Ktoś" powrócił do "Gdzieś i zajął się innymi sprawami. Produkcja Luszu nadzorowana przez Zarządców utrzymywała się na stałym poziomie. Ale wszelkich zmian mógł dokonywać tylko sam "Ktoś". Zgodnie z jego zaleceniami Nadzorcy co jaki czas niszczyli część Czwartej Hodowli. Robili to, aby młodym, rodzącym się jednostkom zapewnić dostateczną ilość pierwiastków chemicznych, światła i innych środków odżywczych, a także po to, by zebrać dodatkowy Lusz powstały na skutek takiego żniwa.

W tym celu wywoływali zaburzenia, zarówno w gazowej powłoce, jak i stałym podłożu. Na skutek tych wstrząsów wiele okazów Czwartej Hodowli traciło życie, miażdżone przez przetaczające się masy gruntu lub zalewane przez wzburzone fale płynnego środowiska. (Ze względu na specyfikę swej budowy, osobniki Czwartej Hodowli nie mogły zachować życie po zanurzeniu w wodzie, gdyż przestawała w nich zachodzić przemiana węglowo-tlenowa.)

Życie Ogrodu toczyłoby się przez całą wieczność według tego schematu, gdyby nie ciekawość i spostrzegawczość "Kogoś". Od czasu do czasu badał on próbki Luszu dostarczanego przez jego Ogród. Nie miał ku temu właściwie żadnego innego powodu poza tym, że zachował jeszcze resztki zainteresowania swoim planem.

Dokonując analizy jednej z próbek, "Ktoś" niedbale sprawdzał emanację Luszu i już miał włożyć próbkę z powrotem do zbiornika, gdy nagle uświadomił sobie Różnicę. Była wprawdzie bardzo niewielka, ale jednak była.

Natychmiast się tym zainteresował. Jeszcze raz sprawdził próbkę. Pośród emanacji zwykłego Luszu wyczuwało się słabe promieniowanie Luszu oczyszczonego, wydestylowanego. To było wprost niemożliwe. Przecież czysty Lusz można było otrzymać dopiero po wielokrotnej obróbce jego naturalnych zasobów. Lusz pochodzący z Ogrodu "Kogoś" wymagał przed użyciem takiego samego potraktowania.

Ale fakt pozostawał faktem - próbka rafinowanego Luszu wykazywała tak czyste promieniowanie, że nie należało jej mieszać z substancją w stanie surowym, nie przetworzoną. "Ktoś" powtórzył badanie. Rezultat był identyczny. A więc w jego Ogrodzie działo się coś, czego nie zauważył.

"Ktoś" szybko opuścił "Gdzieś" i powrócił do Ogrodu. Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało tak samo jak przedtem. Trwałe podłoże i gazowa powłoka Ogrodu tworzyły bezkresny zielony dywan refleksów odbijających się od rosnących okazów Drugiej Hodowli. Modyfikacje Pierwszej Hodowli rozwijały się w płynnym środowisku zgodnie z Prawem Akcji i Reakcji (wchodzącego w zakres Prawa Przyczyny i Skutku.) "Ktoś" nie zauważył źródła destylowanego Luszu ani na terenie Pierwszej, ani Drugiej Hodowli.

Pierwsze wibracje rafinowanego Luszu (już przetworzonego przez roślinność Drugiej Hodowli) dotarły do "Kogoś" od jednego z okazów Hodowli Czwartej. Błysk promieniowania powstał podczas niezwykłego zachowania się tego osobnika - walczył on na śmierć i życie z innymi osobnikami Czwartej Hodowli. "Ktoś" dobrze wiedział, że taka akcja nie mogłaby spowodować uwolnienia destylowanego Luszu, zaczął więc szukać przyczyny owego zjawiska.

I w tym właśnie momencie odkrył Różnicę. Jednostka Czwartej Hodowli nie walczyła o resztki pokarmu, jakie pozostały ze słabszej jednostki tej samej Hodowli, ani o smakowity liść z drzewa Hodowli Drugiej. Nie walczyła też w obronie własnego życia z atakującą ją jednostką Czwartej Hodowli.

Walczyła natomiast, by ocalić życie trzech swoich nowo narodzonych "dzieci", które oczekiwały na rezultat walki skulone pod dużym okazem Drugiej Hodowli. Nie ulegało wątpliwości, że to było właśnie przyczyną powstawania błysków destylowanego Luszu.

Podążając tym tropem, "Ktoś" posprawdzał, co robią w Ogrodzie pozostałe osobniki Czwartej Hodowli i stwierdził powstawanie podobnych błysków w momencie, gdy inne stworzenia walczyły w obronie swoich "młodych". Wciąż jednak coś tu się nie zgadzało. Gdyby wszystkie żyjące w tym momencie egzemplarze Czwartej Hodowli podjęły taką akcję, to suma powstałych w jej efekcie rozbłysków destylowanego Luszu nie dałaby nawet połowy tego, co znajdowało się w próbce wyjętej ze Zbiornika. A więc musiała istnieć jeszcze inna przyczyna powstawania rafinowanego Luszu.

"Ktoś" krążył nad Ogrodem, systematycznie przeszukując każdy jego zakątek. W końcu zlokalizował źródło promieniowania wysokogatunkowego Luszu. Szybko j udał się w tym kierunku,

I rzeczywiście - w pewnej części Ogrodu, pod dużym liściastym okazem Drugiej Uprawy stała samotnie jedna z eksperymentalnych Modyfikacji Czwartej Hodowli, tych, które miały w sobie Jego Cząstkę. Nie była "głodna". Nie popadła w konflikt z inną jednostką Czwartej Uprawy. Nie walczyła w obronie swoich "młodych". No to dlaczego wydzielała tak dużo destylowanego Luszu?

"Ktoś" przysunął się jeszcze bliżej. Skoncentrował się intensywnie na tym stworzeniu - i już wiedział, w czym rzecz. Było samotne! To właśnie stanowiło powód wydzielania przez nie czystego Luszu.

Gdy "Ktoś" odsunął się, znów zauważył coś niezwykłego. Zmodyfikowana Jednostka Czwartej Hodowli nagle uświadomiła sobie jego obecność. Upadła na podłoże i zaczęła wić się w dziwnych konwulsjach, wydzielając przezroczysty płyn z dwóch otworów służących do odbioru promieniowania. W tym momencie wytwarzała jeszcze więcej destylowanego Luszu.

To właśnie wtedy "Ktoś" stworzył swoją słynną Formułę DLP (Destilled Loosh Production - produkcja destylowanego Luszu - przyp. tłum.), którą stosuje się w Ogrodzie po dziś dzień.

