Forum INEDIA, NIEJEDZENIE, POST I INNE TEMATY Strona Główna INEDIA, NIEJEDZENIE, POST I INNE TEMATY
Dyskusje o inedii, niejedzeniu, poszczeniu, dietach i inne.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Aquariadael - Proces Rozwoju
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum INEDIA, NIEJEDZENIE, POST I INNE TEMATY Strona Główna -> Ja, Moje Życie i Moje Doświadczenia.
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Aquariadael



Dołączył: 25 Lis 2013
Posty: 39

PostWysłany: 2013 11 27 07:45    Temat postu: Aquariadael - Proces Rozwoju Odpowiedz z cytatem

OSTRZEŻENIE

10 maja 2014 17:55

Proszę, nie traktuj zawartych tu treści, jako czegoś innego, niż bierne informacje.
Zostały wysnute z mojego własnego punktu widzenia, pod wpływem prywatnych doświadczeń, które nieustannie ewoluują, jak i ja sam.

Nie wszystko, co tutaj napisałem, jest zgodne z moimi obecnymi poglądami.

Informacje i doświadczenia mogą być równie szkodliwe, co pomocne, w zależności od osoby, jej aktualnej świadomości i podejścia.



Zostawiam wszystko, w takiej formie, w jakiej zostało pierwotnie stworzone - by służyło mi w późniejszej analizie własnego rozwoju.
Zamierzam eksperymentować, analizować i doświadczać życie. Dlatego cofanie się do przeżytych doświadczeń, będzie ułatwione, dzięki tekstowi wysnutemu na podstawie chwili obecnej.

Mogę to robić w prywatnym dzienniku, ale pomyślałem, że istnieją osoby, którym zapisane tu doświadczenia mogą być w jakiś sposób pomocne.



Nie zalecam stosowanych tutaj medytacji/czynności, jeśli ktoś odczuwa w stosunku do nich jakiekolwiek wątpliwości.

Chciałbym również dodać, iż nie biorę odpowiedzialności za jakiekolwiek niespodziewane/negatywne doświadczenia, których można doznać przy stymulacji odpowiednich ośrodków, kierując się tym, co jest tutaj napisane.

Mój stosunek do jedzenia jest pozytywny, dlatego nie namawiam do jakiegokolwiek przechodzenia na niejedzenie.

Na zakończenie dodam, iż nie biorę jakiejkolwiek odpowiedzialności, za konsekwencje ewentualnego zignorowania tego, co piszę.



___________________



____________________________________________________________



___________________




Witam!

Na temat Inedii trafiłem kilka tygodni temu. Tak jak zapewne i Wy... "Przypadkiem."
Widzę to jako kolejny etap na mojej Drodze, a nie jako coś, co zawsze chciałem osiągnąć z poziomu ego.

Jeszcze dwa miesiące temu, nawet bym nie przypuszczał, że coś tak odległego i baśniowego po prostu przyjdzie i zapuka do moich drzwi.

Wszystko pojawiło się stopniowo.

Naturalnie.

"Co Ty w ogóle chcesz robić w swoim życiu?!" - Wykrzyczała do mnie matka, nie będąc już w stanie wytrzymać mojego lekceważącego punktu widzenia, wobec swojej rzeczywistości, którą widziała, zamiast Rzeczywistości. Wink

Żadna odpowiedź nie była dla niej nigdy "ta".

Bo widzimy świat inaczej.

Nie starałem się jej usatysfakcjonować, bardziej, niż na tyle, by dała mi spokój.

Od zawsze nie widziałem się w tym systemie zorganizowanej niewoli, jaki widzi każdy Otwarty Umysł, lecz nigdy nie miałem szerszej alternatywy.
Aż do tej pory.

Pamiętam, jak zrodziło się we mnie doznanie, które przelało się na myśli...
"Boże, gdyby tylko istniał sposób, by żyć, jednocześnie zrzucając z siebie kajdany uzależniające mnie od społeczeństwa, to zupełnie poświęciłbym się drodze, prowadzącej do ponownego odkrycia siebie samego. Prawdziwego."

