Forum INEDIA, NIEJEDZENIE, POST I INNE TEMATY Strona Główna INEDIA, NIEJEDZENIE, POST I INNE TEMATY
Dyskusje o inedii, niejedzeniu, poszczeniu, dietach i inne.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Moje wiersze

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum INEDIA, NIEJEDZENIE, POST I INNE TEMATY Strona Główna -> Moja Twórczość.
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Pablo1961



Dołączył: 27 Lis 2007
Posty: 1223

PostWysłany: 2020 02 07 21:53    Temat postu: Moje wiersze Odpowiedz z cytatem

Jak już pisałem, zacząłem porządkować moje otoczenie. Zabrałem się za moje wiersze które zamieszczałem na tym forum w różnych miejscach. I udało mi się zgromadzić je w jednym miejscu. Miłego czytania:

2009

Większość ludzi, że on jest już dawno zapomniała,
Do lodówek masę różnych rzeczy sobie powkładała.

Teraz Apetyt króluje przecież nam,
On mi „mówi” na co teraz ochotę mam.

A co się stanie gdy lodówka będzie pusta?
Gdy do żarcia zostanie mi tylko kapusta?

Wtedy znienacka może pojawić się Głód,
To tak jakby nagle wydarzył się Cud.

Odczuwanie głodu dziwne jest takie,
Wtedy smakują nawet potrawy byle jakie.

Najlepiej spróbować zaprzyjaźnić się z nim,
Wierzcie mi, jest to związek nie z byle kim.

Potem na wspólne z nim zabawy czas przyjdzie,
I wszystko co złe powoli z nas wyjdzie.

Co będzie potem? - podobno niezła zabawa,
Na śniadanie piwo, na kolację kawa.

A może…. o sorry muszę kończyć te pisanie,
Bo w mym żołądku już czuję ssanie:)


Oddychanie na śniadanie,
Czy to już jest głodowanie?
Potem wycieczka do lasu,
I brak na obiad czasu.
Leśne powietrze tak podziałało,
że już kolacji jeść się nie chciało


Dziękuję za: - pierwsze oczu otwieranie,
- z przyjacielem śniadanie,
- świadome oddychanie,
- mądre pomaganie,
- każde wzruszenie,
- losu kuszenie,
- radosne głodowanie,
- spokojne zasypianie.



Żarcia mam w bród,
Już nie wiem co to głód,
I wcale się nie ważę,
Mięcho sobie smażę,
Dobrze się czuję,
Gumę sobie żuję,
Moja droga taka,
Zmieniam się w...


Nikt nie mówił tak jak On,
Ważny dla Niego był każdy ton,
Jego wykłady są pospisywane,
Setki, tysiące ponagrywane,
Książki i filmy – to wszystko mamy,
Ale czy z tego – czy korzystamy?
I dzisiaj mija dwadzieścia lat,
Jak On opuścił nasz piękny świat.

O-czytany
S-amTen
H-indus
O-dgadnięty

Dobrze jest mieć takie miejsce ukryte gdzieś w sieci,
Gdzie można pisać prawie wszystko... ot tak jak leci.

Ego moje kochane, takie mi bliskie takie wygadane,
Przez Ciebie moje życie jest tak poplątane.
Walczyć z Tobą, to chyba pomysł chybiony,
Lepiej się dogadać - będę wyzwolony.
Więc czymś Go tam zajmuję i wciąż coś rymuję.
A to prosta praca, Ono w tym się zatraca:-)
Obie strony są happy i nic się do mnie już nie lepi.

Kolejny dzień mija majowy,
Może coś znowu przyjdzie nam do głowy,
Piszę specjalnie nam,
Bo z moim ego wspólne życie mam.
Ono jest teraz trochę uśpione,
Piwem napojone...

Miałem rano wstać i za pisanie się brać,
Lubię tę poranną ciszę, wtedy dobrze mi się pisze.





Gdy deszcz pada, to rymy mi się lepiej układa.

Ci co czasami tak zwaną wenę mają, to wtedy przeważnie coś tam wymyślają.

Czy można tak się wyćwiczyć w rymowaniu, żeby zjawiały się one w prawie każdym zdaniu?

Tak jak oczy są do patrzenia,
To nogi do chodzenia.
Uszy do słuchania,
A nos do wąchania.
Pupa służy do siadania,
Choć także i do s......
Ręce do chyba stu rzeczy,
Rękami podobno także się leczy,
Kolana do klękania,
Łokcie do rozpychania,
Pępek do przekłuwania,
Twarz do malowania,
Do marszczenia służy czoło,
Z mózgiem wiecie jest wesoło,
Do buzi różne rzeczy można włożyć,
A niektóre nawet na później odłożyć.
Jeszcze parę części zapewne zostało,
Niech czekają bo... piwa mi się zachciało.