Rezultat tej historii jest dobrze znany. "Ktoś" włączył do swej Formuły taką zasadę: "...wytwarzanie przez jednostki typu 4M czystego, destylowanego Luszu jest wywołane przez niezaspokojenie, ale tylko wówczas, gdy niezaspokojenie to wypływa z potrzeb o wyższym poziomie wibracyjnym niż potrzeby zmysłowe. Im większe takie niezaspokojenie, tym większa produkcja destylowanego Luszu..."

Wykorzystując Formułę w praktyce, "Ktoś" wprowadził w swoim Ogrodzie drobne zmiany. Są one dobrze znane każdemu historykowi. Wszystkie osobniki podzielił na połowy (aby zrodziło się w nich poczucie samotności, kiedy będą usiłowały ponownie się połączyć, chcąc uzyskać jedność) i zwiększył przewagę okazów typu 4M. To są dwie najistotniejsze innowacje.

W chwili obecnej Ogród jest fascynującym przykładem wydajnej produkcji Luszu. Nadzorcy już dawno stali się Mistrzami w Sztuce stosowania Formuły DLP. Jednostki typu 4M zdominowały inne gatunki i rozprzestrzeniły się w całym Ogrodzie, z wyjątkiem głębszych części wodnego środowiska. Są one głównymi producentami destylowanego Luszu.

W oparciu o doświadczenie, Nadzorcy wypracowali całą technologię zbierania Luszu z osobników typu 4M, wykorzystując w tym celu pomocnicze narzędzia. Najbardziej powszechne z nich nazwano miłością, przyjaźnią, rodziną, chciwością, nienawiścią, bólem, winą, chorobą, zarozumiałością, ambicją, poczuciem własności, posiadaniem, poświęceniem, a na większą skalę - narodowością, prowincjonalizmem, wojnami, głodem, religią, automatyzacją, wolnością, przemysłem, handlem, i tak dalej. Nigdy dotąd nie było tak wysokiej produkcji Luszu...


O tzw.: "Luszu"( można go nazwać np. jako energia itp. lub jak się chce) traktuje też rozdział "TERAPIA WSTRZĄSOWA"
http://www.radosc.piwko.pl/Katalog/013/013-14.htm
Cytat:
Długo nie mogłem pogodzić się z rotą o Luszu. Zawierała tak szokujące informacje, obalające moje dotychczasowe wierzenia i przekonania, że musiałem się z nimi oswoić, przyzwyczaić do myśli o nich. Zajęło mi to wiele miesięcy. Terminu "pogodzenie się" używałem w bardzo szerokim znaczeniu, chcąc pokreślić, że moje reakcje na to, czego się dowiedziałem - poczynając od szoku i odrzucenia, poprzez gniew, depresję i rezygnację, aż do akceptacji - stanowiły pełny cykl zachowań, bardzo podobny do już poznanego i zbadanego przez innych schematu ludzkich reakcji na wiadomość o nadchodzącej śmierci na skutek choroby lub wypadku.

Coś umierało we mnie. Już dawno zrozumiałem, że Bóg mego dzieciństwa nie istnieje, przynajmniej w formie przyjętej przez naszą kulturę. Jednakże całkowicie akceptowałem pojęcie Stworzyciela i stworzeń - wystarczyło tylko rozejrzeć się wokół, by stwierdzić, że wszystko istnieje według celowego, starannie opracowanego planu i przebiega zgodnie z określonym porządkiem. Realizacja tego planu była możliwa dzięki symbiozie, współdziałaniu wszystkich żywych organizmów. Drzewa, których pnie i gałęzie wznosiły się ku górze, dostarczały nam tlenu potrzebnego do oddychania; my zaś, nie zdając sobie z tego sprawy, żywiliśmy je wydalanym przez nas dwutlenkiem węgla i produktami przemiany materii, których z kolei one potrzebowały do życia... poza tym można było zauważyć równowagę całej planety, której zewnętrzne, filtrujące warstwy przepuszczały właściwą ilość światła słonecznego odpowiedniej jakości, warunkującego rozwój żywych organizmów... no i oczywiście istniał łańcuch pokarmowy.

Rota o Luszu wyjaśniała to bardzo dokładnie. Co ważniejsze, dawała odpowiedź na pytanie o cel, przyczynę, powód powstania wszystkiego. Odpowiedź była prosta: chodziło o lusz. A więc przyczyna okazała się bardzo prozaiczna, choć tak długo uchodziło to mojej uwagi. Rzeczywiście, produkujemy Coś Bardzo Wartościowego: Lusz. I jeśli uda się nam pokonać emocjonalny sprzeciw, który wzbudza w nas ta koncepcja, to trudno będzie znaleźć w niej słabe punkty. Tłumaczy ona zachowanie się ludzi oraz wyjaśnia historię ludzkości.

Pozostawały jeszcze INSPEKI. Jakie miejsce przypadło im w udziale? Czy są Ogrodnikami, czy też zbieraczami luszu? A może nadzorują jego produkcję? To pytanie dręczyło mnie i męczyło przez wiele tygodni, aż wreszcie zdecydowałem, że muszę znaleźć odpowiedź, wszystko jedno jaką.

Pewnej nocy miałem duże kłopoty z zaśnięciem. Potem przespałem może ze trzy godziny i nagle obudziłem się. Poleżałem przez chwilę spokojnie, nie mogąc zdecydować się na wyjście. Mój lęk przed tym, czego mogę się dowiedzieć, był dużo większy niż przypuszczałem. Następnie odłączyłem się z trudem, najpierw od fizycznego, a później od drugiego ciała. Po uwolnieniu się od obydwu ciał zacząłem szukać sygnału naprowadzającego INSPEKÓW, ale go nie było. Początkowo wytrąciło mnie to z równowagi, lecz zdecydowanie i upór wzięły górę. Użyłem identu INSPEKÓW - całej roty, jaką o nich miałem - wyciągnąłem się, skoncentrowałem i rozluźniłem. Nastąpiło krótkie uczucie obracania się, wcale nie odniosłem wrażenia, że przechodzę przez pierścienie, później otoczyła mnie głęboka ciemność - i już stałem bez ruchu. To wszystko.

Przyszło mi na myśl, że użyty przeze mnie ident nie był wystarczający. Mogłem stać u bram ich terytorium, ale nie dano mi przepustki na wejście. Nigdy zresztą nie próbowałem tam wchodzić; to zawsze oni wychodzili do mnie. Nie miałem perceptu o ich rzeczywistości / stanie, dlatego docierałem tylko do miejsca spotkań. Ale gdybym skoncentrował się na...

Poczułem przyjazną wibrację. (Bardzo dobrze, panie Monroe. Ma pan całkowitą słuszność.)

