Forum INEDIA, NIEJEDZENIE, POST I INNE TEMATY Strona Główna INEDIA, NIEJEDZENIE, POST I INNE TEMATY
Dyskusje o inedii, niejedzeniu, poszczeniu, dietach i inne.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

4. warunki życia na Ziemi

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum INEDIA, NIEJEDZENIE, POST I INNE TEMATY Strona Główna -> Ziemia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
JMW



Dołączył: 13 Sty 2003
Posty: 1657
Skąd: Poznań

PostWysłany: 2009 02 08 12:37    Temat postu: 4. warunki życia na Ziemi Odpowiedz z cytatem

Dawno temu, kiedy na Ziemi jeszcze nie osiedlały się istoty (głównie ludzie) z kosmosu, życie na tej planecie odbywało się w symbiozie. W symbiozie znaczy, że ludzie (rdzenni mieszkańcy) tutaj zamieszkujący żyli w idealnej harmonii z przyrodą, bo tworzyli zero zanieczyszczeń. Kiedy woda, powietrze, grunt wchodziły w obieg gospodarstwa, opuszczały go w stanie takim, który nie zanieczyszczał planety albo ilość zanieczyszczeń nie przekraczała naturalnej funkcji odnowy, zgodnej z obiegiem przyrody.

Potem na Ziemię zaczęli przybywać ludzie i inne istoty z kosmosu, osiedlać się tutaj i bawić. Eksperymenty genetyczne tworzące najprzeróżniejsze formy życia nie występujące na Ziemi. Istoty te nie liczyły się z prawem natury, czyli Ziemi, które mówi, ja daje ci wszystko co materialne a ty kochaj mnie. Dlatego nie dbali o Ziemię, nie przestrzegali jej prawa natury, bo jej nie kochali. To był początek niszczenia tej planety, łącznie z jej rdzennymi mieszkańcami. Zdecydowana większość istot osiedlających się na Ziemi z kosmosu postępowała jak pasożyty.

To jest powodem, że obecnie opisany wyżej naturalny obieg, przemiana zgodnie z prawem natury, wśród ludzi już jest wielką rzadkością. Człowiek wprowadza do swojego gospodarstwa (rodzinny dom, masto, region) wodę, powietrze grunt, płody rolne itp. już często zanieczyszczone, a wypuszcza jeszcze bardziej skażone, zwiekszając zatrucie planety, zabijając przyrodę.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Numer GG
Pablo1961



Dołączył: 27 Lis 2007
Posty: 1015

PostWysłany: 2009 02 17 10:41    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

"Zanieczyszczenie kuli ziemskiej jest jedynie zewnętrznym odbiciem wewnętrznych skażeń psychicznych: tego, że miliony nieświadomych jednostek nie biorą odpowiedzialności za własną przestrzeń wewnętrzną."
Tolle Eckhart - fragment książki "Potęga teraźniejszości".
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
krzysztof



Dołączył: 02 Lip 2007
Posty: 531
Skąd: zielona góra

PostWysłany: 2010 06 08 09:05    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

WITAM Surprised

National Geographic HD - Milczenie pszczół ( Silence of the Bees )
http://sciagaj.org/16EOr/national-geographic-hd-milczenie-pszczol-hd-lek-pl-flv/
"Twórcy dokumentu zajmują się niepokojącym zjawiskiem: z niewiadomych powodów 80 procent populacji pszczół miodnych zamieszkujących tereny Ameryki Północnej wyginęło. Naukowcy obawiają się, że zagrożone są nie tylko amerykańskie gatunki, lecz także europejskie i azjatyckie, a wymarcie pszczół z terenów USA jest tylko zapowiedzią tej zbliżającej się katastrofy. W programie przyrodnicy opowiedzą o prawdopodobnych przyczynach i skutkach tego zjawiska."

POZDRAWIAM Z ZIELONEJ GÓRY Surprised
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
krzysztof



Dołączył: 02 Lip 2007
Posty: 531
Skąd: zielona góra

PostWysłany: 2010 07 14 10:15    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

WITAM Surprised

"Apokalibzzzzza " Milena Rachid Chehab
http://www.przekroj.pl/cywilizacja_nauka_artykul,7016,1.html
Cytat:

Jeśli szybko nie ustalimy, co powoduje masowe wymieranie pszczół na całym świecie, możemy mieć poważne kłopoty. Razem z nimi zniknie jedna trzecia tego, co jemy

Choć brzmi to jak teoria spiskowa, na świecie toczy się właśnie wielkie śledztwo. Mnożą się wątki, hipotezy, podejrzani, ale rozwiązania cały czas nie ma. A problem jest dużo większy i bardziej palący niż na przykład ocieplenie klimatu. Na całym świecie w zastraszającym tempie giną pszczoły. W Chorwacji w marcu 2007 roku w ciągu 48 godzin z uli zniknęło pięć milionów tych owadów, w USA ich populacja w ciągu czterech lat spadła o jedną trzecią i po raz pierwszy od 80 lat konieczny był import pszczół z Australii. Z kolei w Niemczech ich liczba w ciągu ostatnich pięciu lat zmniejszyła się prawie o połowę.

W Polsce mieszka ponad 1,1 miliona pszczelich rodzin. Każda z nich w zależności od pory roku liczy od 10 do 100 tysięcy osobników, czyli latem, w szczycie sezonu, bzyczy ich u nas nawet 110 miliardów.

Marian Sikora z Opalenicy w Wielkopolsce, pszczelarz od blisko pół wieku, do niedawna miał w swojej pasiece 500 rodzin. Późną jesienią zeszłego roku otworzył ule, by zobaczyć, jak jego podopieczne sobie radzą. – Zniknęło ponad 300. Tak się zdenerwowałem, że następnego dnia wylądowałem na kardiologii. A przecież część moich kolegów straciła wszystko – opowiada. – Jak tak dalej pójdzie, coraz więcej pszczelarzy zacznie odchodzić z zawodu.

– W ciągu ostatniej zimy z polskich uli zniknęło powyżej 10 procent pszczół – ostrzega Tadeusz Sabat, prezydent Polskiego Związku Pszczelarskiego. Zjawisko masowego ginięcia tych owadów, w zachodnich mediach nazywane beepocalipse (bee to po angielsku pszczoła), ma swoją naukową nazwę – Colony Collapse Disorder (CCD), czyli destruktywne załamanie kolonii.

Motyle nie dadzą rady
Naukowcy wymieranie pszczół nazywają znikaniem. W obliczu śmierci pszczoły zachowują się bowiem jak starzy Indianie – opuszczają dom i umierają w samotności. Chora pszczoła nie chce zarazić reszty rodziny ani zakazić miodu, więc jak tylko zaczyna źle się czuć, wylatuje z ula (jeśli nie zdąży, pszczoły strażniczki urządzają jej pogrzeb, wynosząc jej zwłoki na zewnątrz na swoich ramionach). Możliwe jednak, że z pewnych przyczyn (o których dalej) pszczoły po prostu nie trafiają z powrotem do ula, a już tak mają, że do żadnego innego nie polecą.

„Jeśli zabraknie pszczół, praca, którą wykonują, będzie nas kosztowała miliony” – alarmują autorzy prowadzonej właśnie unijnej kampanii społecznej na rzecz bioróżnorodności. Miliony to mało powiedziane. Szacuje się, że tylko w USA powierzenie ludziom pracy wykonywanej przez pszczoły kosztowałoby 90 miliardów dolarów rocznie. W Polsce pszczoły generują zyski rzędu 10 miliardów złotych w skali roku.
Nie chodzi wyłącznie o miód czy propolis, ale przede wszystkim o rozmnażanie roślin. Trzy czwarte roślin na naszej planecie zapylane jest przez pszczoły (są też inni zapylacze, na przykład motyle, ale są dużo mniej wydajne, poza tym ich liczba też spada). Jeśli wyginą, z naszej diety znikną warzywa, owoce, orzechy, niektóre kasze (na przykład gryczana), a w pewnym stopniu także produkty mleczne i mięsne (bo krowy będą się żywiły wyłącznie trawą, która jest dużo uboższa w związki odżywcze niż na przykład kwiaty łąkowe). Znikną kwiaty, będzie też problem z bawełną.

Fala zabija pszczoły
– Istnieje nawet teoria, która mówi, że jeśli wyginą pszczoły, człowiek będzie miał przed sobą tylko cztery–pięć lat życia – dodaje doktor Paweł Chorbiński, weterynarz z Katedry Epizootiologii i Kliniki Chorób Zakaźnych Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Doktor Chorbiński jest szefem zespołu do spraw pszczelarstwa przy Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Zespół powstał w maju ubiegłego roku jako polska reakcja na światowe śledztwo w sprawie znikania pszczół. Na efekty jego pracy (z budżetu dostaje na ten cel dwa miliony złotych rocznie) przyjdzie nam poczekać jeszcze przynajmniej dwa lata. Ale już teraz naukowcy i pszczelarze z całego świata mają kilka hipotez.

Jedna z pierwszych dotyczyła szkodliwego oddziaływania telefonów komórkowych. Emitowane przez nie – a także przez coraz popularniejsze sieci z bezprzewodowym Internetem – fale elektromagnetyczne zakłócają zdolności nawigacyjne pszczół, przez co robotnice nie potrafią odnaleźć drogi do ula.

– Najnowsze badania wskazują jednak, że choć fale elektromagnetyczne wpływają na pszczoły, to ich znaczenie nie jest tak duże. Na pewno nie można zrzucać całej winy na komórki – mówi doktor Chorbiński.

Podobnie jest z lansowaną początkowo (czyli cztery lata temu, gdy pszczoły zaczęły ginąć na olbrzymią skalę) hipotezą dotyczącą wpływu GMO. – Żywność modyfikowana genetycznie na pewno nie ma decydującego wpływu na beepokalipsę, bo problem dotyka też terenów wolnych od GMO czy ekologicznych pasiek – tłumaczy Tadeusz Sabat. Według niego znacznie bardziej prawdopodobną przyczyną są środki chemiczne używane w rolnictwie. – Najwięcej pszczół ginie tam, gdzie rolnictwo jest zaawansowane technologicznie, zamiast płodozmianu występują monokultury, a środków chemicznych używa się za dużo. Widać to także w Polsce: CCD w największym stopniu dotknęło województw dolnośląskiego i wielkopolskiego, a więc terenów, gdzie rolnicy są najbogatsi i używają najwięcej nawozów – analizuje Sabat.

Jak wynika z badań, największe szkody przynoszą te środki, w których substancją czynną jest imidakloprid. Parlament Europejski pod koniec 2008 roku przyjął rezolucję, w której stwierdził, że wspomniany pestycyd jest szkodliwy, i zwrócił się do państw członkowskich o wycofanie go z użycia. Pod naciskiem pszczelarzy zdelegalizowały go Niemcy, Francja i Słowenia. – W Polsce imidakloprid jest legalny, ale nawet gdyby został wycofany, będzie się rozkładał w glebie przez następne trzy lata – mówi Sabat. I dodaje, że w maju przyszłego roku w całej Unii Europejskiej ma wejść w życie restrykcyjny przepis – rolnik będzie musiał udowodnić konieczność użycia środków chemicznych w swoim gospodarstwie.