No i się pojawiła.

Genesis Sunfire

http://www.youtube.com/results?search_query=bretarianizm+genesis+sunfire+pl&sm=3

Zabawne, że nawet podczas pierwszej ''głodówki'', nie uważałem, że jedzenie jest AŻ tak...

Takie, jakie Jest.

Dopóki po 5 dniach bez wody i jedzenia, nie zacząłem spowrotem jeść. Zacząłem... Od swojej normalnej diety żywieniowej...Wszystko, co jest w diecie
''normalnego'' ''człowieka''. Żyję w zbyt biednej, a na pewno w zbyt rygorystycznej rodzinie, by zajadać się tylko korzonkami. Wink

Efekt powrotu do takiej diety?

Nie spałem całą noc. Gorączka tak wielka, że tej nocy robiłem za lepsze ogrzewanie mieszkania, niż dwumetrowy piec kaflowy. Po wstaniu z łóżka – zawroty głowy, chęć wymiotów tak wielka, że z trudem się powstrzymałem. (Klęczałem już nad odpowiednim do tego miejscem.)

Teraz pewnie pomyśleliście, że to głupota zaczynać od takiego jedzenia.

Wiecie, co ja Wam powiem?

To jest przecież 'jedzenie.' Takie, a nie inne, ale zawsze JEDZENIE. Składniki odżywcze, witaminy i inne pierdoły. Podobno dzięki temu lepiej się czujemy, aaaa, no i przecież dzięki temu żyjemy! Czasem o tym zapominam! XD

Skoro zacząłem jeść i pić po 5 dniach przerwy, to;

1)Nie powinienem wcale jeść i pić. Dlaczego? Bo nie powinienem już żyć! Podobno po 3 dniach bez wody, człowiek jest martwy. Dobrze wiedzieć, ale oczywiście – wtedy otoczenie uznało, że nie ma podstaw, by mi wierzyć.
2)Mój organizm powinien doznawać euforii... Przecież... To dzięki tej dawce, którą spożyłem, powinienem teoretycznie być teraz żywy. Dzięki temu jedzeniu powinienem się teraz uśmiechać, pisząc tego posta i tak dalej!
Skąd w takim razie stan, który wtedy czułem? DLACZEGO chciałem wyrzygać jedzenie, które wtedy spożyłem, skoro z punktu widzenia człowieka 21-szego wieku, mój żołądek powinien oddawać cześć i dziękczynienie mnie samemu, za ofiarę, dzięki której przetrwa! A on... A on chcę ją wyrzygać! XD

Teraz widzę żywność w takiej kategorii.

Jedzenie to intruz.

Narkotyk.

W wersjach cięższych i słabszych.

Każdy inny pogląd ukształtowany jest przez iluzję.

Wiecie, co mnie najbardziej przeraża?

To, że tylko RAZ czułem się tak źle, po tym, jak zacząłem normalnie jeść. Dlaczego nie czuję się tak za każdym razem, kiedy jem? Odpowiedź pojawiła się od razu; bo organizm nie daję sobie rady z tym wszystkim.

Jest przeciążony codziennymi dawkami... Przestaję walczyć z niektórymi ilościami jedzenia i odkłada je na później, dopóki nie nastanie dłuższa przerwa, podczas której będzie mógł ponownie się nią zająć.

Więc trucizna odkłada się w organizmie.

W takim razie stwierdzenie, że robimy za takie dwunożne, interaktywne i super inteligentne, mobilne wysypisko na dwóch nogach ma w sobie ziarno prawdy... Very Happy Czy to naprawdę jest pierwotny zamiar Boga, który stworzył Nas na Swoje podobieństwo? Ciężka droga, która prowadzi z powrotem do Światła, ale muszę przyznać, że zabawna, bo żeby w Pełni Żyć, cokolwiek to znaczy, trzeba się oduczyć Żyć, jednocześnie Żyjąc. Very Happy

Teraz rozumiem kolejny powód, dlaczego Wysypiska Śmieci są składowane, jak najdalej od ludzkich osiedli. Pomijając już oczywisty fakt ich toksyczności. Ludzie kierujący się ego, podświadomie odrzucają od siebie wszystkie swoje najgorsze lęki i obrzydliwości, zwłaszcza te, które są do nich podobne.