Rozluźniłem się. Nie było tak źle. W końcu doszedłem aż tak daleko, no i nareszcie przestali nazywać mnie RAM.

(Może wolałbyś, abyśmy użyli identu, pod którym znamy cię najlepiej? Z pewnością jesteś już na to przygotowany.)

(Przygotowany? Imię, które znają najlepiej?... Cóż to za imię?)

(Ashaneen.)

Ashaneen... Zabrzmiało to jak coś znajomego i obcego zarazem. I znów to uczucie wydobywania się z głębokiej amnezji, łagodna cierpliwość istot, które próbowały udzielić mi pomocy podczas przypominania. Ale lusz...

(Wiemy o tym, że doznałeś wstrząsu. Potrzebowałeś tego. Tak miało być, jak byś powiedział.)

A więc rota o luszu była prawdziwa! Zacząłem migotać.

(Interpretacja tego, co się stało na Ziemi a o czym mówi rota - nie jest prawdziwa. Dobrze wiesz, jak trudno dokonać prawidłowej oceny z perspektywy istot nie należących do rzeczywistości czasoprzestrzennej, jak trudno spojrzeć na ludzkie i ziemskie wartości z innego punktu widzenia niż ziemski.)

Zwróciłem się do wewnątrz i skoncentrowałem na rocie o luszu. A więc lusz to energia, wytwarzana przez wszystkie żywe organizmy, odznaczająca się różnym stopniem czystości, najpotężniejszą i najbardziej czystą energią wytwarza człowiek, energia luszu powstaje w wyniku ludzkiej aktywności, która wyzwala emocje, czy najwyższa z tych emocji to - miłość? Czy zatem miłość to lusz?

(Dalej, Ashaneen.)

Ale, jak wynika z roty, lusz wydziela się wówczas, gdy kończy się fizyczne życie, gdy powstaje ból, gniew, nienawiść... a przecież te uczucia nie są tym samym, co miłość...

(A co to jest twoim zdaniem miłość?)

Przeczuwałem, że takie będzie następne pytanie i nie mogłem na nie odpowiedzieć. Wszyscy wybitni filozofowie, największe ludzkie umysły próbujące rozwikłać ten problem na przestrzeni dziejów, osiągnęły tylko częściowy sukces, a ja przecież nie mogę się z nimi równać. Nie zamierzałem nawet próbować.

(Ale przecież wiesz, że miłość istnieje. Nie jest iluzją.) Zostawiłem rotę o luszu i zajrzałem do głębi swego wnętrza szukając potwierdzenia tego, co przed chwilą usłyszałem. Znacznie łatwiej było to robić z tej perspektywy, a może sprawiała to pomocna energia INSPEKÓW?

To, co zobaczyłem przypominało harmonijne dźwięki muzyczne - akordy i krótkie melodie, tylko, że to wcale nie były dźwięki, a układy barwnego światła. Tym świetlnym wzorom towarzyszyło wrażenie dysharmonii, i dysonansu, uczucie radości, podniecenia, wzruszenia i lęku. Zaczynało się to tuż po moim urodzeniu. Dostałem percept pojawiających się od czasu do czasu białych fal... pierwsze napłynęły od mojej matki i ojca, pochodzenia późniejszych, słabszych błysków świtała nie udało mi się ustalić. Poszukiwałem w swoim wczesnym dzieciństwie jakiegoś choćby nieznacznego przebłysku bieli, który sam wytworzyłem i komuś przesłałem. Ku memu przerażeniu znalazłem tylko jeden malutki płomyk przeznaczony dla airedale teriera, którego nazywaliśmy Pete. Byłem pewien, że ta dziewczyna ze średniej szkoły, jakże miała na imię?... Tymczasem żadnej iskierki, ani ze strony dziewczyny, ani z mojej.

(Jest to najczęściej popełniany przez ludzi błąd - utożsamianie z miłością wcześnie pojawiającego się popędu seksualnego.)

W zupełności się z nimi zgadzałem. W dodatku wiedziałem, skąd brało się takie błędne rozumienie. Jasnoczerwone i różowe akordy oraz natrętna melodia wywierały na mnie wrażenie nawet teraz, gdy znajdowałem się w odmiennym stanie świadomości. Nic zatem dziwnego, że głupi skręt, którym wówczas byłem, miał niewłaściwy percept. Przebiegłem wzrokiem lata późniejsze. Tu i ówdzie spostrzegłem mocne, wyraźne białe smugi oznaczające uczucia, z których nie zdawałem sobie wtedy sprawy. Natomiast nie zauważyłem żadnej, choćby zbliżonej do nich fali białego światła, którą ja bym wyemitował. Zasmuciło mnie to. Byłem przygnębiony. Białe światło docierało do mnie, a ja tylko brałem, nic w zamian nie dając. W końcu przerwałem ten przegląd. Nie chciałem się tym dłużej zajmować. Zbyt mała ilość bieli i dużo kolorowych układów melodycznych wskazywały na to, że nie byłem zbyt dobrym producentem luszu. Obecny okres mego życia prezentował się znacznie lepiej. Sporo silnych emisji pochodziło ode mnie. Nie sądziłem, że trwało to aż tak długo!

(Znasz budowę fal. Wszystkie - zarówno białe, jak i barwne są przejawem tej samej podstawowej energii. Różnią się od siebie tylko częstotliwościami i amplitudą.)

Wiedziałem już czym ONI się zajmują i doceniałem ich pracę. To co ujrzałem dokonując przeglądu wczesnych lat mego życia nie było zbyt przyjemne, więc przestałem się tym interesować. Zacząłem natomiast rozważać pewne istotne, choć abstrakcyjne twierdzenie. A więc używając tego samego narzędzia wzajemnego oddziaływania na siebie - zaczęliśmy uczyć się wyrażać gniew, ból, lęk oraz inne emocje, a w końcu - jeśli przeszliśmy szkolenie pomyślnie - specjalne fale energetyczne zwane miłością. Ale zaczynam podejrzewać, że tak naprawdę to nie bardzo wiemy, czym ona jest i jak ją wykorzystać.

(To jest starannie zaprojektowana szkoła intensywnego uczenia się.)