Dowodem na to, że pszczołom szkodzi chemia, są Chiny, gdzie pestycydy stosuje się na potęgę. W słynnym filmie dokumentalnym „Milczenie pszczół” (w Polsce emitowany był na kanale National Geographic) pokazano południowy Syczuan, prowincję w środkowo-zachodniej części kraju, gdzie w wyniku niekontrolowanego użycia środków ochrony roślin pod koniec lat 80. pszczoły zniknęły zupełnie. Zapylania sadów w stu procentach dokonuje się tam ręcznie. Każdej wiosny rolnicy za pomocą szczoteczek do zębów zdejmują pyłek z kwiatów, suszą go, a następnie nakładają go na kwitnące drzewa owocowe miotełkami z bambusa i kurzego pierza. Dziennie jedna osoba może zapylić najwyżej 30 drzew. By zastąpić pszczoły, w każdym gospodarstwie średniej wielkości trzeba by zatrudnić jakieś sto tysięcy ludzi, bo tyle pszczół liczy rodzina zbierająca nektar i zapylająca rośliny od rana do nocy. – Teraz zapylaniem zajmują się ludzie, ale na dłuższą metę to się nie sprawdzi. W ciągu 20 lat trzeba znaleźć inne rozwiązanie. Kraj się zmienia, coraz więcej ludzi migruje do miast, nie ma komu pracować – mówi doktor Tang Ya z Uniwersytetu Syczuańskiego.

Nie tylko w Chinach mają z tym trudności. – Ludzie wymyślają przemysłowe wiatrozapylacze, a nawet stosowane w szklarniach specjalne urządzenia wibrujące, ale nic nie działa tak jak pszczoła – zapewnia doktor May Berenbaum, entomolożka z Uniwerystetu w Illinois.

Wirus izraelski

Winnym CCD może być także cukier, którym zimą dokarmia się pszczoły. – Kiedyś cukier był bielony wapnem, a teraz coraz częściej używa się w tym celu chlorku sodu, czyli soli, a ta dla pszczół jest zabójcza. Zresztą w cukrze mogą być też ślady szkodliwego imidaklopridu, który jest stosowany w uprawie buraka cukrowego – tłumaczy Tadeusz Sabat.

Znacznie częściej jednak w dochodzeniu dotyczącym masowego ginięcia pszczół za jednego z głównych podejrzanych uznaje się wirus izraelskiego paraliżu pszczół. Wykryto go w Izraelu w 2004 roku. „Wirus powoduje śmierć dorosłych pszczół. Owady wylatują z ula i zamierają poza nim, w polu. Czasem widać pszczoły mające objawy paraliżu, pełzające wokół uli z drżącymi skrzydełkami” – piszą Sylwia Kasprzak i Grażyna Topolska z SGGW na łamach miesięcznika „Pszczelarstwo”. Gazeta skierowana jest do 45 tysięcy polskich pszczelarzy. Jedynie około 500 z nich ma duże pasieki.

Coraz więcej naukowców skłania się jednak do teorii, która łączy poprzednie hipotezy. – Na masowe ginięcie pszczół prawdopodobnie wpływa wybuchowa mieszanka czynników: środków chemicznych, wirusów, fal elektromagnetycznych i pewnie jeszcze kilku innych, z których nie zdajemy sobie sprawy – twierdzi doktor Gene Robinson, biolog z Uniwersytetu w Illinois.

W amerykańskich laboratoriach trwają prace nad wyhodowaniem superpszczoły odpornej na wszystkie znane pszczele choroby. Nowa odmiana ma powstać na bazie bardzo agresywnej i płodnej pszczoły afrykańskiej, ale musi ona przetrwać także w surowszym klimacie, z czym odmiany południowe często sobie nie radzą. Bez względu jednak na to, czy znajdziemy lekarstwo na CCD, czy stworzymy nowy gatunek pszczoły, musimy działać szybko. Inaczej – jak twierdzą autorzy „Milczenia pszczół” – jeśli pszczoły w USA będą ginęły w tym tempie co teraz, w 2035 roku nie będzie już ani jednej.

MIlena Rachid Chehab
„Przekrój” 23/2010


POZDRAWIAM Z ZIELONEJ GÓRY Surprised
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
2345



Dołączył: 20 Sty 2011
Posty: 77

PostWysłany: 2011 01 30 17:32    Temat postu: Petycja Odpowiedz z cytatem

PETYCJA w ochronie pszczół i naszego łańcucha pokarmowego
http://www.stopcodex.pl/2011/01/petycja-w-ochronie-pszczol-i-naszego-lancucha-pokarmowego/
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
hunab-ku



Dołączył: 11 Cze 2007
Posty: 1091
Skąd: Łódź

PostWysłany: 2011 01 31 14:07    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wiemy dlaczego wymierają pszczoły!

O poważnych problemach wynikających z masowego wymierania pszczół i trzmieli pisaliśmy już kilka miesięcy temu. Populacja tych owadów, niezwykle ważnych z punktu widzenia nie tylko pojedynczych ekosystemów, ale także całej planety, zmniejszyła się w niektórych regionach świata nawet o 96%!

Najpoważniejszą konsekwencją tego dziwnego zjawiska, jest ograniczenie zapylania kwiatów, a co za tym idzie - załamanie produkcji warzyw, owoców i zboża. Największe straty zaobserwowano w Stanach Zjednoczonych, Francji, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. Polscy hodowcy informują, że populacje pszczół zmniejszyły się w zależności od regionu od 10 do nawet 100%. We wrześniu 2010 roku naukowcy ostrzegli, że jeśli populacja pszczół i trzmieli nadal będzie traciła na liczebności, ludzkości zostaną 4 lata – potem nastąpi globalna klęska głodu.
Za przyczynę tego niebywale niepokojącego zjawiska uważano śmiercionośne pasożyty lub grzyby, zgubny efekt działania sygnałów z telefonów komórkowych i wieży transmisyjnych, a nawet tajne eksperymenty nad bronią elektromagnetyczną amerykańskiej agencji HAARPA (High Frequency Active Auroral Research).

Jak donosi „The Independent”, problem znany jest już od wielu lat i został zbadany w jednym z najbardziej poważanych instytutów zajmujących się badaniami pszczół tj. US Department of Agriculture's Bee Research Laboratory. Mimo, że pracownicy instytutu od ponad dwóch lat byli w posiadaniu kluczowych informacji do tej pory ich nie opublikowano! Dr Jeffrey Pettis, kierownik badań, powiedział reporterowi „The Independent”, że miał trudności w skompletowaniu materiałów do publikacji, a w chwili obecnej czeka na wyznaczenie daty składu numeru czasopisma, które zgodziło się je ujawnić.”

Dopiero gdy sprawą zajęły się inne, niezależne laboratoria sprawa wyszła na jaw. Kilka dni temu swoje wnioski przedstawił opinii publicznej francuski National Institute for Agricultural Research w Avignon. Praca została opublikowana na łamach pisma naukowego Environmental Microbiology i ujawnia najwyraźniej skrzętnie skrywaną tajemnicę.
Wyniki badań bezsprzecznie wykazują, że przyczyna masowego wymierania owadów jest związana z używaniem przez rolników bardzo popularnego środka ochrony roślin, produkowanego przez światowego giganta – firmę Bayer. Skuteczność insektycydu w walce ze szkodnikami upraw jest tak wysoka, że zapewnił producentowi sukces na całym świecie. Tylko w 2009 roku dochód ze sprzedaży środka wyniósł ponad 2,5 miliarda zł!

Czynnikiem aktywnym w badanym preparacie jest pochodna neonikotyny – imidakloprid, mający właściwości owadobójcze. Specyfik ten jest neurotoksyną, czyli oddziałuje na układ nerwowy owadów, powodując m.in. ich dezorientację, a ostatecznie śmierć. Stosowany jest powszechnie jako składnik zaprawy nasiennej, mający chronić rośliny uprawne przed szkodnikami.
Hodowcy już od lat 90. dzielili się spostrzeżeniami, że ich pszczoły wylatując w teren tracą orientację i nie potrafią wrócić do rodzimego ula. Częściej też zapadały na choroby i ich zdaniem właśnie insektycydy były temu winne. Jednak weterynarze i specjaliści od środków ochrony roślin bagatelizowali te doniesienia twierdząc, że żaden z dostępnych na rynku środków nie jest groźny dla pszczół i innych owadów zapylających.

Badania przeprowadzone przez naukowców z Francji dowodzą jednak, że imidakloprid jest głównym winowajcą masowego wymierania pszczół. Potwierdzają tym samym wnioski hodowców, że środek ten bardzo wolno rozkłada się w glebie przez co akumuluje się w tkankach roślinnych, w tym w nektarze i pyłku, z którymi owady mają bezpośredni kontakt.
Poza objawami neurologicznymi insektycyd powoduje również osłabienie odporności pszczół i trzmieli na choroby, zwłaszcza nosemozę, wywołaną pasożytem z gatunku Nosema apis. Do tej pory eksperci twierdzili, że śmiertelność pszczół jest bezpośrednio spowodowana pasożytem lub grzybem, którego silniejsze rozprzestrzenianie się wywołać miało epidemię wśród owadów. Teraz jednak okazało się, że choroba ma charakter wtórny.

Reprezentanci Bayera na łamach "The Independent" odrzucają oskarżenia o spowodowanie globalnej katastrofy ekologicznej. Twierdzą, że preparat został szczegółowo zbadany i nie jest szkodliwy dla pszczół, o ile stosowany jest zgodnie z zaleceniami na etykiecie. Ich zdaniem za wymieranie pszczół odpowiedzialna jest nosemoza.

Polski ekspert z Akademii Rolniczej w Lublinie prof. Władysław Huszcza, który również dopatruje się przyczyny niepokojącego zjawiska w działaniu insektycydów, tłumaczy, że badania nad szkodliwością tych środków nie były prowadzone we właściwy sposób.

„Obecnie ocena toksykologiczna pestycydów w nektarze i pyłku jest oparta na określeniu stężenia substancji czynnej w materiale pobranym bezpośrednio z rośliny. Pomijany jest fakt, że pszczoły w trakcie przerabiania nektaru na miód zagęszczają surowiec około 10-krotnie, a wytwarzając miód wielokrotnie pobierają porcje przerabianego nektaru, nie spożywając go w całości. Mają styczność z dużą ilością substancji toksycznej zawartej w poszczególnych porcjach przerabianego surowca. Dlatego stwierdzenie szkodliwej substancji w stężeniu niższym od powodującego efekt toksyczności nie świadczy, że jest to stężenie bezpieczne dla życia i rozwoju pszczół - tłumaczył naukowiec w rozmowie z Polską Agencja Prasową we wrześniu 2010 roku.

Dr Julian Little z Bayer CropScience UK, który nie zapoznał się jeszcze z wynikami badań, uciął krótko dyskusję: “Jestem przekonany, że Dr Pettis w warunkach laboratoryjnych zaobserwował bardzo ciekawe zjawiska, jednak w rzeczywistości, gdy skupimy się na tym istotne, czyli tym co dzieje się w środowisku, nic takiego nie może mieć miejsca. Pszczoły są bardzo, bardzo ważnymi owadami dla Bayer CropScience i zdajemy sobie sprawę z ich wagi.” - tę wypowiedź cytuje "The Independent";

źrodło: http://odkrywcy.pl/kat,111406,title,Wiem.....omosc.html
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
krzysztof



Dołączył: 02 Lip 2007
Posty: 531
Skąd: zielona góra

PostWysłany: 2013 08 04 20:15    Temat postu: Re: 4. warunki życia na Ziemi Odpowiedz z cytatem

Cześć Surprised

JMW napisał:
... Istoty te nie liczyły się z prawem natury, czyli Ziemi, które mówi, ja daje ci wszystko co materialne a ty kochaj mnie. Dlatego nie dbali o Ziemię, nie przestrzegali jej prawa natury, bo jej nie kochali. To był początek niszczenia tej planety, łącznie z jej rdzennymi mieszkańcami. Zdecydowana większość istot osiedlających się na Ziemi z kosmosu postępowała jak pasożyty.