Uwielbiam cytaty Genesisa Sunfire, które brzmią mniej więcej tak: "[...]Skoro jedzenie z naukowego punktu widzenia, to składniki odżywcze i tak dobra rzecz, jak ogólnie ludzie zwykli wierzyć, to dlaczego Ci, którzy jedzą najwięcej, mają największe problemy zdrowotne? Powinni być najlepszymi sportowcami, stojącymi na czele społeczeństw, a wyglądają jak tego zdeformowane przeciwieństwo..[...]."

Albo;

"[...]Wciąż trudno mi uwierzyć, że ludzie podczas rozmowy ze mną, tak mocno trzymają się błędnego poglądu, iż człowiek musi jeść jedzenie, które wytwarza drugi człowiek, by przeżyć. To się przecież nie trzyma kupy. [...]"

Jest jeszcze coś takiego.

"Ale przecież mamy układ trawienny?"

"Nie. To układ anihilacyjny." Zresztą wystarczy się przyjrzeć, jak działa ludzki organizm. Nie trzeba być geniuszem, żeby stwierdzić, że tak naprawdę wcale nie potrzebujemy jedzenia, jeśli się przyjrzymy, bo; Większość jest wydalana przez dolne narządy, tuż po zjedzeniu. Reszta odkładana jest w ciele. (Nam oczywiście wmawiają, że jest wykorzystywane do budowy ciała. Nie. Ono się w nim odkłada, po to tylko, żeby zostać wydalone, kiedy organizm będzie miał czas.

Hmmm...

Więc dlaczego zacząłem jeść, wiedząc trochę mniej, ale jednak teoretycznie wszystko, co powinienem, by nie jeść?

0)Kocham smak jedzenia. Może się wydawać, że to wbrew wszystkiemu, co napisałem, ale ja go wcale nie nienawidzę. Niemal nie pamiętam, jak wygląda i jak smakuję uczucie nienawiści. Ja po prostu staram się zrozumieć prawdziwy obraz żywności i opisuję, co widzę, nie oceniając emocjonalnie.

1)Byłem tak chudy, że zacząłem się bać, co sprawiło, że zwątpiłem w siebie i dopuściłem możliwość, że jestem jednak w błędzie, co w rezultacie zrodziło sytuacje, w której się poddałem.

2)Rodzina.

3)Trzeci powód totalnie podkopał moją wiarę w siebie – ujawnił się problem ze skręconym kręgosłupem, zza czasów gimnazjum.
Kiedy moje ciało się oczyszczało, stopniowo zacząłem to odczuwać. Piątego dnia widziałem skazę, emanującą z tamtego miejsca i dalej, uciskając mój umysł i niemal CAŁE ciało, mocno osłabiając czakramy (korony, trzeciego oka, gardła i podstawy), poprzez zniekształcenia utrudniające przepływ energii. Nie byłem w stanie tego wytrzymać! To uczucie przypomina mi tylko jedno porównanie. Hmm... Dość drastyczne. W moim organizmie wybuchł niewielki granat, a jego szrapnele przebiegły po całym moim ciele, przestawiając biegi kanałów energetycznych. Czułem to tak intensywnie, kiedy nie jadłem, że nie mogłem wytrzymać. Teraz się tym zajmuję i muszę przyznać, że dawno nie czułem się lepiej, ale zadziwia mnie fakt, że wcześniej na to nie zwracałem uwagi, kiedy jadłem. Ahh, mądry i wieczny, a ogłupiony przez kanapki. Very Happy

4)Rozmawiałem z kimkolwiek. Najlepsze, co można zrobić, to zachować wszystko dla siebie, tak długo, jak się da. Nie namawiam do kłamstwa. Milczenie jest cnotą, nie bez powodu. Warto jednak rozmawiać, jeśli istnieję duże prawdopodobieństwo wsparcia. Inaczej – efekt często odwrotny. Podobne przyciąga podobne. Niepodobne odpycha niepodobne.