Trzeba nauczyć się wytwarzać lusz/miłość najwyższej jakości. Dość ważny wydaje się fakt, iż ludzie najczęściej nie mają pojęcia o tym, że ich życie służy rozwojowi, że dzięki niemu ustawicznie się uczą. Tylko nieliczni zdają sobie sprawę z pozafizycznego aspektu życia i otwarcie się do tego przyznają. Stawało się to coraz trudniejsze do zrozumienia. Zaczęła mi świtać pewna myśl, aczkolwiek rysowała się bardzo niewyraźnie. Co stałoby się gdyby krowa odkryła, że jej mleko ma wartość? Jak by się wówczas zachowała? Co by z nim zrobiła nie mając cielaka do wykarmienia? Czy by je jakoś zgromadziła? A może nabyłaby za nie więcej siana lub innego pokarmu? Co by się stało gdyby odkryła, że człowiek zabiera wytwarzane przez nią mleko? Czy skończyłoby się to buntem? Odmową dostarczania mleka? Ale wówczas nie miałaby pastwiska, obrony przed dzikimi psami, byka w razie potrzeby, a co najważniejsze - obory, w której zostałaby wydojona i pozbyła się bólu. Nie mając poczucia następstwa czasu, nie pamięta, że ból w końcu przechodzi. A może nawet wiedząc o tym, nie chciałaby niczego zmieniać? A zatem: kto o to wszystko dba? Kto o to wszystko dbał?

(Mówiąc waszymi słowami - nie można pokonać maszyny.)

A co dzieje się z tymi, którzy zwyciężą maszynę? Przecież zawsze są jakieś wyjątki, żadna maszyna nie jest doskonała, wyjątek potwierdza tylko regułę. Czy usuwa się ich, przeznaczając do zmielenia na hamburgery? A jeśli tak, to czy hamburger jest najwyższym gatunkiem luszu, czy czymś zupełnie innym? Czy stanowi on część wytworu maszyny, czy też jest rdzą, którą trzeba zeskrobać i wyrzucić?

A jaką rolę w tym procesie produkcji odgrywają małe byczki? Nigdy nie będą produkowały luszu; na każde pięćdziesiąt krów potrzeba tylko jednego byka, a więc małych byczków jest za dużo. natura - maszyna? Samoczynnie wyrównuje... Wcale nie jest budująca ta wizja nieosobowej dominacji i rozboju. O, percept staje się silniejszy, trzeba się na tym zatrzymać. Do produkcji luszu potrzeba przynajmniej jednego byka. A więc jest on pośrednim producentem luszu, istotnym dla całego procesu. Z tego wypływa wniosek, że również trawa, siano, woda, minerały i w ogóle wszystko, co znajduje się na Ziemi, jest ważne w tym procesie.

(Nie zapominaj o swych falach, o częstotliwościach, które tak bardzo lubisz.)

Zobaczmy więc, jak to wygląda w tej dziedzinie. Jeśli dobry przekaźnik nadaje pewne fale, mogą one rezonować z innymi wibracjami o podobnych częstotliwościach, tworząc złożony układ, który w przypadku fal świetlnych będzie... ależ tak, światłem białym! Wobec tego wystarczy, że będziesz jednym z oscylatorów - wcale nie musisz być urządzeniem początkowym lub końcowym (nadajnikiem bądź anteną). Można samemu nie emitować energii luszu, a pomimo to pełnić istotną rolę w procesie jego produkcji. Teraz zrozumiałem, że przegląd wczesnych lat mego życia nie prezentował się aż tak źle, jak mi się wydawało. Dodało mi to otuchy.

(No to czym się jeszcze niepokoisz?)

Mieli rację, bo percept był nadal natrętny. A gdybym tak miał pełny magazyn luszu/miłości, to co bym z tym luszem zrobił? Porozdawałbym go? Ale wówczas powróciłby do mnie z procentem i musiałbym budować następny magazyn, aby gdzieś umieścić wciąż wzrastającą jego ilość. Zaświtała mi myśl. To było tak oczywiste... "Ktoś", Gdzieś". Gdybym tylko mógł... (Nie jesteś jeszcze gotów.)

Nie jestem gotów do podróży "Dokądś"? Do spotkania z "Kimś"? A gdzie w tym wszystkim umieścić ciebie, mój przyjacielu? Jeśli zdobyłbym się na spytanie...

(Nie jesteśmy ani, jak mówisz, "Kimś", ani nie pochodzimy z ..Gdzieś". Nie jesteśmy również nadzorcami Ziemskiego Ogrodu, ani ogrodnikami. Nie zbieramy i nie przekazujemy luszu - energii wytworzonej przez ludzi. Nie braliśmy żadnego udziału w przygotowaniu programu szkoły intensywnego uczenia się, choć byliśmy świadkami powstania tej szkoły i od samego początku obserwujemy jej rozwój. W razie konieczności, gdy powstaje blokada w przepływie energii, służymy swoją pomocą, nie naruszając przy tym ciągłości nauki. Nasze współuczestnictwo w tym procesie jest dla nas bardzo ważne: my dzięki niemu też się rozwijamy.)

Musiałem zadać to pytanie. Czy...

("Gdzieś" nie jest tym, co uważacie za niebo. Zostało stworzone, tak samo jak inne systemy.)

Wobec tego "Ktoś"...

(Jest stwórcą, który został stworzony. Ty też jesteś stwórcą, który został stworzony. Każdy z was nosi w sobie małą, jak mówisz, rotę tego, kto was stworzył. Mając rotę ..Kogoś", waszego stworzyciela, macie tym samym percept stwórcy, który z kolei stworzył ..Kogoś".)

Zwróciłem się do wewnątrz. Nawet przyjmując ten punkt widzenia, trudno byłoby nie wyciągnąć logicznych wniosków, które aż się same nasuwały. Prosty percept mówił mi w jaki sposób powstało mnóstwo zniekształceń, błędnych pojęć i niewłaściwych ukierunkowań. Już choćby odrobina wiedzy może być niebezpieczna i ludzka twórcza imaginacja czerpiąc z niej zrobiła swoje. Gdyby nie było "Kogoś"...

(Nie istniałaby ludzkość.)

Znów wróciłem do idei luszu/miłości. To "Gdzieś" musi być nie lada miejscem, skoro zgromadziło się tam tyle tej energii. Pasuje do wielu wyobrażeń o niebie. Rozmarzyłem się. A może podeszlibyśmy do samego skraju "Gdzieś"? Chciałbym bezpośrednio zetknąć się z tym miejscem, w którym jest tak dużo miłości, czy też odebrać wrażenia takiego stanu. Gdyby tak znaleźć się w pobliżu i poobserwować z odległości, nie wchodząc do środka. To by wiele wyjaśniło...

(To nie jest zbyt wielka prośba, panie Monroe. Możemy cos takiego zorganizować. Proszę mocno się zamknąć...)

KLIK!