...Trzy lata temu przywiozłem Cię do domu,
Że Cię przywiozę nie mówiłem nic nikomu.
Od wczoraj jesteś już pewnie w kocim raju,
Odszedłeś w tak pięknym czasie, w pachnącym maju.
Miną dni, czas jest najlepszym lekarstwem podobno,
Pożyjemy na tym świecie jeszcze trochę osobno.

Czasami jeszcze widzę jak gdzieś przemykasz,
Jak się gdzieś chowasz...

Na forum się coś ruszyło,
Że aż miło...

Kotek leży sobie metr pod dużym kamieniem,
Z każdym dniem jest dla mnie już tylko wspomnieniem.

"Wyłącznik myśli" to ważna rzecz,
Warto go znaleźć można by rzec.

Kto codziennie choć trochę chodzi na bosaka,
Zmieni się w bardziej uświadomionego ssaka.
Kto choć na chwilę swój umysł wyciszy,
Czasami ciekawe rzeczy usłyszy.

Weno moja kochana,
Życiem codziennym stargana.
Jesteś jak czas cierpliwa,
i...jeszcze trochę piwa.

Poranna kąpiel jest jak oczyszczenie,
Gorące Niebo - członków wymoczenie,
Lewatywa pewnie też się na coś zda,
Po niej w lepszych barwach cały świat się ma.

Daleka jest droga do poznania,
Do poznania samego siebie,
Nie będę musiał więcej słuchać tego zdania,
Że "Jeszcze dzisiaj będziesz ze mną w niebie."

Co jest najważniejsze na świecie ?
Czy jeszcze tego nie wiecie ?
Może to kiedyś poczujecie,
Najłatwiej podobno w lecie.


Tak jak jeden dzień podobno można obyć się bez jedzenia,
Tak można spróbować przecież żyć bez widzenia.
Wystarczy na oczy czarna opaska,
No i do ręki jakaś biała laska.
Co będzie potem, może kiedyś spróbuję,
Bo teraz na działce altankę buduję.

Ego się podobno rozrasta jak komórka rakowa,
Wie o tym każda osoba rozwinięta, taka duchowa.
Cóż robić z taką ludzką dziwną przypadłością,
Wybierz sam między nienawiścią a Miłością.


Wierzę, że przyjdzie taki piękny czas,
W którym nikt nie będzie pytał nas,
Ile, po co, za co, dlaczego,
Co tak się na mnie patrzysz kolego ?
Że będzie więcej rzeczy wyczuwania,
I mniej pytania, i mniej pytania.

Dowiedziałem się właśnie,
A niech to piorun trzaśnie,
Że jest we mnie coś takiego,
Coś na kształt ciała bolesnego.



Podobno cieszy się ono, gdy się zdenerwuję,
Żywi się złością, już to pojmuję.
Co więcej - na takie chwile cierpliwie czeka,
By zdenerwować drugiego człeka.

Do tego ego pomaga mu w tym,
(Tylko bez nerwów Strax, znajdę tu rym.)
Teraz dopiero zabawa się zacznie,
Ziewnąłem - oj spać będę smacznie.

Coraz więcej na Ziemi jest ludzi dobrej woli,
Którzy wyrwali się z własnego umysłu niewoli.
To jak epidemia wzrostu świadomości,
Wielkie zwycięstwo teraźniejszości.

Chciwość nie niszczy niczego,
Oprócz człowieka nieuświadomionego.
Lecz ta destrukcja jest nieunikniona,
Poparz jak motyl wychodzi z kokona.

Motyle zegarków na skrzydłach nie noszą,
Dlatego tak dobrze w powietrzu się wznoszą.
Może zegarek mają po prostu w swej motylej głowie,
Piwo dla każdego, kto tego się od nich dowie.
Może my też do tego kiedyś dojdziemy,
Na razie póki co, to... gdzieś tam jedziemy.

Dzisiaj wreszcie susza się skończyła,
Zimna woda z nieba samochód mi umyła.

Czterdziesta ósma jesień się zaczęła w moim żywocie,
Jakie piękne z rana pajęczyny snują się po płocie,
Raz jest ona zbyt sucha, raz deszczem ocieka,
Lecz swoim złotem działa na każdego człeka.
Słońce zmęczone już i coraz niżej wschodzi,
Świadomy nie je a kto inny się tylko głodzi.

Ma takie znajome mi oczy,
Dlaczego ? Cóż...tak miało być,
I taki uśmiech uroczy,
Dlaczego? Cóż... i chce się żyć.

W ciemności zmysły się wyostrzają,
I rymy łatwiej się układają.
Gdy przychodzi złota jesień i biała zima,
To wtedy wena bardziej się mnie trzyma.



Wiosna radosna i lato gorące,
To pracowite są dla mnie miesiące.
Wtedy więcej do roboty mam,
I na papierze jest więcej białych plam.