5)Jedzenie to nie tylko fizyczne uzależnienie, ale PRZEDE WSZYSTKIM psychiczne. Ludzie z tego co widzę, zbyt często skupiają się na fizycznym aspekcie, przez co ostatecznie pokonuję ich psychiczny. (np. W dużej mierze mnie.)

W rezultacie cieszę się, że zacząłem z powrotem jeść. Zrozumiałem wiele rzeczy i zacząłem pracę. Kiedy poczuję, że jestem gotów, to nadejdzie dla mnie kolejny czas próby. Bardzo chętnie będę zdawał relacje na bieżąco w tym temacie.

Życie jest niesamowite i doskonałe. Po prostu odczułem potrzebę, żeby to napisać, nawet jeśli nie ma to dużego związku z tematem. ( A nie, w sumie to ma wszystko. Very Happy )

A teraz najważniejsze rady, które powinny Wam pomóc, a na pewno pomogły mi i wciąż pomagają.

1)JUŻ jesteś gotów. Czas jest iluzją. Jest tylko Tu i Teraz. Uwierz, że jesteś gotów, a prędzej, czy później, w tzw "przyszłości" pojawi się wersja Tu i Teraz, w której będziesz gotów. Nie ma cudów bez pracy. Jeśli uwierzysz, że możesz żyć bez jedzenia, to prędko objawią się te przeszkody, które blokują Ci życie według tej myśli. Poradź sobie z nimi w ten sam sposób! Życie nie jest ani trudne, ani proste. Jest dokładnie takie, za jakie je uważasz.

2)Masz problem z głodem? Skoncentruj się na jego odczuciu, kiedy pojawia się samo pragnienie. Patrz, na nie, nie oceniaj. Nie pozwalaj myślom się pojawiać, ale też nie rób tego na siłę. Rób to intuicyjnie. Można się zdziwić, może przerazić, kiedy mija któryś już dzień, a dzięki temu nie ma głodu, jako takiego, a nawet pragnienia... Po prostu jakiekolwiek doznanie rozpływa się, kiedy na nie patrzysz, oddychając nim, jednocześnie nie oceniając myślami. Very Happy

3)Praca z czakramami. Czy tego chcesz, czy nie, od ich stanu, w Tu i Teraz, zależy w gigantycznej mierze... Wszystko? Czakry to Ty. Skoro myślicie na poważnie o inedii, to jestem pewien, że warto sobie o tym przypomnieć. Tutaj są częstotliwości, których sam używam, do pracy z nimi. Czy to chodzi o wzmacnianie, czy aktywacje – wybór jest olbrzymi. Poza tym, można ściągnąć na komputer, odpalić tryb powtarzania, zgasić światło, założyć słuchawki i odpłyyyynąć. http://www.youtube.com/user/AudioEntrainment

4) Kochaj siebie i traktuj z wyrozumiałością i współczuciem, wybaczaj sobie. ZAWSZE. Nieważne, czy upadniesz, lub jeśli wciąż idziesz. Niech to jednak nie będzie usprawiedliwieniem do czynienia zła, rozleniwienia lub do ulegania słabościom, które jesteś w stanie rozpoznać i pokonać Tu i Teraz. Niezależnie od jakichkolwiek sukcesów, lub porażek, na jakiejkolwiek drodze, miej to na uwadze. Co się wtedy stanie?

Sytuacja, która odzwierciedli, jak lustrzane odbicie, całe to uczucie w fizycznej rzeczywstości.

Tak po prostu Jest.