To jest powodem, że obecnie opisany wyżej naturalny obieg, przemiana zgodnie z prawem natury, wśród ludzi już jest wielką rzadkością. Człowiek wprowadza do swojego gospodarstwa (rodzinny dom, miasto, region) wodę, powietrze grunt, płody rolne itp. już często zanieczyszczone, a wypuszcza jeszcze bardziej skażone, zwiększając zatrucie planety, zabijając przyrodę.

Foer: g### interes fragment z ksiażki Zjadanie zwierząt,Jonathana S. Foera, ,Przekład: Dominika Dymińska,Posłowie:Dariusz Gzyra
http://www.krytykapolityczna.pl/wydawnictwo/zjadanie-zwierzat
http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/stany-zjednoczone/20130512/foer-gowniany-interes
Cytat:
Zwierzęta hodowane na terenie USA produkują 130 razy więcej odchodów (39 ton na sekundę) niż wszyscy mieszkańcy tego kraju razem wzięci.

Z przeprowadzonych w USA kampanii prawnych przeciwko przemysłowej hodowli trzody chlewnej najskuteczniejsze okazały się te, które skupiały się zanieczyszczeniach. (To właśnie to mają na myśli ci, którzy mówią o wpływie ferm przemysłowych na środowisko). Sprawa jest stosunkowo prosta: chodzi o wielkie ilości g###. Jest go tak dużo, że nie wiadomo, co z nim zrobić. W efekcie trafia do rzek, jezior i oceanów, niszczy ekosystemy, zanieczyszcza powietrze, wodę i glebę, co ma dramatyczne konsekwencje dla ludzkiego zdrowia.

Każdego roku z hodowli świń wywozi się około 3,5 tys. ton gnoju, z kurzej fermy 3 tys., a z tuczarni bydła 150 tys.. W jednym z raportów sporządzonych przez instytucję kontrolną General Accounting Office (GAO) czytamy: „Jeden zakład generuje więcej odchodów niż niektóre amerykańskie miasta”[ii]. Zwierzęta hodowane na terenie USA produkują 130 razy więcej odchodów (39 ton na sekundę) niż wszyscy mieszkańcy tego kraju razem wzięci[iii]. Gnój zanieczyszcza środowisko 160 razy bardziej niż ścieki miejskie[iv]. Mimo to na fermach nie ma infrastruktury umożliwiającej radzenie sobie z tym problemem. To jasne, że nie ma toalet, ale nie ma też rur kanalizacyjnych ani nikogo, kto zajmowałby się wygarnianiem odchodów z zagród czy hangarów. Brakuje również przepisów dotyczących utylizacji odchodów zwierząt hodowlanych. (Według GAO żadna z komisji nadzorczych nie jest w stanie zebrać rzetelnych danych, gdyż do tej pory nawet nie ustalono, ile legalnie działających ferm znajduje się na terenie USA[v]). Co więc dzieje się z gnojem? Przyjrzyjmy się polityce, jaką przyjął największy amerykański producent wieprzowiny, Smithfield.

Smithfield co roku zabija więcej świń niż liczą populacje mieszkańców Nowego Jorku, Los Angeles, Chicago, Phoenix, San Antonio, San Diego, Dallas, San José, Filadelfii, Detroit, Jacksonville, Indianapolis, San Francisco, Columbus, Austin, Fort Worth i Memphis. To ponad 31 milionów zwierząt[vi]. Według obliczeń rządowej agencji EPA jedna świnia produkuje rocznie dwa do czterech razy więcej odchodów niż człowiek[vii]. Czyli na jednego Amerykanina przypada 127 kilogramów gnoju[viii]. Zwierzęta należące do Smithfield wydalają tyle, co wszyscy mieszkańcy stanu Kalifornia i Teksas razem wzięci.

Wyobraźmy sobie, że nie ma oczyszczalni ścieków, kanalizacji i całej tej infrastruktury, do której się przyzwyczailiśmy. Wszyscy obywatele Teksasu taplaliby się w gnoju. By zrozumieć, jakie konsekwencje niesie ze sobą zanieczyszczenie środowiska tak ogromną ilością odchodów, trzeba najpierw się dowiedzieć, co właściwie zawierają. Jeff Tietz w swoim przerażającym artykule Boss Hog dla magazynu „Rolling Stone” wymienił niebezpieczne substancje występujące w odchodach świń hodowanych na mięso. Na liście znalazły się: amoniak, metan, siarkowodór, tlenek węgla, cyjanki, fosfor, azotany i metale ciężkie. Dodatkowo w gnoju gnieżdżą się patogeny powodujące różne choroby, w tym salmonellozę, kryptosporydiozę, zapalenie opon mózgowych i giardiozę[ix]. (Dzieci dorastające w pobliżu zakładów hodowli świń chorują na astmę dwa razy częściej od ich rówieśników wychowywanych w innym środowisku[x]). Nie chodzi tylko o gnój, ale o wszystko, co przedostaje się do otoczenia przez szczeliny w podłodze: martwe prosięta, łożyska i błony płodowe, wymioty, krew, mocz, strzykawki po antybiotykach, puste buteleczki po środkach na odrobaczanie, włosy, ropa, a nawet części ciała.

Przemysł usiłuje nam wmówić, że ziemia może chłonąć te toksyny bez konsekwencji dla naszego zdrowia[xi]. To bzdura. Zanieczyszczenia przenikają do wód podziemnych i powierzchniowych, trujące gazy, takie jak amoniak czy siarkowodór, przedostają się do atmosfery. Kiedy gnojowniki – wielkości boiska futbolowego – się przepełniają, Smithfield rozlewa ścieki na polach. Albo po prostu rozpyla je w powietrzu. Powstają wówczas ohydne gejzery, wokół których zbiera się śmierdząca mgła. Ludzie mieszkający w pobliżu zakładów chowu przemysłowego skarżą się na chroniczne krwawienia z nosa, bóle uszu, biegunki i pieczenie w płucach. Nawet jeśli obywatele próbują się jednoczyć przeciwko praktykom stosowanym na fermach, wpływowi przedstawiciele przemysłu robią wszystko, by zniweczyć ich plany.

Zyski Smithfield są imponujące – firma w 2007 roku zarobiła 12 miliardów dolarów. Minimalizacja kosztów produkcji doprowadziła jednak do zanieczyszczenia środowiska odchodami, co z kolei spowodowało pogorszenie stanu zdrowia ludzi mieszkających w okolicy oraz zmniejszenie wartości gruntów. Gdyby Smithfield nie oszczędzało w ten sposób, produkcja taniego mięsa byłaby niemożliwa, a to oznaczałoby dla firmy bankructwo.

Wróćmy do istoty sprawy. Gnój sam w sobie nie jest wcale zły. Przez wiele lat rolnicy nawozili nim pola, na których pasły się zwierzęta. Ich mięsem żywili się ludzie, a nawóz znów trafiał na pola i tak w kółko. Gnój stał się problemem, gdy Amerykanie postanowili jeść więcej mięsa i płacić za nie mniej. By zrealizować swój zamiar, należało odejść od modelu proponowanego przez Paula Willisa i pogodzić się z istnieniem firm takich jak Smithfield. Hodowla przestała być domeną rolników – oddano ją w ręce korporacji dążących do maksymalnej redukcji kosztów. Konsumenci pozwolili firmom gromadzić mnóstwo zwierząt na niewielkiej przestrzeni. Dlatego rolnicy nie mogą już samodzielnie uprawiać roślin na paszę, muszą ją importować. Poza tym pola uprawne i tak nie są w stanie wchłonąć całego tego gnoju. Tylko w trzech zakładach w Karolinie Północnej powstaje więcej azotanów (ważny składnik nawozów) niż potrzeba do nawożenia pól na terenie całego stanu[xii].

Co więc dzieje się z tak ogromną ilością szkodliwego g###? Upłynnione odchody pompuje się do wielkich zbiorników. Takie gnojowniki zajmują zwykle powierzchnię około 1 tys. m2 (to tyle co największe kasyno w Las Vegas) i są głębokie na mniej więcej 10 metrów[xiii]. Budowa takich gnojowych jezior to powszechna, legalna praktyka. Wokół jednego zakładu powstaje nawet do stu zbiorników[xiv].

Wpadnięcie do takiego gnojownika oznacza śmierć[xv]. Podobnie jak śmiercią mogłoby się skończyć wejście do chlewni, gdyby nie było w niej wentylacji. Tietz pisze:
[i]Pewien pracownik z Michigan zasłabł oszołomiony smrodem i wpadł do zbiornika. Jego 15-letni bratanek ruszył mu na ratunek. Nie przeżył. Za chłopakiem skoczył kuzyn. Nie przeżył. Starszy brat pracownika zanurkował, by ratować ich wszystkich i również nie przeżył. Ostatni skoczył ojciec. Wszyscy utonęli w świńskim g###[xvi].


Korporacjom takim jak Smithfield bardziej opłaca się płacić kary za zanieczyszczanie środowiska niż zmienić sposób hodowli. Zwłaszcza że zmiany mogłyby doprowadzić firmę do bankructwa.

Przedsiębiorstwa doskonale wiedzą, jak postępować, by omijać nieliczne regulacje prawne ograniczające działania przemysłu[xvii]. Na rok przed wybudowaniem największego na świecie zakładu-rzeźni w Bladen County w Karolinie Północnej władze stanu zniosły prawo hrabstw do regulacji działalności ferm przemysłowych. Można sobie wmawiać, że to przypadek, ale za zmianą przepisów stał senator Wendell Murphy, który dziś należy do zarządu Smithfield. Wcześniej natomiast był prezesem i menedżerem firmy Murphy Family Farms kupionej przez Smithfield w 2000 roku.

Parę lat po wprowadzeniu nowych przepisów, w 1995 roku, Smithfield wylało 80 milionów litrów ścieków do wód New River w Karolinie Północnej, powodując tym samym największą katastrofę ekologiczną tego rodzaju[xviii]. Zniszczenia były dwa razy większe niż w przypadku słynnego wycieku ropy z tankowca Exxon Valdez, który miał miejsce sześć lat wcześniej[xix]. Ściekami wylanymi wówczas przez Smithfield można było napełnić 250 basenów olimpijskich. Według raportu opublikowanego w 1997 roku przez organizację ekologiczną Sierra Club (RapSheet on Animal Factories) Smithfield złamało przepisy ustawy o ochronie wody (Clean Water Act) ponad siedem tysięcy razy. Wynika z tego, że korporacja postępowała wbrew prawu 20 razy dziennie. Firmę oskarżono o zanieczyszczenie ściekami rzeki Pagan wpadającej do zatoki Chesapeake oraz o przekłamania w raportach i zacieranie śladów nielegalnej działalności. Pojedynczy przypadek pogwałcenia zasad zawsze może się zdarzyć. 10 też. Ale siedem tysięcy już nie. Na Smithfield nałożono karę w wysokości 12,6 miliona dolarów[xx]. Wydaje się, że to sporo. To faktycznie najwyższa grzywna za zanieczyszczanie środowiska w historii USA. Ale to żadne pieniądze dla firmy, która zarabia 12,6 miliona dolarów w 10 godzin[xxi]. Były menedżer Smithfield Joseph Luter zarobił tyle na opcjach na giełdzie w 2001 roku.

Co na to kosumenci? Oburzamy się, gdy dojdzie do wielkich szkód. Potem korporacje mówią: „sorry”, a my dalej zajadamy produkowane przez nie mięso. Smithfield nie tylko przetrwało sądową batalię, ale wręcz na niej skorzystało. Kiedy doszło do wycieku na rzece Pagan, Smithfield zajmowało siódme miejsce wśród największych producentów wieprzowiny w USA. Dwa lata później podskoczyło na drugie miejsce. Od tamtej pory firma wciąż rośnie w siłę. Dziś co czwarta zarżnięta świnia w kraju należy do Smithfield[xxii]. Robiąc codzienne zakupy, wspieramy wszystkie ohydne praktyki stosowane przez tę i wiele innych korporacji.