...Mimo tego, iż zamknąłem się szczelnie, promieniowanie było tak silne, że ledwie mogłem je znieść... czułem się tak, jakbym spływał potem, dosłownie roztapiałem się... ale to nie było spowodowane gorącem... nie wiadomo dlaczego zacząłem wzdychać i szlochać... wtedy promieniowanie zmniejszyło się, a ja z lekka się otworzyłem. Przede mną stała jakaś istota, osłaniając mnie sobą jak tarczą przed promieniowaniem. Otaczał ją świetlisty krąg wywołany przez promieniowanie, którego źródło znajdowało się za nią. Przypominało mi to obrazy religijne, z tym że obraz, który miałem teraz przed sobą był żywy i bardzo się różnił od obrazów namalowanych farbami.

(Jesteś na tyle blisko, na ile możesz znieść promieniowanie. Odsuwamy od ciebie większość układów energetycznych, które i tak są tylko pozostałością, przypadkowym przeciekiem, jak byś powiedział, z głównego zbiornika. Skup uwagę i patrz raczej przez nas niż na zewnętrzną krawędź. Tak będzie lepiej.)

Z wielką trudnością skoncentrowałem się i przeniosłem wzrok na środek postaci... Zrobiło mi się chłodniej i zacząłem się uspokajać... powoli "obserwator", czyli moje racjonalne ,ja" zapanował nad emocjami... to było tak, jak gdybym obserwował otoczenie przez ciemną szybę i cały czas usiłował trzymać na uwięzi emocje: wspaniałą, promienną radość, cześć i szacunek. Właściwie stopione były w całość, ale co jakiś czas któraś z nich wysuwała się na pierwszy plan, rozbłyskując na chwilę iskierką... reagując na docierające do mnie wibracje nie byłem zdolny przeciwstawić się tym emocjom, które ogarniały mnie całego; ledwo nad nimi panowałem. To na pewno jest najwyższe niebo, właściwy dom, miejsce do którego się powraca...

(Obserwuj uważniej. Jesteś w stanie to zrobić.)

Patrzyłem przez okopcone szkło tarczy, którą stanowił mój przyjaciel INSPEK.... i byłem mu wdzięczny za tę ochronę, ponieważ zdawałem sobie sprawę, że jeśli tak silnie działał na mnie tylko odblask, przeciek promieniowania, to jego pełna moc zniszczyłaby mnie, nie byłem jeszcze przygotowany do zniesienia tak silnych energii, z drugiego brzegu nadchodził chyba jakiś percept... tam, w oddali widniała żywa postać niezwykłej wielkości, w pierwszej chwili wydało mi się, że to wysoki humanoid z wyciągniętymi do przodu rękami i z dłońmi skierowanymi ku górze... ale prawie natychmiast postać zniknęła... zamiast niej ukazała się świecąca kula o niewyraźnych konturach, za nią następna, wyglądająca identycznie, a za nią jeszcze jedna. Nieprzerwana kaskada kuł odpływających w nieskończoność, tam, gdzie już nie sięgał mój percept. od każdej kuli rozchodziły się niezliczone promienie światła. Niektóre o ogromnej średnicy, inne nie szersze niż główka szpilki. Wszystkie jednakowo długie. Biegły w dal, ku miejscu, które było poza zasięgiem mojego perceptu. Niektóre przebiegały tak blisko mnie, że czułem, iż mogę wyciągnąć rękę i dotknąć któregoś z nich...

(Chciałbyś to zrobić? Pomożemy ci w razie potrzeby.)

Zawahałem się, a potem świadom zapewnienia ze strony ochraniającego mnie INSPEKA, rozciągnąłem się ostrożnie i dotknąłem najmniejszego promienia, który znajdował się najbliżej... Natychmiast przeniknął mnie wstrząs, przeszył mnie całego, to wszystko czym byłem, i wiedziałem, że o tym zapomnę, nawet jeśli będę chciał zapamiętać, ponieważ to, czym byłem nie mogło jeszcze pogodzić się z realnością przeżywanego przeze mnie stanu, nie dorastało do zniesienia tej rzeczywistości... i wiedziałem, że już nigdy nie będę taki jak przedtem, nawet jeśli z tej całej przygody zapamiętam tylko tyle, że się w ogóle wydarzyła; wiedziałem, że nieopisana radość z powodu przeżycia czegoś takiego będzie rozbrzmiewać we mnie echem poprzez wieczność, obojętne czym ta wieczność jest... poczułem, że łagodnie odsunięto mnie od promienia i osunąłem się za osłaniającym mnie przyjacielem - INSPEKIEM. ...Przyjacielem? IN-SPEKIEM? Dopiero wtedy zrozumiałem, jak prowincjonalne były moje percepty. Zrozumiałem też, jak były ograniczone... błyszczące kule, promienie światła...

(Bardzo dobrze, jak na pierwszy raz. Powstała dzięki ludziom, wam, energia Luszu/miłości zostaje przetworzona w centrum tego, co widziałeś. Stamtąd jest przenoszona - za pośrednictwem tego, co nazwałeś promieniami - do miejsc, w których jej najbardziej potrzeba. Gdy będziesz bardziej zaawansowany, zaprowadzimy cię do jednego z nich, abyś mógł zobaczyć rezultaty.)

Mój percept był zbyt słaby, by pokazać mi skutki pełnej mocy działania takich promieni. Wygładziłem się trochę. Jednakże moja ludzka ciekawość nie chciała pozwolić na to, aby to najważniejsze pytanie pozostało bez odpowiedzi.

(To było stworzone. Zawsze istniało. Nie mamy perceptu o jego powstaniu. Czy już jesteś gotów do powrotu?) Zwróciłem się do wewnątrz i mocno zamknąłem.

KLIK!

...Znów znajdowaliśmy się w znajomej ciemności, tylko że tym razem wydawała się pusta; wciąż jednak czułem obok siebie energię INSPEKA... będę musiał wymyślić dla nich nowy ident, jeśli tak długo spokojnie znosili...

(Równie dobrze może pozostać INSPEK.)

Jednak nie mogłem tego tak zostawić. Bytem wstrząśnięty. Wiedziałem, że muszę zapytać, gdyż przekonałem się, że był większy niż sądziłem, lecz jak dalece...

(Zostaliśmy stworzeni, tak jak i ty. Co więcej, ważne jest byś dowiedział się o tym na podstawie własnego perceptu. W odpowiednim - zaraz, jak mówicie? - czasie poznasz tę przyczynę.)