5)Do oczyszczania organizmu, przygotowującego się na inedię, lub nie tylko - polecam krystaliczną wodę, lub samą literoterapie przy zastosowaniu tych samych kryształów białego kwarcu, których używa się do czyszczenia wody. Lub obie te rzeczy naraz. Kryształ, to doskonały odpromiennik jakichkolwiek przejawów negatywnej energii. (Nie radzę pić oczyszczonej wody z kranu, najlepiej zakupioną wodę mineralną i ją pić po oczyszczeniu. Istnieję 'podobno' najlepszy do tego typ wody mineralnej, ale ja tam nie kupuję żadnej, tylko korzystam z własnego, podziemnego źródła, więc niestety nie pamiętam, jak się nazywała, bo jej nie używałem.)
Podaję tutaj link do sklepu, który sprzedaję kryształy i inne rzeczy, w naprawdę dobrych cenach. Jak coś, to nie czerpię żadnego zysku z tej reklamy, ani nie jestem członkiem firmy. Po prostu przyciągnęły mnie te ceny. Very Happy http://allegro.pl/sklep/20669187_orgonity
Wybór kryształów powinien być zawsze intuicyjny. Jak dla mnie szczotki są lepszym wyborem od pojedynczych kryształów, choć używam i tego i tego.
PS Jak ktoś nie wie, jak obchodzić się z kamieniami, to łatwo może sprawdzić w internecie.

Mnie przyciągnęła ta instrukcja: http://projektinfinitus.pl/swiadomosc/szamanizm/411-kamienie-oraz-krysztaly-najstarsi-medrcy-ziemi-kontakt-i-moc-cz-1.html

(Drugą część można łatwo wygooglować.)


6)Internet! Polecam znaleźć sobie na jakiś czas mnóstwo zajęć. Oglądanie filmów, seriali i wszystkiego, co dusza zapragnie. Byle się czymś zainteresować na dłuższy czas. Jak ktoś lubi gry, to polecam The Longest Journey i Dreamfall: The Longest Journey.

A z filmów Niekończącą się Opowieść. Haha! Tak! Te trzy rzeczy przedstawiają historie na naprawdę wysokim poziomie wibracji, nie jest to pusta kaszka, która podtrzymuję umysł w uśpieniu. Wink

7)Warto przebywać na łonie natury, oddychając świeżym powietrzem. Zwłaszcza, jeśli czujesz się słabszy.

Czuję, że już niedługo będę w stanie ponownie podejść do Inedii i nie uciec. Problem z kręgosłupem mija naprawdę szybko, kiedy ciało i wola jest w pełni skoncentrowana na pokonaniu przeszkody.


Hmmm...

Pomyślałem, że podzielę się z Wami afirmacjami, które mnie kiedyś przyciągnęły i naprawdę pomogły i wciąż pomagają zmienić moje życie. Zamieszczając je tutaj, nic nie tracę. Jeśli ktoś czytając je, odczuję ich mądrość i zachce je stosować, to zrobi to. A jeśli nie, to cóż stracę? Smile
Odczuwam po prostu smutek, że nie mam się z kim podzielić tą wiedzą, bo moi znajomi, jak i rodzice są zamknięci na coś, co jest warte uwagi najprawdopodobniej nieporównywalnie bardziej, niż jakakolwiek wiedza, która ich obecnie interesuję, ale cóż... Wszyscy jesteśmy na innych etapach rozwoju w tej samej podróży.


I am Spirit. I am a drop of God in a sea of God.

I am boundless love. I am infinite joy. I am unlimited wisdom.

I am radiant health. I am eternal youth. I am inexhaustible energy.

By taking two minutes three times a day to embody these affirmations, you will literally and immediately begin changing the way you think and feel about your life, your health and your purpose on the planet. When your inner world changes, your outer world can’t help but follow suit. Within six weeks of regular practice, your transformation will be virtually complete.

Źródło: http://bolstablog.wordpress.com/2011/10/11/powerful-imagining/ (Czytałem tylko to, co wkleiłem. Reszta mnie nie interesowała, ale zamieszczam link.)

( http://www.youtube.com/watch?v=eUl7bOhNwkQ Wypowiadałem w myślach tą afirmację, wizualizując zarówno jej treść całkowicie indywidualnie, z otwarta czakrą serca. Wszystko znacznie dłużej, niż dwie minuty i muszę przyznać, że działa cuda. Jeśli ktoś czuję wątpliwość, to proszę uważać, a najlepiej tymczasowo odpuścić, jeśli pomysł ten bardziej odpycha, niż zachęca. To jest naprawdę intensywne, ale nie zamieszczałbym gdziekolwiek, gdybym nie czuł, że jest to naprawdę dobre.