Październik lub Oktober jak kto woli,
Tylko do pisania się nadaje, a to nie boli,
W Listopadzie, który się także November zwie,
Rymy się fajnie trzymają mnie.

W Grudniu, gdy śnieg zabieli i choinka lasem pachnie,
To parę rymów pięknie się machnie.
A potem już Nowy Rok i Słońce coraz dłużej świeci,
Zimowe ferie i cieszą się wszystkie dzieci.

Pod koniec Lutego którychś(?) moich urodzin jest czas,
I coraz bardziej cudownie zaczyna pachnieć las.
Któż to wiedzieć może, co później będzie,
…Lepiej nie myśleć, by nie być w błędzie.

Lejstopad
Leje,pada,mży i siąpi,
Wody nam niebo teraz nie skąpi,
Błękit zakryty przez chmury dokładnie,
Pewnie depresja mnie zaraz dopadnie:-/

Dwudziestego - na niebie obłoczka ani jednego 
Od samego rana Słońce oślepia już,
Nareszcie trochę powietrza ciepłego,
To nic, że widać w pokoju jest kurz.

Skąd się biorą w mojej głowie czasem takie rymy?
My - to znaczy umysł i ciało nieźle się bawimy.
Żył kiedyś taki Ktoś z brodą i w czapce na głowie,
Kto czyta Jego książki, o życiu dużo się dowie.

Kolejny już rok powoli kończy się nam,
I coraz więcej siwych włosów na głowie mam,

Kupiłem choinkę w czarnej donicy,
Na razie nocuje ona w ciemnej piwnicy,
Niedługo na salony ją wprowadzę,
I ją ozdobię, na szczyt gwiazdę wsadzę,
A gdy minie świąteczny czas,
O jedno drzewko wzbogaci się las.

Wzruszenie ściska mi krtań,
Napiszę teraz tych parę zdań:
Choć mam na karku już parę lat,
Coś jakby zmienił się cały mój świat,
Jestem coś jakby Osho-łomiony,
Jakiś zmieniony, taki natchniony,
Gdy się Go widzi, słucha lub czyta,
Coś wnet za serce tak pięknie chwyta.

Jeden  mówi do  drugiego,
Czego śmiejesz się drogi kolego?
Przecież od śmiania psuje się tylko skóra,
Lepiej gdy mina jest całkiem ponura,
Gdy los okrutny, musisz być smutny,
A los jest - wierz mi tylko okrutny.
No jak, czy będziesz teraz taki jak ja?
A na to drugi: HA, HA, HA, HA..................................................

2010

Wreszcie coś namalowałem,
Malowałem, choć się bałem,
Pomogły niezawodne piwa,
Od nich odwagi przybywa 
Będę znów malował, poczuję się jak Leonardo,
Malujcie, malujcie, malować naprawdę warto 


Jaka jest teraz Twoja dieta ?
Czy dziś na obiad zjesz kotleta ?
Słyszałem, że na świecie tacy ludzie żyją,
Którzy dużo jedzą a nie przytyją,
Podobno jedzą tylko roślinki surowe,
A to znaczy, że żadną świnie ani krowę,
Może to kiedyś na sobie wypróbuję,
Bo taki ciężki się dzisiaj czuję.

Jedni mówią, żeby nie jeść żadnego mięsa,
Drudzy do ust nie biorą żadnego kęsa,
Dla innych jedzenie jest jak narkotyk,
A innym wystarczy sam jego dotyk.

Owoce, ach soczyste owoce,
Tkwią chyba w was jakieś dziwne moce,
Jabłka, morele, gruszki i banany,
Dostarczą wnet życiodajnej prany.

Jem owoce i warzywa,
No i tłuszczu mi ubywa,
Oczywiście, że surowe,
Bo najlepsze są i zdrowe.



To chyba nie jawa lecz jakiś sen jest Boski,
Gdzieś coraz dalej odlatują dnia codziennego troski,
Nawet pisanie moje jest jakby inne,
Takie ROŚLINNE. 05.03.10-95,1

Inedykiem być - pragnieniem jest niewielu ludzi,
Wielu z nich w tym celu bardzo się trudzi,
To super tak nie zmywać po obiedzie i po kolacji,
Tak - w tym wszystkim jest tak dużo racji. 11.03.10-95,6

Jeżeli życie jest wieczną zabawą,
To mogę żywić się tylko trawą,
Jeżeli naprawdę ja wszystko mogę,
We mnie to wzbudza aż wielką trwogę.
Gdy trwoga minie, stanie się cud,
I opanuję mój wilczy głód. 12.03.10-95,5

Tam w górze panują inne prawa,
Nie ważne ile kto na koncie ma zer,
Nie ważne są i splendor i sława,
...Ktoś inny tam trzyma za ster.12.04.10-94,1

Przebudź się !
Czuj, co i jak jesz,
Przebudź się !
Możesz być kimkolwiek tylko chcesz,
Przebudź się !
Nie walcz z wiatrakami,
Przebudź się !
Wiedz - szczęście już w sobie mamy.20.06.10-95,5

Rodzę się, żyję, umieram i znów się rodzę,
I nie na darmo na ten świat przychodzę,
W każdym żywocie czegoś się uczę,
Po swoim świecie ciągle się włóczę,
Gdy dane mi jest poznać wreszcie sens mego życia,
Wtedy już nie mam nic do ukrycia.