Nagle poczułem silny, natarczywy sygnał dochodzący z tyłu. Początkowo broniłem się przed nim, nie chcąc wracać, ale sygnał wciąż naglił. Czując ciepłe wibracje zrozumienia płynące od mego przyjaciela INSPEKA odwróciłem się i podążyłem za sygnałem. Natychmiast znalazłem się nad ciałem fizycznym. Pode mną było też moje drugie ciało. Wszedłem w nie bez problemu, potem wsunąłem się do ciała fizycznego. Prawe ramię zdrętwiało mi z powodu złego krążenia krwi, gdyż leżałem na nim przyciskając je sobą. Poruszyłem kilkakrotnie ramieniem rozważając, jak nieraz przedtem: A gdybym nie dostał sygnału do powrotu, to jak długo przebywałbym poza ciałem? Czy już bym do niego nie wrócił? I właśnie wtedy, gdy tak leżałem w ciemnościach słuchając śpiewu lelka i cykania nocnych świerszczy za oknem, wdychając unoszący się w powietrzu słodki zapach ziemi, czując ciepło ciała naszego psiaka Parowca, śpiącego smacznie w moich nogach i równy oddech leżącej obok mnie Nancy - poczułem wilgoć na policzkach i resztkę łez w oczach.

I pamiętałem. Wprawdzie niewiele, ale pamiętałem! Usiadłszy na łóżku, chciałem zeń wyskoczyć i krzyczeć z niepojętej radości. Parowiec podniósł łeb, popatrzył na mnie uważnie i wrócił do poprzedniej pozycji. Moja żona poruszyła się gdy usiadłem, a po chwili słychać było jej miarowy oddech. Nie chciałem jej budzić - potrzebowała odpoczynku.

Leżałem i rozpamiętywałem. Zbliżał się już świt, gdy i ja zasnąłem.

W skrócie, geneza i krytyka:
Lusz , Sens życia na Ziemi
http://www.oobe.pl/park/index.php?autocom=ibwiki&cmd=article&id=34
oraz
Giganci z Tiamat i ziemskie szkielety
http://niejedzenie.info/forum/viewtopic.php?p=14102#14102

inne (całość):
ZAGINIONA KSIĘGA ENKI – Zecharia Sitchin
https://publicdisorder.wordpress.com/2011/08/11/zaginiona-ksiega-enki-zecharia-sitchin-e-book/
GENESIS RAZ JESZCZE – Zecharia Sitchin
https://publicdisorder.wordpress.com/2011/08/12/genesis-raz-jeszcze-zecharia-sitchin-e-book/

Surprised
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Matek



Dołączył: 15 Paź 2012
Posty: 84

PostWysłany: 2016 07 03 22:16    Temat postu: monroe i sitchin Odpowiedz z cytatem

Dzieki Krzysztofie!

Historie o "luszu" znam ("trylogia" Monroe'a to swietna lektura)- jest oczywiscie ciekawa, ale dotyczy ona kwestii, powiedzialbym, filozoficznych raczej niz dziejowych, mozna ja co za tym idzie rozmaicie interpretowac. Przynajmniej poki co, te tematy sobie przerobilem - to znaczy: "kim jest Czlowiek w ogole" oraz "jakie jest przeznaczenie Czlowieka".

Na obecny moment bardziej interesuja mnie kwestie dziejowe wlasnie, czyli konkretne informacje na temat: jak wygladaly dzieje Czlowieka na Ziemi.

Jesli chodzi o Sitchina - postac na pewno zasluguje na uznanie, ale wydaje mi sie ze to raczej jeden z tych, u ktorych "dzwoni, ale nie wiedza w ktorym kosciele".

Przede wszystkim, obranie za baze tekstow biblijnych oraz zrodel mezopotamskich od razu daje nam skrzywiony obraz. To sa przeciez juz bardzo pozne cywilizacje, a od razu ulegamy sugestii, jakoby wszystko - cale dzieje Czlowieka na Ziemi, zaczely sie na Bliskim Wschodzie. W co bardzo watpie. Owszem, mialy tam miejsce rozne eksperymenty i wiele tam sie dzialo (to juz bardziej "historia" w odroznieniu od "dziejow" - czyli to, co zapisane w roznych zrodlach, czesto z intencja dezinformacji), natomiast dzieje samego Czlowieka na Ziemi z pewnoscia siegaja znacznie glebiej.

pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Matek



Dołączył: 15 Paź 2012
Posty: 84

PostWysłany: 2016 07 12 21:50    Temat postu: pukajcie a otworza wam:) Odpowiedz z cytatem

Joachimie,

przypominam sie z wczesniejszymi pytaniami. Jako ze watek sie troche zapisal, powtorze je aby bylo przejrzysciej:

1. Czy Ziemia jest pierwsza planeta zamieszkala przez Czlowieka?
2. Czy Czlowiek zostal stworzony (zrodzony) na Ziemi, czy przybyl na Ziemie z innych czesci Wszechswiata?
3. Jakie narody ("rasy") pierwotnie zamieszkiwaly Ziemie?
4. Napisales niedawno w odpowiedzi na moje pytanie:

Cytat:
"Ja z Chińczykami pracuję od setek lat, dlatego znam ich tak dobrze i widzę w nich nadzieję. Chińczycy wywodzą się z rasy smoków, chociaż obecnie są w bardzo zdegenerowanym stanie."


Co oznacza "rasa smokow"? Czy chodzi o rodzaj gadow, czy po prostu tradycyjna nazwa dla rasy ludzkiej? Czy moglbys napisac chociaz pare slow o dziejach tej rasy?

5. Jak ogolnie mozna scharakteryzowac obecnie narody ludzkie na Ziemi?

- bialy czlowiek wywodzi sie od Slowiano-Ariow (rasa ludzi Swiatla)
- narody, ktore zwyklo sie okreslac mianem "zoltych" (Chinczycy, Koreanczycy, Japonczycy) - wywodza sie z Rasy Smokow
- czy moglbys napisac chociaz pare slow o pochodzeniu ludzi czarnoskorych?
- czy narod "czerwonoskory" (potomkowie Indian obu Ameryk) to osobna rasa, czy tez sa tozsami z Rasa Smokow?

dziekuje i pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
JMW



Dołączył: 13 Sty 2003
Posty: 1672
Skąd: Poznań

PostWysłany: 2016 07 13 17:15    Temat postu: odpowiedzi Odpowiedz z cytatem

Matek napisał:
1. Czy Ziemia jest pierwsza planeta zamieszkala przez Czlowieka?
W naszym wszechświecie ludzie to najpowszechniejsza rasa. Ziemia jest zamieszkała głównie przez rasę ludzi, w mniejszej części przez inteligentne gady. Człowiek zamieszkuje niezliczone planety. Najbliżej Ziemi zamieszkała przez człowieka planeta to Mars.

Matek napisał:
2. Czy Czlowiek zostal stworzony (zrodzony) na Ziemi, czy przybyl na Ziemie z innych czesci Wszechswiata?
Obydwie odpowiedzi odpowiadają faktom. Mamy na Ziemi ludzi, którzy tutaj mają swój początek. Jednak większość ludzi ma swój rodowód poza Ziemią.