Podaję również link do książki, która pojawiła się na mojej drodze, kiedy postanowiłem, że chcę wyruszyć drogą inedii. http://pl.scribd.com/doc/22421702/Saint-Germain-Studium-Alchemii Znajduję się w niej jedna afirmacja i wizualizacja, którą warto stosować z otwartymi czakrami. Nie zamieszczam ich bezpośrednio, bo jeśli sama treść książki będzie Was bardziej odpychać, niż zachęcać, to i tak nie będziecie w stanie z nich czerpać, tak, jak się powinno.

http://www.esotericscience.com/Esoteric.aspx

Po wejściu w ten link, na dole, są naprawdę proste i doskonałe w swojej prostocie prawdy życiowe. ( Nie przeglądałem nic, oprócz tego, co właśnie powiedziałem.)

W każdym razie w przeciągu najbliższego tygodnia lub dwóch, nadejdzie ponownie mój czas. Czuję to. Very Happy A wtedy bardzo chętnie będę zdawał relację. Śmieszy mnie to, że nawet teraz, kiedy jem, to jest już coś innego, niż kiedyś. Zresztą, zauważyłem, że stale nie czuję głodu lub pragnienia, jeśli po prostu spojrzę na to uczucie łaknienia, kiedy się ono pojawia. Dziwne, bo jak przechodzę obok jedzenia, to nadal mam ten NAWYK aby odruchowo sięgnąć ręką po jedzenie i je sobie wepchnąć do gęby, nawet jeśli nie jestem głodny. Uzależnienie, jak nic.

Jeśli ktoś nie zgadza się z tym, co napisałem, to bardzo byłbym wdzięczny, gdyby miał na uwadze jeden fakt przed zabraniem słowa. W zasadzie wszystko, co napisałem, opiera się na indywidualnych doświadczeniach, moich, lub nie tylko. Nie twierdzę, że mam rację - znajduję się tutaj przebieg moich myśli, które pojawiły się pod wpływem doświadczeń fizycznych. Żyję, by się rozwijać. Jeśli ktoś chciałby coś dodać, poprawić mnie, lub doradzić, to zawsze będę wdzięczny, ale niech ma to na uwadze. A jeśli nie, to i tak dziękuję za przeczytanie i dotarcie do tej części wypowiedzi!

Kocham Was, Aquariadael.


Ostatnio zmieniony przez Aquariadael dnia 2014 05 11 20:41, w całości zmieniany 7 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
sinsemilla



Dołączył: 20 Mar 2011
Posty: 28
Skąd: Suwalszczyzna

PostWysłany: 2013 11 27 19:22    Temat postu: Re: Aquariadael, Inedia i Garść Wiedzy Odpowiedz z cytatem

cześć ! Cool
Aquariadael napisał:

1)Byłem tak chudy, że zacząłem się bać, co sprawiło, że zwątpiłem w siebie i dopuściłem możliwość, że jestem jednak w błędzie, co w rezultacie zrodziło sytuacje, w której się poddałem.

strach .. bać ... odwrotnie pisane : charts hcarts i ćab Very Happy
no właśnie, to też jest zdaje się jakiś "próg" , blokada w umyśle.
Żeby tylko Słonka było dużo, to pomaga bardzo , przy niejedzeniu.
Ja jestem jedzącą jeszcze osobą, zobaczę sobie ten filmik pana Jericho, może inspiracja będzie.
dzięki.
super !
Trzymaj się .
https://www.youtube.com/watch?v=C3_kG7eM50E
Smile
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Kaos



Dołączył: 04 Paź 2010
Posty: 203

PostWysłany: 2013 11 27 22:17    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

swietna nutka, dzieki tego mi teraz bylo trzeba Very Happy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Aquariadael



Dołączył: 25 Lis 2013
Posty: 39

PostWysłany: 2013 11 30 03:39    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cześć!