Nad morzem byłem,
Nieźle się bawiłem,
Ryb się objadłem,
Późno spać się kładłem,
Piwa się opiłem,
(Aha)-z żoną tam byłem,
Jodu powąchałem,
I się opalałem,
Jestem już w domu,
I na co to komu 

Za dwa lata koniec świata,
To się stanie, nie ma bata,
Ale póki co, mamy GMO,
A co będzie k.... z naszą H2O,
Boże, czy jesteś może na urlopie,
Boże, czy ty w ogóle jesteś,
Boże, ratuj mnie,
Boże ... Boże...boże...

Niby Go nie ma, a wciąż jest tu z nami,
Z uczniami, książkami i wykładami,
Jestem szczęśliwy, że spotkałem Go,
On na mnie wpływa, jak mało kto 

Być wolnym to marzenie każdego człowieka,
Wolność nie ucieknie, ona zawsze poczeka,
Powolność pojawia się gdy pośpiech zanika,
A Ty już nie słyszysz, że zegar wciąż tyka.

Podobno nie ma problemów - są tylko pewne sytuacje,
Kto „ma” nad nami władzę, ten ma zawsze racje,
Gdyby problemy zniknęły, byłaby straszna nuda,
Bądźmy wszyscy spokojni, to się nigdy nie uda,
Słyszałem, że żyją gdzieś ludzie, tacy „inni trochę”,
Którym nawet nie-myślenie sprawia niezłą radochę.

„Nic już więcej nie napiszę,
W głowie już rymów nie słyszę,
Będę chodził smutny,
Będę dla innych okrutny,
Będę bał się ciemności,
Będę unikał gości.”
- Ale to tylko mi się śniło,
To nic ważnego nie było,
Dzisiaj księżyca pełnia jest,
Ta noc jest po prostu the best

Gdy odpadną skorupy obojętności,
Gdy pojawią się chwilę szczerości,
Gdy niektórzy "ludzie" się poobrażają,
Gdy zobaczysz jakie oni maski mają,
Gdy nie pomylisz współczucia od litości,
Poczujesz wtedy słodki smak wolności.






Wczoraj już było, jutro pewnie także będzie,
A czy od myślenia o tym czegoś nam przybędzie,
Dzisiaj to znaczy teraz - tym się zajmujmy,
Nie myślmy, nie analizujmy – działać próbujmy.
….Nie o to chodzi by złowić króliczka,
Ale by gonić go,
Ale by gonić go,
Ale by gonić go! ...(Skaldowie)

Dzisiaj od rana zacząłem się śmiać,
Po prostu trzeba się przestać go bać,
Południe się zbliża, ja śmieję się wciąż,
A żona na to – „Oszalał mój mąż”,
Jeszcze nigdy nie pisałem w takim stanie,
A na obiad mają być w cieście kanie,
Chyba wtedy zrobię sobie przerwę na jedzenie,
Bo grzyby te bardzo ale to bardzo cenię,
Zresztą gdy się śmieję, z myśleniem mam kłopoty,
Dlatego ciężko wziąć mi się do roboty.

Dzisiaj od rana płaczę,
Popłaczę – co będzie zobaczę,
Fajnie tak płakać bez powodu,
Jak płaczę, nie czuję głodu,
Czy skończą się kiedyś me łzy,
Czy kiedyś płakałeś tak ty?
Już mało co widzę, lecz piszę,
Domownikom zakłócam ciszę,
Choć mówią, że gdy się śmiałem,
To bardziej im przeszkadzałem,

Gdy tak płakałem aż do wieczora,
Na śmianie przyszła znów pora.


Dzisiaj zabawa mnie naszła nowa,
Że przez dzień cały nie powiem słowa.
Płakać lub śmiać się to dynamika,
Gdy człowiek niemy, wszystko to znika.
W sumie wystarczy tylko nie mówić,
No i cierpliwość w sobie obudzić.
Zakupy zrobię w supermarkecie,
Tam nic nie mówią gdy się nie plecie.
……
Już coraz ciemniej, słoneczko zaszło,
A na mówienie mnie bardzo naszło.
Bo być niemową, gdy ma się głos,
To jak zapomnieć, że ma się nos.

Nie ja teraz piszę, lecz mój znajomy,
Pisać nie mogę, jestem „niewidomy”,
Od rana na oczach opaskę mam,
Jak się tak żyje, opowiem wam.