Według statystyk opracowanych przez EPA już 70 tys. km rzek (dla porównania obwód ziemi to ok. 40 tys. km) na terenie 22 stanów jest zanieczyszczonych odchodami zwierząt hodowlanych. W związku z tym w ciągu trzech lat doszło do całkowitego wyginięcia ryb w aż 200 zbiornikach wodnych[xxiii]. 13 milionów ryb zostało zatrutych g###. Ich zwłokami można by wyłożyć wybrzeże Pacyfiku od Seattle aż po granicę z Meksykiem[xxiv].

Ludzie mieszkający w pobliżu ferm rzako bywają zamożni czy wpływowi. Przemysł traktuje ich jak śmieci. Oddychają powietrzem przesyconym zapachem gnoju. Od tego się nie umiera (z reguły). Ale chroniczne bóle głowy, gardła, przewlekły kaszel i katar czy biegunki albo inne dolegliwości, takie jak nadciśnienie, depresja, ciągłe uczucie zmęczenia, to codzienność. Można też zapaść na jakąś chorobę psychiczną[xxv]. W raporcie opracowanym przez senat stanu Kalifornia czytamy: „Badania wykazały, że gnojowniki emitują szkodliwe substancje i toksyny, które mogą powodować osłabienie układu odpornościowego, negatywnie wpływać na nastrój, a nawet przyczyniać się do problemów neurologicznych”[xxvi].

Są podstawy, by podejrzewać, że przebywanie w pobliżu chlewni ma wpływ na zwiększenie podatności na zakażenia gronkowcem złocistym typu MRSA (opornym na metycylinę)[xxvii]. Bakteria ta powoduje powstawanie „czerwonych, potwornie bolesnych wrzodów osiągających wielkość spodków od filiżanek”. W 2005 roku w USA więcej ludzi (18 tys.) zmarło w wyniku zakażeń gronkowcem MRSA niż z powodu AIDS. Dziennikarz magazynu „The New York Times” Nicholas Kristof, który sam dorastał w okolicach zakładu hodowli świń, twierdzi, że pewnemu lekarzowi z Indiany udało się udowodnić istnienie zależności pomiędzy działalnością ferm a zwiększonym ryzykiem zakażenia MRSA, nie zdążył jednak opublikować wyników swoich badań, gdyż wcześniej umarł na chorobę spowodowaną komplikacjami po zakażeniu gronkowcem. Do dziś nie wiemy, czy takie powiązanie faktycznie istnieje, jednak zdaniem Kristofa „musimy zastanowić się, czy jako naród faktycznie chcemy dalej wspierać przemysł, który wprawdzie produkuje tanie mięso, ale jednocześnie niszczy nasze zdrowie. Na razie właśnie to robimy”.

Te problemy zdrowotne powoli rozprzestrzeniają się po całej Ameryce. Amerykańskie Stowarzyszenie Publicznej Służby Zdrowia, czyli największa na świecie organizacja zrzeszająca pracowników służby zdrowia, nawoływała do nałożenia moratorium na zakłady chowu przemysłowego[xxviii]. Pew Commission przez dwa lata opłacała najlepszych światowych ekspertów, którzy badali sytuację na fermach[xxix]. W trosce o dobro zwierząt i o zdrowie ludzi organizacja zaapelowała do korporacji o zaprzestanie stosowania niektórych praktyk, które nazwała „nieludzkimi”.

Ale to od naszych wyborów żywieniowych zależy, jaką politykę przyjmie przemysł. Nie zareagowaliśmy na te prośby i ostrzeżenia. Nie próbujemy zbojkotować korporacji, nie próbujemy działać. Sprawiliśmy, że Smithfield i jego odpowiedniki obrosły w bogactwo. Mogą inwestować setki milionów dolarów w rozwój okrutnych technologii i światową ekspansję. Smithfield weszło już na rynek belgijski, chiński, francuski, niemiecki, włoski, meksykański, polski, portugalski, rumuński, hiszpański, holenderski i angielski[xxx]. Wartość akcji Josepha Lutera III podskoczyła ostatnio do 138 milionów dolarów[xxxi].
przełożyła Dominika Dymińska
Przypisy:
[i] USDA, Economic Research Service, Manure Use for Fertilizer and Energy: Report to Congress, czerwiec 2009, http://1.usa.gov/YVGX5z/.
[ii] U.S. Government Accountability Office, Concentrated Animal Feeding Operations: EPA Needs More Information and a Clearly Defined Strategy to Protect Air and Water Quality from Pollutants of Concern, 2008, http://1.usa.gov/c0d9jW.
[iii] Departament Rolnictwa odwołuje się do raportu sporządzonego przez mniejszość w senackiej Komisji ds. Rolnictwa, Żywienia i Leśnictwa na prośbę senatora Toma Harkina, który szacuje, że zwierzęta hodowlane w USA produkują 1,37 miliarda ton odchodów rocznie. Podzielenie tej liczby przez liczbę sekund w roku daje 39 ton na sekundę. Zob. też Pew Commission on Industrial Farm Animal Production, Environment, http://bit.ly/Zztxkc.
[iv] Stwierdził to John P. Chastain, inżynier z uniwersytetu w Minnesocie. Swoje szacunki oparł na danych z agencji ochrony środowiska Illinois Environmental Protection z 1991 roku.
[v] U.S. Government Accountability Office, Concentrated Animal Feeding Operations, dz. cyt.
[vi] Smithfield, 2008 Annual Report, s. 15, http://bit.ly/WDK3RC.
[vii] U.S. Environmental Protection Agency, Animal Waste Disposal Issues, 22 maja 2009, http://1.usa.gov/ZDcWK9.
[viii] Zgodnie z szacunkami Davida Pimentela, opartymi na danych Departamentu Rolnictwa z 2004 roku, każda świnia produkuje 1,2 kilograma odchodów rocznie. Wszystkie świnie ze Smithfield wyprodukowały więc w 2008 roku jakieś 38,1 milionów ton odchodów. Skoro populacja USA liczy jakieś 299 mln ludzi, oznacza to, że na jednego Amerykanina przypada 127,5 kilograma gnoju. Zob. D. Pimentel i in., Reducing Energy Inputs in the US Food System, „Human Ecology” 2008, t. 36, nr 4.
[ix] Jeff Tietz, Boss Hog, „Rolling Stone”, 8 sierpnia 2008.
[x] Francis Thicke, CAFOs crate toxic waste byproducts, Ottumwa.com, marzec 2009, http://bit.ly/16lFmO7.
[xi] Jennifer Lee, Neighbors of Vast Hog Farms Say Foul Air Endangers Their Health, „New York Times”, 11 maja 2003; Jeff Tietz, Boss Hog, dz. cyt.
[xii] Jeff Tietz, Boss Hog, dz. cyt.
[xiii] Tamże. Porównanie z kasynami wymyśliłem sam. Kasyna Luxor i Venetian mają po 1 tys. m2 powierzchni.
[xiv] Tamże.
[xv] Francis Thicke, CAFOs crate toxic waste byproducts, dz. cyt.
[xvi] Jeff Tietz, Boss Hog, dz. cyt.
[xvii] Rob Schofield, A Corporation Running Amok, NC Policy Watch, 26 kwietnia 2008, http://bit.ly/10CykUD.
[xviii] U.S. Environmental Protection Agency, Animal Waste Disposal Issues, dz. cyt.
[xix] Tamże.
[xx] Sierra Club, The RapSheet on Animal Factories, sierpień 2002; Ellen Nakashima, Court Fines Smithfield $12.6 Million, „Washington Post”, 9 sierpnia 1997.
[xxi] Kalkulacje oparte na bilansie przychodów, według którego firma zarobiła 12,5 mld dolarów w 2009 roku. Zob. Smithfield Foods Reports Fourth Quarter and Full Year Results, PR Newswire, 16 czerwca 2009, http://bit.ly/10CzM9q.
[xxii] Jeff Tietz, Boss Hog, dz. cyt.
[xxiii] Merritt Frey i in., Spills and Kills: Manure Pollution and America’s Livestock Feedlots, Clean Water Network, Izaak Walton League of America and Natural Resources Defense Council, sierpień 2000, s. 1.
[xxiv] Przy założeniu, że ryba ma około 6 cali długości.
[xxv] Humane Society of the United States, An HSUS Report: The Impact of Industrial Animal Agriculture on Rural Communities, http://bit.ly/XCL6j6.
[xxvi] Confined Animal Facilities in California, California State Senate, listopad 2004, http://bit.ly/WDLH5z.
[xxvii] Nicholas Kristof, Our Pigs, Our Food, Our Health, „New York Times”, 11 marca 2009.
[xxviii] American Public Health Association, Policy Statement Database: Precautionary Moratorium on New Concentrated Animal Feed Operations, 18 listopada 2003, http://bit.ly/H79f46.
[xxix] Pew Charitable Trusts i in., Putting Meat on the Table, dz. cyt., s. 84.
[xxx] D. Carvajal, S. Castle, A U.S. Hog Giant Transforms Eastern Europe, „New York Times”, 5 maja 2009.
[xxxi] Joseph W. Luter III, Forbes.com, http://onforb.es/13Pc0YE.


Surprised
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
IneedJA



Dołączył: 07 Maj 2013
Posty: 14
Skąd: Poznań

PostWysłany: 2013 10 15 22:21    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

A może to zasługa chemtrails? Chociaż ostatnio wydawało mi się, że służą one ochłodzeniu klimatu. Swoją drogą dlaczego wmawia się nam, że ocieplenie klimatu jest złe? Może to z obawy o roztopienie się lodowców i ukazanie prawdy o biegunach? Hmm, pożyjemy zobaczymy, zapewne już niedługo. Razz
BTW. Czyżby inedia była sposobem na przetrwanie okresu bez pszczół i bez jedzenia?

Jestem naprawdę ciekaw co wydarzy się w najbliższych latach... Smile
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
sinsemilla



Dołączył: 20 Mar 2011
Posty: 28
Skąd: Suwalszczyzna

PostWysłany: 2013 10 31 01:02    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

chemcośtam, może mieć wpływ na odczuwanie przez człowieka temperatury ... (taka myśl mi kiedyś wpadła do łba) ...dlatego straszą zmianą klimatu.

polskie pszczoły nie znikną
Smile
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Tomek



Dołączył: 02 Sty 2014
Posty: 10

PostWysłany: 2014 01 24 00:23    Temat postu: warunki życia na Inuak Odpowiedz z cytatem

Witajcie
Właśnie przeczytałem ciekawą książkę, która opisuje warunki życia na innej planecie na "Inuak" i tak porównując z naszą Ziemią chciałbym żeby tak u Nas na Ziemi wyglądało. Książka to Tekst oryginalny: Inuaki, reptilianul din mine
Aryana Havah
Wyd. Orfeu 2000, Bukareszt 2009

Książka to rozmowa siedmioletniego dziecka Dawida z psychologiem dziecięcym Aryana.

oto fragment:

Aryana: Jak nazywasz się tutaj na ziemi?
David: David.
A: Masz jakieś inne imię?
D: Teraz nie mam. Miałem bezlik imion, ale teraz mam tylko to jedno.
A: Jak byś wolał, żebym się do Ciebie zwracała?
D: David.
A: Dlaczego?
D: Gdyż jest to moje obecne imię.
A: Na początku powiedziałeś, że przybywasz z innej planety poprzez reinkarnację. Wiesz jak się nazywa ta planeta?
D: Nazywa się Inuak i znajduje się blisko Oriona.
A: A jej mieszkańcy również nazywają się Inuak?
D: Nie, nazywają się Inuaki.
A: Więc ty jesteś Inuaki?
D: Byłem Inauki, teraz jestem Ziemianinem.
A: Jaka jest twoja poprzednia planeta?
D: Ładniejsza od Ziemi.
A: Ale podobnie wygląda?
D: Prawie. Jest na niej woda, góry, równiny, ale roślinność jest inna. Drzewa mają mniej więcej taki sam kształt, ale kolor podobny do srebra na ziemi, tylko bardziej świetlisty.
A: Macie również pory roku?
D: Tak, ale nie są takie jak na Ziemi. Tam nigdy nie ma zimy, nie istnieje śnieg. Tylko deszcz. Liście nie opadają z drzew. Nie ma również upałów, jakie są tutaj latem.
A: Macie morza i oceany?
D: Tak, morza nazywamy ‘avata’, a oceany ‘surim’. Mamy również ryby, tylko ich kolor jest inny. W rzeczywistości wszystkie kolory są inne.
A: Jaki mają kolor?
D: Inny, nie wiem jak to powiedzieć. Kolory są takich samych odcieni, ale są trochę jaśniejsze. Czerwony nie jest taki żywy jak tutaj, bardziej czerwono-biały.
A: Różowy?
D: Nie, mniej czerwony, jakby dodać trochę białego koloru.
A: Jacy są Inuaki? Czy mają ludzki kształt?
D: Nie, Inuaki są podobni zarówno do jaszczurek, jak do istot ludzkich.
A: Są więc gadami?
D: Nie, nie są gadami, są Inuaki.
A: Czy możesz opisać jak wygląda jeden Inuaki?
D: Są wysocy jak twój regał na książki (około 2 m), stoją na dwóch nogach, mają dwie ręce tak jak my, ale tylko z trzema palcami. Podobnie chodzą, różnica jest tylko w tym, że mają gruby i mocny ogon. Skórę mają białą, podczas gdy oczy mają fioletowo-złote. Mówią tak jak my.
A: Co rozumiesz przez to: jak my?
D: Telepatycznie, mówią coś w myślach i pozostali to rozumieją.
A: To jest ten rodzaj wiadomości, jak ta którą ty dostajesz?
D: Tak, oczywiście.
A: Czy mają zęby?
D: Tak.
A: Czym się żywią Inuaki?
D: Jedzą jak my, ale nie mięso. Żywią się jak tutaj wegetarianie. Zieleniną i owocami, oraz nasionami.
A: Te rośliny hoduje się w podobny sposób jak u nas?
D: Podobnie, ale nie trwa to tak długo.
A: Co masz na myśli?
D: Kiedy wsadzisz nasiono w ziemię, dodasz trochę wody i pomyślisz, jak szybko potrzebujesz rezultatów, dzieje się to jak na zamówienie.
A: Jeśli będę chciała mieć jutro jabłka, będę mogła je zebrać jutro z drzewa?
D: Nie aż tak szybko. Najkrótszy czas to dwa obroty.
A: Jakie obroty?
D: Obrót planety równa się waszym 5 dniom.
D: Tak, jeżeli nie pomyślisz na czas, wtedy możesz poprosić byle kogo, a on da ci jedzenie. Wszyscy są gotowi, żeby pomagać, ale nie zdarza się to często.
A: I jak odbywa się ten cud? W jaki sposób Inuaki dostają wszystko czego zapragną? Czy to planeta za to odpowiada?
D: W pewnym sensie tak. Tam ziemia jest trochę inna niż tutaj. Zawsze jest bardzo czysta. Ale nie myśl, że to wystarczy. Ważna jest intencja. Poprosisz Matrix i rzeczy się dzieją, jeżeli jest ci to potrzebne. Nic więcej. Wszystko jest świeże, nie ma pomysłów, aby przechowywać żywność w zamrażalniku, gdy możesz ją mieć kiedy ją zbierzesz. Nie ma też pomysłów, aby mieć więcej niż potrzebujesz, ponieważ to oznacza marnotrawstwo, a to się nie podoba Matrixowi.
A: Jakie jest postępowanie? Zakopujesz nasiono i prosisz, aby się wyłoniło?
D: Mniej więcej tak. Zakopujesz nasiono w ziemi, polewasz je wodą, otaczasz światłem i miłością, i myślisz, żeby się powiązało z ogólnym Matrixem, z którego otrzyma niezbędne informacje do rozwoju na tyle dni, za ile je zamówiłeś. Wtedy wnętrze napełnia się światłością, z której powstaje cienka nić, która wiąże się z Matrixem i tak rozpoczyna się proces.
A: Kiedy zbierzecie owoce i warzywa, co się dzieje z pozostałymi częściami rośliny?
D: Ona dalej żyje, ale pozostałe płody owoców i zieleniny służą już tylko jako nasiona. Albo po prostu można roślinę zostawić, żeby wyschła i wtedy ją poprosić, żeby się szybko rozłożyła na te elementy z których jest stworzona, aby na planecie pozostała równowaga.
A: Dobrze rozumiem, że wśród was nie ma odpadów?
D: Właściwie nie ma. Nie mają odpadów, bo nie mają materiałów do pakowania i innych pomocniczych środków. Jeżeli trzeba coś wyrzucić, odnoszą to na stałe miejsce, gdzie Inuaki pomagają temu rozłożyć się na części elementarne. W ten sposób wśród nas nie ma wysypisk śmieci, albo porozrzucanych rzeczy.
A: Dobrze, ale jeżeli ktoś nie odniesie na stosowne miejsce, a chce coś wyrzucić teraz i po prostu wyrzuci to na ulicę?
D: Po co robić coś takiego? Nigdy nie słyszałem, żeby ktokolwiek coś takiego zrobił. To nielogiczne.
A: Czy macie samochody i inne środki transportu?
D: Tak, ale są tylko jednego rodzaju. Poza planetą poruszamy się latającymi talerzami, jak to ludzkość nazywa. Na Inuaki korzystamy z podobnych pojazdów, tylko są dużo mniejsze.
A: Jakiego paliwa się używa?
D: Nie ma paliwa. To są samonapędzające się pojazdy. Funkcjonują bez końca, bez paliwa. Mają pewne płyty, umieszczone jedna nad drugą, które są magnesami o przeciwnej polaryzacji. Wytwarzają pole energetyczne, które na ziemi nazywa się Merkaba. Siłą myśli aktywują się dwa czworościany, po środku których są magnesy. Pola magnesów odbierane są przez czworościany, które zaczynają się poruszać. Tworzy to silne pole, umożliwiające ruch pojazdu. Zmiana polaryzacji pojazdu powoduje jego podnoszenie i obniżanie, a zmiana kąta powoduje możliwość skrętu w prawo lub w lewo. Odbywa się to za pomocą kasków, które wkłada się na głowę i które pozostają w bezpośredniej więzi z sercem pojazdu.
A: Czyli steruje się i skręca siłą myśli?
D: Tak, za pomocą myśli, ale bez magnesów pojazd by nie działał.
A: Z czego zbudowane są statki?
D: Z pewnego rodzaju metalu, który istnieje również tutaj na ziemi. Jest to stop pięciu metali. Tą mieszankę tworzy się przy pomocy świetlnych promieni. Te promienie generowane są przez wielkie kryształy.
A: Czy każdy ma taki statek?
D: Tylko wtedy, kiedy go potrzebuje.
A: Kiedy weźmiesz statek, czy on staje się twoją własnością?
D: Nie, statki są wszystkich. Kiedy już nie potrzebujesz go używać, zwracasz go na miejsce, z którego go wziąłeś. Nie ma sensu trzymać statku, ponieważ zawsze możesz go wziąć kiedy jest ci potrzebny.
A: Czy za to się płaci? Istnieją w ogóle pieniądze jako środek płatniczy?
D: Nie, tam nie ma pieniędzy, gdyż nie ma co z nimi zrobić. Wszyscy pracują wtedy kiedy trzeba, kiedy jest to niezbędne. Kiedy poproszą, mają wszystko czego potrzebują.
A: Macie wodzów?
D: Tak, istnieją w pewnym sensie. Po każdych 260 obrotach planety zmienia się wodza i dwunastu członków przywództwa. Podobnie jak tutaj są wasze wybory, ale nikt nie może zostać wybrany drugi raz, więc każdy obywatel nie zostanie wodzem. Ten kogo raz wybraliśmy, nie może już nigdy więcej zostać wybrany. W żaden sposób nie możesz ponownie zostać liderem, jeżeli nie masz 5200 rotacji planety.
A: Myślę, że to dobra rzecz!
D: Tak, ponieważ każdy jest optymistą i jest gotowy do poświęcenia, i kiedy chcesz, żeby wszystko było dobre, na pewno tak się stanie.
A: Czy macie dzieci?
D: Tak, ale system jest całkowicie inny. Kiedy się ustali, że jest potrzeba następnej generacji, szukają się tacy, który chcą mieć dzieci i oni powołują potomka, który dorasta w specjalnym miejscu, które jest optymalnie stworzone, aby rozwój dziecka był doskonały. To jest jak dom dziecka, z tą różnicą, że wszystko mają w nim zapewnione. Uczą się historii planety, zachowania, medytacji, telepatii, hodowli roślin, techniki i wielu innych. Profesorowie to zawsze najmądrzejsi, najstarsi Inuaki. Dzieci mogą się spotykać z rodzicami kiedy tylko zechcą, i na odwrót. Są w stałej łączności telepatycznej, tak że rozdzielenie nie stwarza problemu. Tam odległość nie stanowi problemu.
A: Potomkowie rodzą się żywi, czy lęgną się z jaj?
D: Żywi, ale w rzeczywistości się nie rodzą, ponieważ tworzą się jako embriony i rozwijają się w specjalnym miejscu. Rodzice odchodzą na to miejsce i zostawiają tam swój materiał rozrodczy, który później rozwija się pod nadzorem. Z tego powodu nigdy nie są chorzy, nie istnieją żadne wady genetyczne.
A: Czy potomkowie dziedziczą domy, majątek, czy istnieje takie dziedziczenie?
D: Jeżeli tego pragniesz to tak, ale nie ma to sensu. Każde dorosłe istnienie otrzymuje pomoc w stworzeniu wszystkiego, co jest mu niezbędne. Nie ma potrzeby otrzymywania czegokolwiek od kogokolwiek innego, jeśli możesz mieć wszystko, czego zapragniesz.
A: Ok, a co jeżeli masz klejnoty rodzinne? Istnieje w ogóle coś takiego?
D: Nie, nie jest to potrzebne. My również mamy złoto, ale używa się go przy budowie statków i do tworzenia rozmaitych stopów. Nie ma zupełnie sensu w noszeniu złota czy jakiegokolwiek innego metalu na sobie, gdyż powoduje to zakłócenia pola energetycznego.
A: U nas wysoko się to ceni.
D: Tak, ponieważ u was jest to kwestia statusu, odzwierciedlenie położenia społecznego. U nas nie możesz być nikim innym niż jesteś. Wszyscy wiedzą kto stoi naprzeciw nich, co robisz i jakie masz zdolności.
A: Czy dobrze zrozumiałam, że wszyscy jesteście na jednym poziomie?
D: Nie, istnieją różne doświadczenia. Są Inuaki, którzy mają różne umiejętności, talenty. Niektórzy znają się na budownictwie, inni na roślinach, niektórzy są nauczycielami. Nie oznacza to, że inni nie znają tych prac. Tam wszyscy muszą się uczyć i kiedy już otrzymajsz wszystkie informacje, wtedy decydujesz co cię interesuje i jakie masz zdolności.
A: Czy życie toczy się parami? Są małżeństwa? Dwie różne połowy?
D: Tak, istnieją dwie różne połowy, które mogą żyć w parach, ale nie tak jak tutaj. Tam nic cię nie zobowiązuje do pozostawania w parze, jeżeli sobie tego nie życzysz. Jeżeli jesteś sam, możesz sobie szukać partnera. Dzieci mogą zostać razem z rodzicami, jeżeli tego sobie życzą jak dorosną, ale tak się nie dzieje. Jest to możliwe, ale tak się nie dzieje, gdyż nikt nie czuje takiej potrzeby. Tam wszyscy są przyjaciółmi.
A: Organizujecie uroczystości i imprezy tak, jak u nas?
D: Można to zorganizować w każdej chwili, jeżeli ktoś sobie tego życzy, ale nie widziałem podobnych rzeczy jak tutaj.
A: A co jeżeli ktoś się pokłóci z sąsiadem?
D: Coś takiego nie ma miejsca. Nigdy nie słyszałem, żeby coś takiego się wydarzyło. Jeżeli istnieją jakiekolwiek rozbieżności, wtedy zbiera się rada i pytają Księgi Prawa, ale bardzo dawno nic takiego się nie wydarzyło.
A: Co to jest Księga Prawa?
D: Pewien ogromny kryształ, w którym nasi przodkowie zapisali prawa. W istocie są to ogólne zasady zachowania. Jeżeli masz jakiś problem, kładziesz rękę na krysztale i on wysyła do twojej głowy odpowiedź, dającą ci takie rozwiązanie, które jest w zgodzie z prawem.
A: Jak jest to wysyłane do twojej głowy?
D: Nie wiem dokładnie w jaki sposób, ponieważ nigdy tego nie robiłem. Rozumiem, że w pewien sposób wyświetlane są w twojej głowie obrazy, które pokazują ci, co powinieneś zrobić.
A: I wszyscy się tego trzymają?
D: Oczywiście!
A: Dobrze, ale jeżeli ktoś stwierdzi, że on tak nie chce, że chce zrobić coś innego, bo nie jest zadowolony z odpowiedzi?
D: Nie może. Jak można tak nie zrobić, jeżeli to się zobaczyło? Wszyscy trzymają się prawa.
A: Dobrze, ale przypuśćmy, że nie chce, że postanowi zabić osobę, która uczyniła mu szkodę?
D: (śmieje się na głos) To jest niemożliwe. Zabić kogoś, to tak jakbyś zabił samego siebie. Zabójstwo stwarza zakłócenia w Matrixie, obraca się i wraca do ciebie. Coś takiego nie wydarzyło się od niepamiętnych czasów. Być może w dalekiej przeszłości miało miejsce coś takiego, ale teraz to jest niemożliwe, przezwyciężyli to dawno dawno temu. Nie wiem jak ci to wytłumaczyć, ale oni nie wiedzą jak czynić zło. Nie znają takich rzeczy. Po prostu nic takiego nie istnieje. Pamiętam, że kiedy dowiedziałem się, że istnieją takie myśli, wydawało mi się to aberracją.
A: Ale kiedyś to istniało?
D: Tak, ale bardzo bardzo dawno temu. Uczyliśmy się o takich rzeczach, ale teraz one nie istnieją.
A: Możesz mi to przełożyć na ziemskie lata?
D: (po chwili namysłu) Może około 500.000 lat temu.
A: A więc już od 500.000 lat żyjecie w doskonałej symbiozie?
D: Nie, mniej. Na początku było ciężko, dopóki się nie odłączyliśmy.
A: Od czego się odłączyliście?
D: Będziemy to kontynuować w następnej rozmowie.
A: Dobrze.
Pożegnałam się z Davidem i próbowałam zrozumieć to, co mi powiedział. Wracając, zdałam sobie sprawę, że powinnam zadawać mu inne pytania. Aby wydobyć więcej informacji, bardziej precyzyjne. Jednak wszystkie nowe informacje tak mnie wciągnęły, że straciłam koncentrację. Postanowiłam więc przygotować sobie listę pewnych szczegółów, o które chciałabym go zapytać.