Matek napisał:
3. Jakie narody ("rasy") pierwotnie zamieszkiwaly Ziemie?
Głównie ludzie, co widać na powierzchni. Wewnątrz Ziemie, też głównie ludzie, poza tym, gady. Pozostałych, np. inteligentne owady, jest dużo mniej.

Matek napisał:
Co oznacza "rasa smokow"? Czy chodzi o rodzaj gadow, czy po prostu tradycyjna nazwa dla rasy ludzkiej? Czy moglbys napisac chociaz pare slow o dziejach tej rasy?
Chodzi o rasę ludzi, których budowa genetyczna zawiera więcej składników od gadów i ptaków. Podobne to jest do latających dinozaurów -- tak nazwalibyśmy obecnie smoki.
Mało obecnie wiem na temat pochodzenia tej rasy ludzi.

Matek napisał:
- czy moglbys napisac chociaz pare slow o pochodzeniu ludzi czarnoskorych?
To budowa genetyczna z wcześniej prowadzonych doświadczeń genetycznych na mieszankach między ludźmi a istniejącymi wówczas zwierzętami.

Matek napisał:
- czy narod "czerwonoskory" (potomkowie Indian obu Ameryk) to osobna rasa, czy tez sa tozsami z Rasa Smokow?
To osobna rasa ludzi wywodzących się z poza Ziemi.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Numer GG
Matek



Dołączył: 15 Paź 2012
Posty: 84

PostWysłany: 2016 07 13 18:12    Temat postu: dziekuje Odpowiedz z cytatem

Dziekuje za odpowiedzi, Joachimie!
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Kobra



Dołączył: 28 Mar 2013
Posty: 203
Skąd: Stargard

PostWysłany: 2016 07 22 23:14    Temat postu: rasy Odpowiedz z cytatem

Ja też dziękuję Joachimowi, odpowiedzi sporo nam wyjaśniły.

Joachimie, jestem dociekliwym człowiekiem i chciałbym zapytać Cię jeszcze o cztery szczegóły:

1) Rude włosy. Czy pojawienie się tego koloru włosów świadczy o krzyżówkach rasowych lub pewnej degeneracji?

(Wiele na to wskazuje; osobiście znam dwie rude osoby, których matki spożywały narkotyki lub leki w czasie ciąży. Podobno rudowłosi mają też słabszą odporność. Rosyjski antropolog Sidorow uważa, iż rudy kolor włosów u Celtów jest wynikiem dawnego skrzyżowania się Słowian z rasą żółtą. Dodam przy tym, iż ludzi o tym kolorze włosów uważam za bardzo pięknych:)).

2) Czy o tym samym świadczy obecność licznych piegów?

(Sam jestem piegowaty. Jeśli czytać język przyrody, to moi rodzice niezbyt pasują do siebie: tata wysoki, jasnooki i jasnowłosy, mama niska, ciemnooka i ciemnowłosa, chociaż oboje mają bardzo jasną skórę).

3) Tzw. rasa nordycka, typ nordycki - wygląda mi to na eksperymenty genetyczne mające na celu stworzenie ludzi podobnych do Słowian. Ten typ urody został później wylansowany jako 'ideał Aryjczyka'. Czy takowe eksperymenty miały miejsce?

4) O czym mówi bujne owłosienie rąk i nóg?

Serdecznie Cię pozdrawiam, Joachimie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
JMW



Dołączył: 13 Sty 2003
Posty: 1672
Skąd: Poznań

PostWysłany: 2016 08 01 12:07    Temat postu: Re: rasy Odpowiedz z cytatem

Kobra napisał:
1) Rude włosy. Czy pojawienie się tego koloru włosów świadczy o krzyżówkach rasowych lub pewnej degeneracji?
To nie jest degeneracja. Kolor włosów to jeden z bilionów programów instynktu.

Kobra napisał:
Rosyjski antropolog Sidorow uważa, iż rudy kolor włosów u Celtów jest wynikiem dawnego skrzyżowania się Słowian z rasą żółtą.
Możliwe. Ja nie mam informacji na ten temat.

Kobra napisał:
Czy o tym samym świadczy obecność licznych piegów?
Wygląd skóry w większości jest odzwierciedleniem wnętrza jelit oraz działania promieni słonecznych padających na skórę. To też nie jest degeneracja.

Kobra napisał:
Tzw. rasa nordycka, typ nordycki - wygląda mi to na eksperymenty genetyczne mające na celu stworzenie ludzi podobnych do Słowian. Ten typ urody został później wylansowany jako 'ideał Aryjczyka'. Czy takowe eksperymenty miały miejsce?
Esperymenty były i są prowadzone cały czas. Rasa nordycka ma pochodzenie z poza Ziemi. Nie jest najlepiej dostosowana do życia zgodnie z przyrodą Ziemi. Promieniowanie słoneczne jest dla ich skóry za mocne tutaj.

Kobra napisał:
O czym mówi bujne owłosienie rąk i nóg
O dużej dawce energii życiowej, która jednak szybciej zużywa się u tych ludzi.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Numer GG
Szafir



Dołączył: 01 Kwi 2011
Posty: 175

PostWysłany: 2016 08 09 23:14    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Jak to jest, że ludzie przybyli z kosmosu a skończyli w domkach z drewna i słomy wykuwając mieczyki z brązu?
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Kobra



Dołączył: 28 Mar 2013
Posty: 203
Skąd: Stargard

PostWysłany: 2016 08 09 23:22    Temat postu: piegi Odpowiedz z cytatem

Wielkie dzięki za odpowiedzi, Joachimie! Jak zawsze sporo rozjaśniły. Chociaż te tematy można by drążyć i drążyć, i chciałoby się pytać i pytać.

O co więc chodzi z piegami? Skąd się biorą? Co oznaczają? Z tego co widzę, nie jest to cecha dziedziczna, a przynajmniej nie zawsze (podobnie jest z rudymi włosami, którym zresztą najczęściej towarzyszą piegi).

Szafirze,

Cytat:
Jak to jest, że ludzie przybyli z kosmosu a skończyli w domkach z drewna i słomy wykuwając mieczyki z brązu?


według moich informacji nasi Przodkowie nie używali do podróżowania w kosmosie techniki, lecz sił przyrody.

Statki kosmiczne, którymi podróżowali, były swego rodzaju inteligentnymi istotami, które hodowano. Można to porównać do rozrastających się, wielkich kryształów, kształtowanych zgodnie z wolą.

Z biegiem wieków ludzkość coraz silniej 'zasypiała', Świadomość gasła i pradawna wiedza poszła w zapomnienie. O tych statkach kosmicznych jest mowa w Wedach (tzw. wimany).