Z początku wszystko trzeba wymacać,
Poznawać przestrzeń, do bazy wracać,
Upadać, wstawać i się nie spieszyć,
Ze swego blinda się często cieszyć.

A ze śniadaniem jakie przeżycie,
Można zapomnieć, co to jest tycie,
Nie wiem jak dalej sobie poradzę,
A co się stało, później wam zdradzę.

Koło południa, chciałem odpuścić,
I trochę światła do się dopuścić.
Lecz ego na to – ani się waż,
I do wieczora ślepym być masz.

I tak z zabawy zrobiły się męki,
Kto ją wymyślił – stokrotne „dzięki”.
Opaska z oczu – i koniec „marzeń”,
Wrogom nie życzę podobnych „wrażeń”.

Wczoraj poszczenie miałem w planie,
I odpuściłem sobie śniadanie,
Koło południa zjawił się głód,
Że nic nie zjadłem to istny cud.
I rzecz ciekawa – powiem wam,
Na tego głoda receptę mam.
Czymś dynamicznie zająć się trzeba,
I wnet jedzenia zniknie potrzeba.
Można też w sposób zupełnie inny,
Wyciszający – medytacyjny.
…Drewno rąbałem – medytowałem,
Potem sprzątałem – spacerowałem.
Chociaż żołądek był prawie pusty,
Nie zjadłem nawet liścia kapusty.
W sumie to proste takie poszczenie,
Co jest potrzebne? – po prostu „chcenie”.

Uzależniłem się od czytania,
Czytam rano zamiast śniadania.

Czytam po prostu gdy wolny mam czas,
Nie ważne czy wokół jest miasto czy las.


Wiem, że wzrok sobie przez to psuję,
Wiem - w innym świecie się znajduję.
Wcale się tym nie przejmuję,
Po prostu się zaczytuję.
Proza już prawie mnie nie wzrusza,
Co innego „czyta” ma dusza.
Dlaczego umiał tak mówić ?
I nasze umysły „trudzić”?
Lepiej nie pytać,
I … czytać.

Ja, niepalący piszę te słowa,
Wreszcie nastała ta moda nowa,
Biedni palacze - o nich to chodzi,
Któryś chce dymka - na dwór wychodzi.

Palenie w szkole - kara stu batów,
Recydywiści - do rezerwatów.
Teraz walczymy o pokój w znoju,
Kiedyś palono... Fajkę Pokoju.

Wierszoholik to taki ktoś,
Co często musi napisać coś,
I nie przejmuje się bardzo tym,
Po prostu musi napisać rym.

A inni myślą - po co te męki,
Tak zapisywać radości, lęki,
Do tego wszystko porymowane,
Takie to głupie i zwariowane.

"Skąd ty to bierzesz" - żona się pyta,
Chce wszystko wiedzieć, jak to kobita,
Me serce Wena opanowała,
Kocham ją za to, choć nie ma ciała.

Optymistą być,
Mydłem mało się myć,
Bawić się w lesie w Tarzana,
Kąpać się w rzece z rana,
Przyjmować dobre promieniowanie,
Medytować na śniadanie,
Obserwować jak inni się dołują,
Bo mnie nie naśladują,
No cóż - już taki jest teraz świat,
Więźniami są niektórzy…choć bez krat.



Taki worek z rureczką, zwie się lewatywa,
Z twego ciała pięknie wszelkie zło wymywa.
Gdy myjesz zęby, używasz szczoteczki,
Gdy przemywasz jelito, używasz rureczki.
Czyścić coś trzeba, gdy się coś zabrudzi,
Kto je „lekkie” rzeczy, tak się już nie trudzi.
Najgorzej to mają szybkożrący „ludzie”,
Co zjedzą, potem rodzą w bardzo wielkim trudzie.

Mam lęk wysokości, wierzcie mi - to coś okropnego,
Nie mogę wejść na nic trochę wysokiego,
Inni nawet nie wiedzą cóż to jest,
Mogą w każdej chwili wejść na Mount Everest,
Ja tak czuję, że to wszystko przez moją wyobraźnię,
Ja ze wspinaczką nigdy się nie zaprzyjaźnię,
No cóż, czy mogę się z tym „defektem” zmagać,
I na skalnej półce mimo wszystko siadać,
…Ja sobie to odpuszczam, będę po dolinach wędrować,
Podziwiając szczyty - głęboko medytować.

Przepraszam Cię marchewko, zrobię z Ciebie soczek,
Przepraszam Cię mocno, masz niecały roczek,
I Ciebie buraczku, co krwawisz gdy Cię kroję,
Kroję Cię i kroję i się trochę boję.
Nie będzie to długo trwało, mam sprzęt pierwsza klasa,
To nic, że oprócz soczku zostanie sucha masa,
To są wytłoki, bo tak je nazywamy,
My ich nie jemy, tylko wyrzucamy.
Soczek jest zdrowy, wiedzą to wszyscy,
I ci wysocy i ci bardzo niscy

Brahmaczarja to szczególny jest stan zwany celibatem,
Już nie jesteś poza, jesteś całym światem,
Świadomość w tobie tak się rozszerzyła,
Od szczytów i dolin już się uwolniła.