II.
A: Myślałam, żebyś opowiedział więcej o tym, jak wygląda życie na Inuaki. Inuaki żyją we wspólnych pomieszczeniach, czy mają swoje domy?
D: Nie, każdy ma swój dom. W istocie nie istnieją domy takie, jak tu na Ziemi, nie istnieją budynki piętrowe.
A: Jakie są te domy?
D: Budowane są w ziemi. Doszli do tego, że nie ma sensu budowanie na powierzchni ziemi, gdyż w ten sposób traci się żyzną ziemię. Z tego powodu, budują pod ziemią. Nad domami hodują rośliny i w ten sposób wszystko jest optymalnie wykorzystane.
A: Z czego są budowane domy?
D: Ściany są z pewnego rodzaju piasku, który jest wymieszany z różnymi kryształami. Przy pomocy fali, mieszanka się topi, tak samo jak przy budowie statków. Z niej tworzone są duże bloki. Każdy szuka części, jakich potrzebuje. Następnie przy pomocy topienia, łączy się je w doskonałe kostki.
A: Macie jakiekolwiek meble?
D: Tak, ale są inne niż te tutaj na Ziemi. Wszystkie tworzone są z materiałów występujących w przyrodzie. Z materiału podobnego zarówno do bambusa, jak i do drewna. Nie nosi się tam odzieży.
A: Więc wszyscy chodzą nago?
D: Tak, jest to zupełnie naturalne. Byłoby to niezwykłe, jeżeli ktoś by się ubrał.
A: I nie jest im zimno?
D: Nie, ponieważ jeżeli jest im zimno, zwracają się do Matrixu o ciepło.
A: Jak?
D: Jeżeli jest mi chłodno, wtedy łączę się z Ogólnym Matrixem i proszę o ciepło. W tej chwili moje ciało natychmiast się ogrzewa i uczucie chłodu znika. To jest tak, jak gdyby mój organizm pomagał mi się ogrzać.
A: Wiesz jak to uczynić również tutaj?
D: Ale nie trwa to długo, gdyż istnieje bardzo dużo zakłóceń.
A: W jaki sposób otrzymujecie światło?
D: W ten sam sposób. Zwracamy się do Ogólnego Matrixu o światło i je dostajemy.
A: Oznacza to, że jeżeli teraz poprosiłabym o światło i połączyła się z Matrixem, wtedy pokój wypełniłby się światłem?
D: Naturalnie, że nie. Tutaj nie jest to jeszcze możliwe, ale z czasem będzie. W tej chwili są silne turbulencje i nie jest możliwe osiągnięcie czegoś takiego. Szczególnie nie na dużą skalę. Można by to osiągnąć przy pomocy koncentracji tylko na moment, ponieważ morfogenetyczne pole Ziemi na to jeszcze nie pozwala.
A: Mówisz, że jeszcze nie, ale tak będzie?
D: Tak, i to szybciej niż myślisz.
A: Kiedy?
D: Wkrótce. Wszystko co mogę powiedzieć to, że to zobaczysz.
A: Prawdopodobnie w kolejnym życiu?
D: Nie, na pewno jeszcze w tym.
A: Wyjaśnij to trochę szerzej.
D: Wkrótce planeta zmieni swoją wibrację.
A: Więc chodzi o słynny rok 2012!
D: Tak. Ziemia wejdzie w piąty wymiar i wtedy...
A: Jak może wejść w piąty wymiar, jeżeli jesteśmy w trzecim? Przeskoczymy czwarty?
D: Jesteśmy już w czwartym wymiarze!
A: Nie, jesteśmy w trzech wymiarach, wszyscy to wiedzą.
D: Wszyscy, którzy nie chcą przyznać, że czas również jest jednym z wymiarów.
A: Czas także jest miarą?
D: Tak samo jak długość, szerokość i wysokość. Wszystko na Ziemi jest mierzalne. Wszystko to wymyślili ludzie.
A: A więc kroczymy wprost ku piątemu wymiarowi?
D: Tak, coś w tym stylu, ale najpierw musimy zrozumieć inne poglądy i stać się świadomymi innych wymiarów.
A: Chcesz powiedzieć, że położymy się spać i jutro obudzimy się w piątym wymiarze?
D: Nie, nie stanie się to w ciągu nocy, ponieważ wydarzy się na Ziemi jeszcze wiele rzeczy. Wcześniej będą widoczne różne znaki. Wszystko się zmieni w czasie trzech miesięcy. W ciągu tych trzech miesięcy zrozumiemy, czym w rzeczywistości jest czwarty wymiar.
A: O jakich znakach myślisz?
D: Przede wszystkim decydujący będzie rok 2009. W drugiej części roku, przez Ziemię przejdą różne katastrofy, które mogą skutkować utratą ziemi. Zaktywizują się również wulkany. Dojdzie do tego, że obudzą się te, o których od dawna myśleliśmy, że są wygasłe. Zwiększy się aktywność sejsmiczna. W 2011 ludzkość będzie musiała stawić czoła silnemu wiatrowi słonecznemu, który uniemożliwi korzystanie z energii elektrycznej. Elektromagnetyczne wiatry uniemożliwią komunikację i środki łączności, z których nie będzie można korzystać.
A: Czy możesz mi powiedzieć kiedy wyruszy nowy, kosmiczny statek na Inuak?
D: Niestety na Inauk nie ma statku!
A: Z tego co powiedziałeś, doszłam do wniosku, że czeka nas ciemny okres.
D: Jak każdy inny okres. Ziemia rozpocznie proces oczyszczania, a my wszyscy z nią musimy przejść przez ten okres. Będzie to ciężki okres, ale warto przez niego przejść. Czeka nas zupełnie inny świat. Nie mogę ci tego lepiej wyjaśnić. Tych rzeczy trzeba doświadczyć. Inaczej nie można tego porównać z niczym.
A: Może to jakiś utopijny świat! Byłaby to piękna historia, gdybyśmy się obudzili w doskonałym świecie.
D: Jak już powiedziałem, będzie tak, ale nie od razu. Będzie kilka pogmatwanych lat, ale w tym czasie wszystko się zmieni. O wszystkim trzeba będzie pomyśleć na nowo. Mam na myśli religię i naukę.
A: Jak myślisz, jak długo będzie trwał ten okres przejściowy?
D: Pomiędzy trzy do pięciu lat.
A: Po 2012 roku, czy przed?
D: Po. Przedtem musimy zrozumieć, że nie jesteśmy sami we wszechświecie.
A: O ile mi wiadomo, w 2012 Ziemia zbliży się do centrum galaktyki, którym jest czarna dziura. Możesz mi wyjaśnić czym jest czarna dziura?
D: Czarna dziura jest miejscem, gdzie nie istnieje żaden wymiar. Jest całkowicie pusta. To jest pewien zerowy punkt wszechświata, gdzie wszelkie stworzenie przestaje istnieć.
A: Skoro nie istnieje nic, do czego to służy?
D: Jest to miejsce, gdzie wszelka materia rozpada się na swoje części składowe za pomocą ogromnej świetlistej siły. Tutaj wpadają zimne planety, asteroidy, komety, kosmiczny pył, wszystko się wchłania. Jeżeli chcesz, możesz to porównać do ogromnego miksera, w którym wszystko rozpada się na części subatomowe i zmienia się w energię, gdyż we wszechświecie nic nie może zginąć.
A: Mówią, że przedostaje się to do innych światów.
D: Nie, jest tak jak powiedziałem. Łącznikami pomiędzy wszechświatami są vortexy (wiry), one istniały zawsze od początku świata. Oczywiście, takie wiry można również stworzyć sztucznie.
A: Jak?
D: Siłą myśli i za pomocą ogromnych kryształów. Emisją myśli do ogromnego kryształu tworzy się myślowe formy, które wprowadzają zakłócenia w Matrixie, i które w fizycznym świecie, we wszechświecie tworzą kanał, jakby podziemny tunel, który jest połączeniem między wszechświatami.
A: A więc musimy zrozumieć, że istnieje więcej wszechświatów?
D: Tak, jest ich dziesięć.
A: I każdy wszechświat jest jak nasz?
D: Nie, on jest unikalny. Tylko na etapie tworzenia są podobne i mają odpowiadające sobie części w Matrixie. Są całkowicie unikatowe i mają swój system.
A: I wszystkim tym steruje Bóg.
D: Zależy o jakim Bogu myślisz?
A: Tym, do którego się modlimy.
D: Tak, wszyscy modlimy się do tego samego Boga, do którego jesteśmy podobni, ale on nie jest Stwórcą. Każdy wszechświat ma swojego Stwórcę i oddzielne istnienia jako liderów. Poza tym, ponad wszystkim tym, istnieje coś wielkiego, nieskończonego, pewna forma energii, która naszym zdaniem jest Bogiem, Źródłem, Bezkresem. Zawiera wszystko, co zostało stworzone. Wszystkie wszechświaty, światy, pozostałych Bogów i istnienia. Wszystko zawiera w sobie.
A: Czy poza nim istnieje jeszcze coś innego?
D: Interesująca myśl, ale Inuaki mają wszystko opisane w Księdze Prawa. Nic podobnego nie słyszałem, ani nie widziałem. Może istnieje, ale nikt jeszcze nie jest na tym poziomie świadomości, aby można było to udowodnić.
A: Niezależnie od tego jak jest, nie jest to ważne. To już i tak przechodzi nasze możliwości pojmowania.
D: Tak, ponieważ wszystko rozstrzygamy na podstawie ziemskiej nauki i wiedzy, ale są to tylko przeszkody dla nas i naszego poznania. Stwarzanie to coś zupełnie innego. Nie ma to żadnego związku z tym, co znamy lub rozumiemy. Człowiek to nie tylko jakiś mechanizm, ale coś dużo głębszego.
A: O tym wiemy wszyscy! W nas zamknięta jest nieśmiertelna dusza.
D: Nie jest zamknięta!
A: Tylko?
D: Dusza, o której mówisz, nie znajduje się w środku ciała, zupełnie przeciwnie.
A: A więc gdzie się znajduje?
D: Na górze, nad wszystkimi istotami.
A: I w jaki sposób jest tam umiejscowiona?
D: Zaraz ci to wyjaśnię. Nad każdym człowiekiem istnieje coś jakby powietrzny balon. Jest to przejrzysty, białawy twór, w którym mieści się d### postaci fizycznej. Pomyśl o tym, jakbyś miała małą kopię siebie. Balon jest przywiązany do ciała grubą skręconą nicią, która odchodzi od niego i łączy się z ciałem w okolicy głowy. Nić ma około 25-30 cm, tyle ma u osoby dorosłej. Po urodzeniu jest bardzo cienka, tylko 1 cm. Jak człowiek się starzeje, staje się coraz grubsza. Przed śmiercią staje się cieńsza, aby umożliwić łatwiejsze odłączenie.
A: Dobrze, ale co jeśli osoba jest młoda i zdarzy się wypadek?
D: To się nie liczy, gdyż grubość nici zawsze odpowiada wiekowi. W przypadku śmierci spowodowanej wypadkiem, dochodzi do zerwania nici i z tego powodu śmierć wiąże się z cierpieniem, gdyż rozerwanie grubej nici jest bolesne.
A: I to wszystko?
D: Nie, oczywiście, że nie. To jest bardzo uproszczony sposób objaśnienia tego aspektu. Jesteśmy związani z tym balonem, ale w miejscu powiązania z ciałem istnieje bezlik nici, które mogą znajdować się nawet bardzo głęboko w ciele. To są jakby korzenie. Mają różnorodne kolory i grubości. Na przykład na poziomie palców są cienkie i niebieskie.
A: Co się dzieje wtedy, kiedy człowiek straci jedną rękę? Czy wtedy nici się wycofują?
D: Nie, zostają na miejscu, jakby ta ręka istniała dalej.
A: Co się dzieje w chwili śmierci?
D: Przed tym zanim nić się zerwie, zaczyna się wycofywać. Najpierw z rąk i nóg, potem z ramion, krzyża, brzucha i głowy, a jako ostatnia wycofuje się z serca.
A: Dokąd się wycofuje?
D: Wszystkie części wycofują się najpierw do pewnego kanału, który znajduje się wzdłuż kręgosłupa. Wtedy są one w sercu i tutaj zostają trzy dni. Dopiero po tym dochodzi do zerwania i balon może odfrunąć.
A: Czy to prawda, że ludzie noszą w sobie swoje czyny?
D: Czyny nie, ale swoje cechy, zdolności, wady, tak.
A: A gdzie pozostają czyny?
D: One zostają w Matrixie. Tam idą, tam się dzieją i tam pozostają.
A: Czy to jest to, co nazywamy Kroniką Akaszy?
D: To jest Ogólny Matrix Stworzenia.
A: To jest jak pewna baza danych, ogromny komputer?
D: Tak, możemy i tak powiedzieć, ale komputer został stworzony, podczas gdy Matrix istniał zawsze. Nie został stworzony, on stworzył nas.
A: Matrixem nazywasz Boga?
D: Nie, Bóg steruje Matrixem. Matrix wciąż istnieje, jak pewna forma energii.
A: Nie rozumiem, możesz to szerzej wyjaśnić?
D: Nie wiem jak.
A: Czy Bóg i Matrix to dwie oddzielne pojęcia.
D: Nie, ale nie są tym samym. Bóg i Matrix zawsze istnieli. Bóg może zajmować się Matrixem, podczas gdy Matrix nie może nic zrobić z Bogiem. Wszelkie stworzenie pochodzi z Matrixu.
A: Opisz Matrix.
D: Matrix jest pierwotną formą energii. Tu znajdują się wszelkie formy myśli, pojęć, koncepcji i energii, które zostały stworzone lub zostaną stworzone. Ze wszystkich wszechświatów.
A: To jest jakby Duch Święty, którego Bóg tchnął w ludzi, w ten sposób ich tworząc?
D: Coś jak to. Ludzi i wszystko, co istnieje, stworzone jest z energii Matrixu, ale Duch jest stworzeniem Boga. Duch jest dziełem Boga.
A: Wiemy, że jesteśmy stworzeni na podobieństwo Boga.
D: Wszystko stworzył Bóg. Rośliny, zwierzęta, a nawet kamienie. Formy, funkcje, cechy pochodzą z Matrixu, gdyż zostały oddzielone od jego energii. Koncepcja jest zatem d###, emanacją Stwarzającego Ja.
A: Czy rośliny również mają taki balon?
D: Tak, wszystko go posiada. Rośliny, zwierzęta, skały, wszystko go posiada. Nawet istoty, których nie widzimy, gdyż nie są we wcieleniu.
A: Dobrze, ale....
D: Wolałbym, żebyśmy przerwali. Czuję się zmęczony.
Po jego wyjściu, siedzę w fotelu, w którym przed chwilą on siedział. Próbuję poczuć jego obecność, zidentyfikować się z nim. Myślę, jaka dojrzałość i mądrość w nim jest, w tym małym chłopcu. Próbuję odebrać jego doświadczenia i myśli. Myśli tworzą się w mojej głowie. Wolałabym, żeby mi odpowiedział, ale wiem oczywiście, że byłoby niewłaściwym, przekroczyć granicę.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
krzysztof