Domki z drewna i używanie metalu to już w zasadzie etap stopniowego odchodzenia od przyrody i zaślepienia pracą własnych rąk (chociaż to dużo doskonalsze od współczesnych technologii). Najbardziej naturalnym i najdoskonalszym domem dla człowieka jest - moim zdaniem - pierwotny, dziki las: )

Jeszcze prostszą i doskonalszą metodą podróżowania w kosmosie jest teleportacja, która swego czasu była zdolnością powszechną.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Matek



Dołączył: 15 Paź 2012
Posty: 84

PostWysłany: 2016 08 10 15:15    Temat postu: domki z drewna i mieczyki z brazu Odpowiedz z cytatem

Chodzi o domki z drewna i mieczyki z brazu, czy piekne drewniane chaty ze slomiana strzecha i rownie pieknie wykuwane miecze?

Kto dzis potrafi sam - lub z pomoca rodziny czy sasiadow - wybudowac taki dom, a co wiecej - polozyc solidna slomiana strzeche, bez wynajecia "specjalisty"?
A gdzie znajdziesz kogos, kto Ci wlasnorecznie wykuje miecz z brazu i jeszcze go pieknie ozdobi?

Ludzie potrafia coraz mniej samemu zrobic, ich zdolnosci manualne przypominaja osobe niepelnosprawna w porownaniu z tym, co robiono jeszcze kilkaset lat temu, nie mowiac juz o wczesniejszych czasach.

Wyrobem przedmiotow uzytkowych zajmuja sie maszyny konstruowane przez waska grupe specjalistow, a przedmioty te w porownaniu z kunsztownymi wyrobami dawnych epok to zwyczajne smieci.

Postep!Smile
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Matek



Dołączył: 15 Paź 2012
Posty: 84

PostWysłany: 2016 08 10 16:05    Temat postu: cd Odpowiedz z cytatem

A kontynuujac mysl rozwinieta przez Kobre - na podstawie zgromadzonych informacji tez tak to widze, to znaczy najnowsza historie Czlowieka na Ziemi jako stopniowa degeneracje, a nie rozwoj.

Mozna to umownie podzielic tak:

1. Okres zloty - Czlowiek zyje w swoim przyrodzonym (naturalnym) stanie, w pelnym zestrojeniu z przyroda. Mozna powiedziec, ze jest Krolem Przyrody, poniewaz Czlowiek jest najpotezniejsza istota we Wszechswiecie. W tym czasie jego umysl pracuje na najwyzszych obrotach, a cialo jest w pelni sprawne i wiecznie mlode. Glownym zajeciem Czlowieka jest tworcze wykorzystywanie sily umyslu. Odzywia sie pylkami roslin, ziolami i owocami - w minimalnych ilosciach. Jego pozywienie jest nasycone energia zyciowa i eterami, ktore w doskonaly sposob odzywiaja zarowno cialo fizyczne jak i inne ciala Czlowieka.

2. Okres srebrny (w przyblizeniu zaczal sie prawdopodobnie okolo 10 000 lat temu, chociaz byl to z pewnoscia proces stopniowy) - Czlowiek powoli zatraca swiadomosc Boskiego Dziecka i Krola Przyrody. Poniewaz jego zdolnosci umyslowe i sprawnosc cielesna slabna, zaczyna wymyslac roznego rodzaju "protezy" pomagajce w zyciu - oderwanym juz w duzym stopniu od przyrody [Przyroda - to, co jest "przy Rodzie", czyli materia uporzadkowana przez Boga Stworce]. Z czasem udoskonala i upieksza je coraz bardziej (jego umysl i zdolnosci cielesne sa nadal na wysokim poziomie), a jego uwaga zaczyna skupiac sie na sztucznie wyworzonych wartosciach materialnych. Odzywia sie naturalnie wyhodowanymi przez siebie lub pochodzacymi z regionu plonami, ktore czesto sa przetwarzane przez bliskie osoby w smakowite potrawy (pieczenie, gotowanie, przetwory itp).

3. Okres miedziany - Czlowiek prawie calkowicie zatracil swiadomosc Boskiego Dziecka i Krola Przyrody. Uzywa coraz wiecej protez umyslowych (komputer, telewizja) i cielesnych (przemyslowe srodki transportu, maszyny wykonujace zajecia, chemiczne lekarstwa przedluzajace prace organow itd). Wiekszosc czasu poswieca na czesto nielubiana i malo sensowna prace i zaspokajanie instynktow (przepelnione chemia jedzenie z fabryk, ktore sluzy nazarciu sie i szkodzi cialu fizycznemu; ksiazki, filmy i gry komputerowe bazujace na niskich emocjach). Czlowiek nie wie, kim jest w istocie; czuje sie zagubiony i bezradny. Przyroda to dla niego (oprocz wczasow nad morzem i spacerow po gorach) nieokielznany zywiol, wrog ktorego trzeba ujarzmiac zeby przezyc. Jakims sposobem udaje sie mu jednak wmowic, ze to wszystko postep...Smile
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Kobra



Dołączył: 28 Mar 2013
Posty: 203
Skąd: Stargard

PostWysłany: 2016 11 05 01:04    Temat postu: Daria Odpowiedz z cytatem

Tutaj w skrócie o legendarnej Darii - pradawnym kraju zamieszkałym przez naszych przodków:

https://www.youtube.com/watch?v=6peyLOcYxW4

Wątpliwości budzą grupy krwi, o których mowa. Współczesne grupy krwi to wynalazek naukowców, którym trudno przypisywać czyste intencje. Grupę krwi 0 posiada większość populacji ziemskiej, więc trudno ją utożsamiać ze Słowianami.
Znacznie bardziej charakterystyczną dla Słowian grupą jest grupa A, w drugiej kolejności B. Jednak współczesny podział na grupy krwi jest zbyt uproszczony i trudno cokolwiek wnioskować na jego podstawie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Kobra



Dołączył: 28 Mar 2013
Posty: 203
Skąd: Stargard

PostWysłany: 2017 01 07 01:59    Temat postu: grupy krwi Odpowiedz z cytatem

Wlasnie dowiedzialem sie, ze naukowcy odkryli niedawno dwie nowe grupy krwi. To by potwierdzalo, iz wspolczesny podzial na grupy krwi jest wynalazkiem uczonych reprezentujacych wroga nam (ludziom) cywilizacje. Na ich podstawie nawet rasy nie rozpoznasz. Nasi Przodkowie rozrozniali kilkanascie grup krwi, zdaje sie, ze prawda zaczyna powoli wychodzic na jaw.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum INEDIA, NIEJEDZENIE, POST I INNE TEMATY Strona Główna -> Ziemia Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group