Oj, pojadłem wczoraj zdrowo,
Piernikowo i karpiowo,
Sernikowo i struclowo,
Barszczykowo, opłatkowo 

Z tym jedzeniem przesadziłem,
Nic nowego - znów przytyłem,
...Dwie Niedziele zacząć trzeba,
Czego pragnę? wody! chleba!




Wczoraj byłem w pewnym barze,
Napatrzyłem się na twarze.
Wszystkie były uśmiechnięte,
Lecz maskami zasłonięte.
Gdy wcześniej twarze paliły,
To się czasem zamyśliły.
Teraz tylko piją,
I myślą, że żyją.
Aha! Jeszcze gadanie,
W tym przodują Panie.
A chłopaki na papierosa,
I... coś do nosa 

Chciałem być inny i uciec stąd,
Nie być jak wszyscy, być jak James Bond.
Nie jadłem mięsa, medytowałem,
Na trampolinie ciągle skakałem.
Ludzie pytali, po co to robisz,
Tak dziwnie żyjesz, wciąż tak się głodzisz.
Przez 3 tygodnie prawie nie jadłem,
Na szalę śmierci życie me kładłem.
I cóż to dało, śmiechy i drwiny,
I to cholerne poczucie winy.
…Nie tędy droga moi kochani,
Którędy wiedzie, szukajcie sami.

Ano szukamy, szukamy
A czy coś z tego mamy?
Śmiech, czasem łzy
Nastrój dobry, czasem zły
A to tylko wielka ściema
Bo i tak niczego nie ma!

2011


To malowanie to dziwna jest rzecz,
Me głupie myśli idą se precz.
Znikam gdzieś w czasie,
Nie myślę o kasie,
Głodu nie czuję,
Gdy tak pędzluję.
Cóż więcej trzeba?
...Błękitu nieba 


Moje malowanie 
Twoje rymowanie 
To super rzecz,
Nudo idź precz

Ojcze - nie myślę już o Tobie,
Ojcze - Twe ciało leży w grobie,
W mym sercu jest Twa dusza,
Jest tam i to mnie wzrusza.

"Prawda po prostu istnieje.
Nie można jej powołać do istnienia.
Musi ją postrzegać każda jednostka
w swej wewnętrznej, niezmiennej jaźni."
Paramhansa Yogananda (1893-1952)


Trochę rysuję i coś tam piszę,
Dobrze się czuję, gdy Ciebie słyszę.
Z mym ego jestem sobie za pan brat,
Podoba mi się prawie już ten świat.
Zamieniam w radość każdy myśli żal,
Patrzę pod nogi, rzadziej w siną dal.

Żyłeś na Ziemi wiele, wiele lat,
I jako święty nie miałeś wad ?
W każdym kościele widać Twą twarz,
Jak w siódmym Niebie teraz się masz ?

Mistrz czyni ćwiczenie,
Słońce też czyni cienie.
Człowieka czyni Bóg,
Pazerność czyni dług.
Poezję czyni natchnienie,
Niczego nie czynią lenie.

Byłeś i już Ciebie nie ma,
Przywitała Ciebie teraz Ziemia,
Śwarny Ty Byłeś kiedyś - Hej!
U Pona Bucka wszyćko miej!

Mojemu Ojcu...
(ur.1922 Krynica Zdrój - zm.2011 Ostrowiec Świętokrzyski)











Ja akceptuję,
Się nie buntuję,
Jestem spokojny,
Nie lubię wojny,

Lecz rzecz się stała,
Czy taka mała?
Nikt nie dostrzega,
Bo ciągle biega.

A ja łaski nie przyjmuję,
Ja czym innym się kuruję,
Receptura rymowana,
Ją napiszę jutro z rana 

Nie brać życia na poważnie,
"Wiem kolego, że Cię drażnię".

Ciało, Umysł no i Dusza,
Gdy je czujesz, to Cię wzrusza.

Obserwować, zwłaszcza siebie,
Żyć na Ziemi a nie w Niebie.

Strach(x) zrozumieć, akceptować,
I swej głowy w piach nie chować.

E.T. cetera, et cetera,
W tym to wszystko się zawiera

Wiosna w sercu,
Wiosna w głowie,
Serce rośnie,
Głowa powie,
Niebo, Ziemia,
Ogień, Woda,
Przebudzenia,
Przyszła moda?

Ignorantem być,
Rozerwać umysłu nić,
Totalnie medytować,
Wiedzę zwymiotować,
Po prostu teraz słuchać,
Niczego już nie szukać.