Dołączył: 02 Lip 2007
Posty: 531
Skąd: zielona góra

PostWysłany: 2015 11 29 13:24    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Surprised

fragment z : Farmageddon. Rzeczywisty koszt taniego mięsa .
http://cyfroteka.pl/ebooki/Farmagedon__Rzeczywisty_koszt_taniego_miesa-ebook/p0405269i040
http://www.farmagedon.pl/inne/fragment.pdf
Cytat:
...Ale początki problemu sięgają znacznie głębiej. W latach 40. XX wieku świat był rozdarty chyba najkrwawszym konfliktem w historii ludzkości – II wojną światową. Wkrótce miała się ona okazać nie tylko olbrzymim przełomem w polityce globalnej, ale także zwiastunem bodaj największej rewolucji w najnowszej historii żywności i rolnictwa. Podczas gdy polami bitwy wstrząsały bomby, kładziono podwaliny pod industrializację wsi.

Już trzy dekady wcześniej, w 1910 roku, dwaj niemieccy naukowcy opracowali metodę, dzięki której z azotu atmosferycznego uzyskuje się amoniak, najważniejszy składnik zarówno nawozów sztucznych, jak i trotylu.

W czasie II wojny światowej Niemcy udoskonalili masową produkcję neurotoksycznych związków organofosforanowych jako broni chemicznej, chociaż nigdy ich nie użyto. Po 1945 roku firmy amerykańskie wykorzystały tę technologię w przemyśle rolnym. Cytując Carson: podczas „opracowywania związków na potrzeby wojny chemicznej odkryto, że niektóre stworzone w laboratorium substancje, które były często wykorzystywane do testowania związków chemicznych jako czynników śmiercionośnych dla człowieka, są zabójcze dla owadów (...)”. Grunt został przygotowany i niszczycielska broń stała się przedmiotem masowej produkcji w rolnictwie.

Wielki kryzys w latach 30. XX wieku i poważny zastój w gospodarce, który trwał aż do wybuchu wojny, doprowadziły Kongres Stanów Zjednoczonych do przyjęcia w 1933 roku pierwszej ustawy o rolnictwie – pakietu dotacyjnego, który do dziś pozostaje główną metodą wywierania wpływu przez rząd federalny na sposób produkcji żywności. Ustawa ta została wprowadzona, aby pomóc amerykańskim rolnikom borykającym się z niskimi cenami zalewających rynek zbóż. Zawierała zobowiązanie rządu do wykupienia nadwyżek ziarna, dzięki czemu produkcja przestała być hamowana.

Niektóre z najbogatszych krajów doświadczyły w czasie wojny niedoborów żywności, ponieważ korzystanie z zagranicznych źródeł zaopatrzenia było utrudnione przez działania wroga. W ten sposób państwa te poznały wartość samowystarczalności. Kiedy nastał pokój, wiele z nich skoncentrowało się na powiększaniu własnych zapasów żywności. W 1947 roku w Wielkiej Brytanii przyjęto ustawę rolną, obiecującą rządowe fundusze i wsparcie dla nowych sposobów masowej produkcji opartej na intensyfikacji: zwiększanie wydajności gruntu przy użyciu najnowszych środków chemicznych i farmaceutycznych oraz maszyn. W USA wchodzące w skład amerykańskiej machiny wojennej zakłady zbrojeniowe przekształcono w fabryki produkujące nawozy sztuczne. Pestycydów wywodzących się z neurotoksycznego gazu stworzonego do celów wojennych zaczęto używać w walce z nowym wrogiem: szkodnikami roślin. Odpowiednie techniki upraw pozwoliły zwiększyć produkcję kukurydzy, co doprowadziło do obniżenia jej ceny. Produkowano jej tak wiele, że stała się tanim źródłem karmy dla zwierząt.

Kraje uprzemysłowione miały środki i motywację do przekształcenia produkcji rolnej w proces masowy, co poważnie, choć w sposób niezamierzony, wpłynęło na żywność i wieś. Jakość zastąpiono ilością, która stała się głównym motywatorem. Rolników zachęcano raczej do spełniania minimalnych standardów rynku towarowego, a nie do osiągania jak najlepszej jakości produktów. Dopuszczono stosowanie antybiotyków w hodowli zwierząt, co pozwoliło zmniejszyć zachorowalność wynikającą z trzymania zbyt wielu zwierząt w za małych pomieszczeniach. Leki były też źródłem zwiększonego tempa wzrostu, co w połączeniu z hormonami umożliwiło szybsze tuczenie zwierząt przeznaczonych do uboju.