Pisanie to wprawa,
To taka zabawa,
Zabawa to życie,
I bycie, nie bycie,
A bycie to teraz,
A bycie to now
Już jeden był taki,
Co wszystko to znał.

Słońca wschód,
Boski chłód,
Dzień się budzi,
Dla nas ludzi?

Nie oglądałem ślubu w Londynie,
Dziś Rzym mnie też już ominie,
Dadzą beze mnie sobie radę,
Ja na wycieczkę se pojadę,
Wycieczka będzie trochę inna,
W głąb siebie już być powinna.


Na Ziemi się urodziłem,
I nie wiem skąd przybyłem,
Jest tu bardzo ciekawie,
Dobrze się tu bawię.
Wschody Słońca to jest to,
...Rano wstaje mało kto.


Nie bój się tego, owocowego,
Gdy Ci On mówi, gdzie Ty masz ego,
Na dobrą sprawę, cóż jest w tym złego,
Że ktoś labirynt układa z Lego?

Oj, trują nas trują ze wszystkich stron,
Wybuduję sobie chyba jakiś duży schron,
I schronię się w nim przed całym tym jadem,
Lecz najpierw w góry sobie jutro pojadę.

A może jest czas taki,
Że Oni dają nam znaki,
Patrzą na nas z góry,
Kto jaki jest i który,
Chyba nas testują skrycie,
A ja ...... to życie.



Joachimie mój kochany,
Jak Ty jesteś zatroskany,
Joachimie mój kochany.

DTS się zbliża już,
Tam, gdzie pięknie, jest też kurz,
Joachimie, wstaw się tam,
Parę pytań do Cię mam 

Oj, fajnie nie myśleć tak dużo,
Oj, fajnie!...wnet inni się wkurzą,
Powiedzą: "Czy Ci nie odbiło?
Narzekaj! To będzie nam miło,
Porady Ci damy, nadzieję",
A ja... na DTS zwieję

Wybrałem ranne wstawanie,
Na Słońce ciche czekanie,
Przez oczy wejdą promienie,
Jest błysk i już się zmienię.


Jak fajnie z Wami być,
Jak fajnie szypko żyć,
Jak fajnie się wzruszać,
I... powoli ruszać.

Po co?
Dlaczego?
Gdzie?
Nie chce,
A może chce,
Z kim?
Jak?
Po ile?
Łapmy,
Szalone
Chfile.

Już 50 lat żyję na tej planecie,
Mam takie hobby - segreguję śmiecie,
A przybywa ich okrutnie, wierzcie mi ziemianie,
Worki, worki, worki, piętrzą się przy ścianie,
Skąd się one biorą? - biorą się jak dzieci,
Dzieci także rosną, rosną także śmieci.




Pablo teraz rozdaje karty,
Pablo łanajnseksłan,
Teraz dopiero zaczną się żarty,
Bawisz się - żyjesz! O man, o man.


Wena znów daje o sobie znać,
Już dobrze w nocy, ja nie mogę spać,
Do tego teraz jest w domu cisza,
Gdzieś tam pod łóżkiem jest chyba mysza,

Tygodni z 5 byłem w szpitalnych klimatach,
Trafiłem tam znowu po 9 latach,
Teraz diagnoza – alkohol w nadmiarze,
Więc za to sojsaiti tak ludzi karze,

Było, minęło, wróciłem do ludzi,
Jak wielu z nich bardzo, tak bardzo się trudzi,
Minuta tam jak tutaj godzina,
Tam jesteś jak w kinie, tu nie ma już kina,

Tam święte posiłków są pory,
Tu zmienne są ludzi humory,
O 17-tej kolacja,
Jedyna tam wtedy jest racja,
O 20-tej leki i spanie,
Na sny znów cierpliwe czekanie,

A na wolności jest klawo,
Chcesz w lewo, a potem znów w prawo,
Wschód Słońca na szóstą kwadrans,
Postawię wnet sobie pasjans,
Rymować, rymować bez końca,
I płakać i płakać do Słońca.















O piwie nie piszę, bo wzruszam się,
Piwo pić chcę, chcę, chcę i chcę,
Doktorzy na to: "Absolutnie",
No i w "mym" domu znowu są kłótnie.

Wina, wina, wina dajcie,
A jak umrę - pochowajcie,
Najlepiej ze dzbanem w dłoni,
Ponoć od piekła to uchroni.

Moje trunki wysokoprocentowe,
Co tak pięknie wchodzicie w głowę,
Po was jestem taki gorący,
I wcale nie śpiący.

Spirytusie mój Boski,
Jesteś Ty - znikają troski,
Rozpalasz fajnie mą rurę,
Gdy oglądam TVP Kulturę.

BRZASK,
SROK WRZASK,
JEST ZAJE......,
SŁYSZĘ JAK SPADAJĄ LIŚCIE.

Smoleńsk i w dole mgła,
Smoleńsk i Śmierć tam szła,
Smoleńsk, masakra ciał,
Smoleńsk i Bóg tak chciał,

Smoleńsk w kawałkach Lech,
Smoleńsk i co za pech,
Smoleńsk, oddajcie wrak,
Smoleńsk, dowodów brak.


Pełnia Księżyca,
Niech nie zachwyca,
Zła jego moc,
Idzie ta noc.

Słońce wschodzące,
Serce gorące,
W powietrzu Prana,
Z samego rana.





To nic, że za wolno jeżdżę samochodem,
To nic, że spadła moja "produktywność",
To nic, że jestem coraz bardziej samotny,
To wszystko jest przecież Naszą Zabawą.


Jabłka i orzechy,
Za moje grzechy (dla pociechy),
Ogórki i pomidory,
To dobre wybory,
Wieczorem zaś gruszki,
Dobre do poduszki.


Czytanie na głos moi mili,
To jest świadomość danej chwili.
I się wycisza umysł nasz,
Czy jakąś inną zabawę znasz?


Umysł odpoczywa jak medytuję,
Jak medytuję to się dobrze czuję,
Obserwowanie to podstawa,
Lepiej wtedy smakuje kawa.

Za kilka dni nasze Słoneczko,
Będzie znów dłużej - tak o deczko,
To bardzo piękna jest dla mnie chwila,
I łzy mi płyną jak u .........

2012

I znów jestem tutaj na urlopie,
Na sali śpi siedmiu – chłop przy chłopie,
Właściwa nazwa – duszy leczenie,
Mam taką nadzieję, że tutaj się zmienię,

Spanie, lekarstwa no i jedzenie,
Wszystko dostaję w zerowej cenie,
Mój powrót do domu marzeniem jest mym,
A na tej palarni już tylko dym.

Jestem RAW,
Jem też szczaw,
Niby nic,
Chcę jak Szyc



Od jutra poszczenie,
Prawdę mówię Wam,
A potem niejedzenie,
Gotowość teraz mam

2013

Białe dachy samochodów,
Zaszroniony październik,
Widzę znowu światło gwiazdy,
Na mej spragnionej siatkówce.

Spadające liście na soczystą trawę,
Cierpliwie czekają na białą pierzynę,
Zdziwione kwiaty zakwitły na łące,


Gdzie ci przebierańce,
Gdzie hororów tańce,
Halloween króluje,
I nam spokój psuje.

Ciche cmentarne zorze,
Oświetlają nasze wspomnienia,
Ciepłe, czerwone znicze,
Ogrzewają łzę spadającą na ziemię.

Rozpłakane niebo,
Rozmiękcza zmęczoną Ziemię,
Stęsknione Słońce,
Czeka na szare cienie.

Kończy nam się rok,
Na dworze już zmrok,
Jutro dwa zero jeden cztery,
Musi być lepszy, do cholery 

2014

Boże mój kochany,
Czas na życia zmiany,
Kochać wszystko to nie grzech,
A w mej duszy tylko śmiech.

Nie myśleć - czuć,
Nie łykać - żuć,
Kochać wokoło,
I już jest wesoło 

Dlaczego zimno?
Dlaczego gorąco?
Dlaczego na siedząco?
Dlaczego na stojąco?
Dlaczego? dlaczego? pytamy wciąż,
A wszystkiemu winny ten zimny wąż

2015

Pierwszy post w tym roku,
Piszę go o zmroku,
Dwa zero jeden pięć,
Na szczęśliwe życie mam chęć

Wysłuchałem Nowaka,
Fajny z Niego gość,
Chyba będzie draka,
Kłamstw mam już dość

Bardzo to interesujące,
Jak Słońce gorące,
Prawda aż się wylewa,
Na wiosnę ptaszek już śpiewa

Szara zima przemija,
Słychać już bociani klekot,
Słońce coraz dłużej na niebie,
Szukam, szukam wciąż Ciebie

2016


Dwa zero jeden sześć,
Czy mam jeść, czy nie jeść ?
Dobre jest niejedzenie,
Tak duchowo jak i w cenie.

Daniela Barbara Szurmiak
(1930-2016)
Miałaś już latka,
Gdy odeszłaś ze światka,
W sercu Cię mam,
I pamiętam. 

Szczęśliwym być,
Wciąż światło pić,
Zaistnieć w necie,
Już wszystko wiecie?



Gdy się ochłodzi,
Piwo tak nie wchodzi,
Zagrzać człowieczka,
Najlepsza wódeczka

Wyświetleń 100 już mam,
Na YouTubie wciąż szperam,
Póki jest korzystać trzeba,
I być bliżej nieba.
To nic, że nadal jestem sam,
Trochę radości myślę, że daję Wam .
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum INEDIA, NIEJEDZENIE, POST I INNE TEMATY Strona Główna -> Moja Twórczość. Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group