W całym kraju stare mozaiki gospodarstw mieszanych, gdzie uprawiano różne rośliny i hodowano różne zwierzęta, stały się reliktem przeszłości, zastąpionym przez monokultury – gospodarstwa specjalizujące się w masowej produkcji jednego gatunku roślin lub zwierząt. Rolnictwo nie musiało już pozostawać w harmonii z naturą. Te same rośliny mogły być uprawiane w tej samej glebie raz za razem. Sztuczne nawozy stały się szybkim remedium na wyjałowione pola, a niepożądane chwasty, owady i inne szkodniki można było opryskiwać licznymi chemikaliami. Zwierzęta hodowlane zniknęły z pól, przeniesione do fabrykopodobnych budynków; rolę odświeżania zmęczonej gleby pól i sadów, do tej pory odgrywaną przez nawóz naturalny, uzurpowały sobie nawozy sztuczne. Zaczęto mówić o nowym typie rolnictwa, zastosowaniu w hodowli zwierząt metody linii produkcyjnej oraz pozbawionych widoku słońca zwierzętach, spędzających życie w ciemności i bezruchu. W swojej przełomowej publikacji z 1964 roku Ruth Harrison opisała pokolenie ludzi, którzy w zwierzęciu hodowlanym widzieli „tylko jego współczynnik przeliczeniowy na ludzką żywność”1. Narodził się chów przemysłowy.

Kolejne rządy dopilnowały, aby ten nowy reżim był powszechnie stosowany, udając, że nie dostrzegają jego ukrytych kosztów i konieczności zainwestowania znacznych zasobów w jego rozpropagowanie. Wszystko nabrało przyspieszenia w wyścigu produkcji. Firmy zaczęły specjalizować się w szybko rosnących odmianach zwierząt, takich jak kurczaki, które z małych piskląt przekształcają się w groteskowo wielkie osobniki zaledwie w sześć tygodni – dwukrotnie szybciej niż wcześniejsze pokolenia. Armia doradców i „specjalistów” opłacanych przez rząd nakazała rolnikom włączyć się do tego nurtu albo stanąć w obliczu ruiny. Pamiętam, jak Peter Roberts opowiadał mi o dniu, w którym jeden z tych doradców zapukał do jego drzwi. Było to na początku lat 60. Odbyli wówczas długą rozmowę, ale przekaz był prosty: jeśli chcesz rozwijać swój interes, musisz przejść na intensywną hodowlę drobiu. Powiedziano mu, że oznacza to specjalizację w produkcji dużych ilości kurczaków w wielkich budynkach przemysłowych. Może kupić ptaki i karmę od dużej firmy, a kiedy kurczaki staną się w pełni dorosłe – co nie zajmie zbyt wiele czasu – będzie mógł odsprzedać je tej samej firmie, która zajmie się ich ubojem i sprzedażą. Cały proces miał być sterylny, uprzemysłowiony i zintegrowany. Do niego należało tylko podpisać kontrakt i hodować kurczaki......

Cytat:
...Nie pałętaliśmy się po San Francisco, lecz ruszyliśmy w drogę do Central Valley. Około 5 godzin jechaliśmy na południe, przez bezbarwne tereny rolnicze. Zbliżając się do doliny, zauważyliśmy na horyzoncie dziwny żółtawoszary smog. Przypominał zanieczyszczenie, które unosi się nad dużymi miastami, ale nie było tam żadnego miasta – jedynie fermy mleczarskie wydzielające tyle wyziewów, że jakość powietrza była chyba gorsza niż w zasnutym smogiem Los Angeles.

Oprócz utrzymywania armii krów, Central Valley wytwarza co roku, mimo tak mizernych opadów, że teren ten jest formalnie klasyfikowany jako półpustynia, niewiarygodne ilości owoców, orzechów i warzyw. Są tam pola granatów, sady pistacjowe, winnice21 i drzewa morelowe. Rosną pomidory i szparagi, a całe akry obsadzone są krzewami czerwonych, różowych oraz żółtych róż. Kilometrami ciągną się gaje pomarańczowe i cytrynowe. Migdałowców jest tyle, że pochodzi stamtąd 4 na 5 konsumowanych na świecie migdałów. Brzmi to jak opowieść o Ogrodach Edenu. Nic bardziej mylnego. Okazało się, że jest to miejsce głęboko niepokojące, gdzie – poza prywatnymi ogrodami i bezlitośnie wytyczonymi polami – nie wyrośnie ani jedno źdźbło trawy, drzewo czy żywopłot.

Fenomenalna produkcja owoców i warzyw jest możliwa tylko dzięki koktajlowi chemikaliów i plądrowaniu kryształowo czystych rzek spływających z gór Sierra Nevada. Poprzez bezlitosne katowanie wysuszonej gleby nawozami, środkami owadobójczymi, chwastobójczymi i fumigantami, a także zmiany naturalnego biegu rzek rolnicy zdołali dokonać wartej wielu miliardów dolarów magicznej sztuczki, pozwalającej wycisnąć plony z gleby, która jest tak wyjałowiona z naturalnych składników odżywczych, że równie dobrze mógłby ją zastąpić brązowy polistyren.

Wszystkie te chemikalia sprawiają, że powietrze pachnie bardzo dziwnie. Ściskało mnie w gardle i wywoływało wrażenie, jakby pełzło coraz niżej, do płuc. W tej położonej między górami i wybrzeżem bezwietrznej czarze środki chwastobójcze i owadobójcze rozpylane z przemysłowych opryskiwaczy powoli osiadają na uprawach, pozostawiając w powietrzu delikatną mgiełkę toksyn. W niektóre dni, przy określonej kombinacji temperatury i ciśnienia powietrza, można zobaczyć wiszące nad roślinami chmury chemikaliów. Wszystkie te owoce powinny przyciągać ptaki, pszczoły, motyle i inne owady. My jednak praktycznie wcale ich tam nie widzieliśmy.

Na tej chemicznej pustyni bez wyrazu znajdują się mleczarskie megafermy: fabryki mleka, gdzie zwierzęta są tylko maszynami, które szybko się psują i są zastępowane nowymi. Fermy te pojawiły się w Central Valley w latach 90. XX w., kiedy zostały wypchnięte z przedmieść Los Angeles. Ziemia na peryferiach miasta stawała się coraz cenniejsza, a wraz ze wzrostem populacji pozbywanie się nieczystości wymagało od rolników coraz większych nakładów. Wielu z nich, zachęconych przez pośredników w handlu nieruchomościami, sprzedało wszystko i przeniosło się na prowincję, gdzie szybko odkryli, że właściwie nic nie stoi na przeszkodzie, aby robić, co uważają za stosowne.

Rolnictwo było wówczas zwolnione z obowiązku przestrzegania kalifornijskiej ustawy o czystym powietrzu. Dopiero pod koniec lat 90., kiedy kuzyni George i James Borba wystąpili o pozwolenie na budowę 2 placówek, które miały pomieścić po 14 tysięcy krów na przyległych terenach w hrabstwie Kern, co w rezultacie pozwoliłoby stworzyć fermę mleczarską mieszczącą 28 tysięcy krów, zaczęto zwracać baczną uwagę na potencjalne skutki ekologiczne i zdrowotne takich działań. W pierwszej chwili plany Borbów zostały zatwierdzone, ale ich potężna skala zelektryzowała ludzi, którzy już wcześniej byli zaniepokojeni tym, co obserwowali w Central Valley. Po przedłużającej się batalii sądowej bojownicy zmusili władze do przeprowadzenia pełnej oceny skutków ekologicznych, której wyniki okazały się tak alarmujące, że na zawsze zmieniły reguły gry. Podobne oceny stały się standardową procedurą przy kolejnych podaniach o pozwolenie na budowę, a kalifornijskie wyłączenie rolnictwa z ustawy o czystym powietrzu zaczęło budzić coraz więcej wątpliwości.

Politykę zmieniono wreszcie w 2003 roku, kiedy wprowadzono nowy system udzielania zezwoleń. Teoretycznie rolnicy muszą obecnie stosować się do surowych przepisów dotyczących zanieczyszczenia powietrza i wody, co uważają za brzemię i gorzko nad tym ubolewają. W praktyce usłyszeliśmy – a także zobaczyliśmy – niepokojące dowody, że wielu stale lekceważy te przepisy, a przeciążone władze przymykają na to oko.
Przez kilka dni jeździliśmy po Fresno, Tulare i Kern, 3 hrabstwach, w których wytwarza się najwięcej płodów rolnych w całej Ameryce. Wkrótce natknęliśmy się na naszą pierwszą megafermę mleczarską, składającą się z szeregu gigantycznych hangarów ze stalowej blachy falistej w błotnistych zagrodach. Była jesień 2011 roku; panowała przyjemna temperatura, a na czystym błękitnym niebie świeciło słońce. Część krów przepychała się, szukając cienia pod wiatami. Inne stały w słońcu i wyglądały na znudzone. Nie było trawy, tylko gruba warstwa ziemi i nawozu. Z daleka trudno było odróżnić krowy od stosów gumowych opon piętrzących się na podwórzu.

Podjechaliśmy, żeby się lepiej przyjrzeć. Przez jezdnię przebiegł wielki czarny żuk – był to praktycznie jedyny nielatający owad, na jakiego natknęliśmy się w ciągu 5 dni, kiedy to zawsze towarzyszyły nam chmary czarnych much. Pojawiły się, jak nam powiedziano, w tym samym czasie, co megafermy mleczarskie, a obecnie stanowią istną plagę, atakując domy, szkoły oraz biura, i zmuszając mieszkańców do zakładania siatek ochronnych w oknach i uszczelek wokół drzwi.

Obserwowaliśmy widok, nie wysiadając z samochodu. Odór nawozu powalał – to nie był słodkawy, ziemisty zapach krowich placków, znany nam z angielskich wsi, ale przyprawiający o mdłości smród, w niczym nieprzypominający strawionej trawy. Krowy niewiele się poruszały, zbyt nabrzmiałe od mleka. Jeśli szły, to kołyszącym się krokiem, szeroko rozstawiając nogi wokół różowo-szarych wymion wielkości piłek plażowych. Widywaliśmy te fermy co kilka kilometrów, a w każdej z nich po kilka tysięcy krów wśród błota, blachy i betonu. Większość hangarów wyposażonych była w zardzewiałe wiatraki, żałosną ochronę przed letnim skwarem. Między porami karmienia i dojenia zwierzęta mogły jedynie czekać – na paszę, na dojenie, ewentualnie na leki.

W pobliżu miasta Turlock ujrzeliśmy kilka mleczarskich megaferm, położonych w sąsiedztwie elektrowni – groteskowe przeciwieństwo tradycyjnego pojęcia fermy. W tych terenach nie było niczego wiejskiego: były to olbrzymie, przemysłowe areały z charakterystycznymi ogromnymi instalacjami do karmienia zwierząt i przetwórniami mleka, buchającymi oparami. Obok przebiegały tory kolejowe, po których jeździły pociągi towarowe długie na pół kilometra.

Podejmowaliśmy próby umówienia się na oficjalne zwiedzanie jakiejś fermy, ale na próżno. Okazało się jednak, że to niepotrzebne: większość mleczarskich megaferm umiejscowiona jest tuż przy drogach publicznych. Jedynymi obiektami, których nie udało nam się zobaczyć, były dojarnie, często przypominające gigantyczne, obracające się karuzele. Krowy stoją w kolejce, wchodzą na koło i są podpinane do mechanicznych dojarek. Kiedy wymiona zostaną opróżnione, krowy schodzą z karuzeli, robiąc miejsce kolejnym zwierzętom, i wracają do swoich surowych zagród...


POZDRAWIAM
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum INEDIA, NIEJEDZENIE, POST I INNE TEMATY Strona Główna -> Ziemia Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group