Cytat:
strach .. bać ... odwrotnie pisane : charts hcarts i ćab Very Happy
no właśnie, to też jest zdaje się jakiś "próg" , blokada w umyśle.
Żeby tylko Słonka było dużo, to pomaga bardzo , przy niejedzeniu.
Ja jestem jedzącą jeszcze osobą, zobaczę sobie ten filmik pana Jericho, może inspiracja będzie.
dzięki.
super !
Trzymaj się .


Prawdę mówiąc, to nie zauważyłem większej różnicy, kiedy jest słońce, lub go nie ma.
Patrzę na to, jako na proces, kiedy moje ciało ewoluuje do momentu, kiedy jest skłonne żyć, samo z siebie - z energii, którą dostaję i wytwarza. Dlatego myślę, że przez tydzień nie powinienem jeść i pić, by nie zakłócać ewolucji, która prowadzi do tego etapu w naturalny sposób, kiedy człowiek jest gotów. Wink

Oczywiście, samo niejedzenie i niepicie, nie sprawi z automatu, że zostanę bretarianinem.

To musi być mój "czas."

Taki jest mój punkt widzenia, wytworzony na podstawie tego, co mówi Genesis.

A co do blokad umysłu - moje ego, wciąż ma swój dom w moim umyśle, jako zbędna warstwa, wytworzona przez nienaturalnie skręcony kręgosłup.
Z dnia na dzień, oczyszczam całego siebie i nawet teraz cieszę się z rzeczywistości zdrowia, która pewnego dnia będzie Tu i Teraz.

Cytat:
swietna nutka, dzieki tego mi teraz bylo trzeba Very Happy


Cieszę się, że mogłem pomóc. Naprawdę! Nie mogę się doczekać czasów, kiedy nie będzie ona już nikomu potrzebna, bo świat będzie tak doskonały, jak sama miłość. Trzeba cierpliwości i jeszcze więcej Pracy i samego tego bezinteresownego i doskonałego uczucia, by do tego doszło.
Cieszę się, że mogłem zacząć, od wrzucenia tego linka. Very Happy

EDIT: Haha, teraz zauważyłem, że Sinemillia wrzuciła jakiś utwór. Very Happy

W każdym razie!

Nadszedł czas.

Poczułem to, kiedy dzisiaj, po całym dniu niejedzenia i nie picia - nawet tego nie zauważyłem.
Nie chodzi mi jednak zupełnie o ten naiwny detal, bo jest to coś, co zdarza się każdemu.

Myślałem, że powinienem do końca zająć się własnymi problemami z kręgosłupem, ale nie czuję już tego, tak, jak jakiś wielki problem, który dostrzegałem wcześniej.

Wizualizacja Fioletowego Płomienia, oczyszczającego moje ciała ze wszystkiego, czym w istocie nie są i nigdy nie były... Naprawdę pomogła i wciąż pomaga.

Dziękuję.

Po tym, jak zjadłem ostatni posiłek, jakieś kilka godzin temu... Nawet o nim nie myślałem, w tej kategorii, co muszę przyznać - bardzo mi się teraz podoba. Very Happy Możliwe, że w brzmieniu potrafi wywoływać to jakiś rodzaj zbędnego dramatyzmu... "Ostatni Posiłek." Very Happy

Patrzę w przyszłość z ciekawością i niecierpliwym oczekiwaniem, tego, co będzie. I tyle.

Zabawnie to może zabrzmieć, ale... Nie czuję już zupełnie, tego, co kiedyś. Czy jem, czy nie jem, nie ma już zupełnie tej iluzji - najedzenie i nienajedzenie...

Pojawiło się coś innego.

Zabawnie to może zabrzmieć, ale czuję się inaczej.

Tak, jakbym był nim naćpany...

To uczucie pojawia się, nawet wtedy, kiedy przyjmuję posiłki codziennie.

Jeszcze dwa miesiące temu, przez myśl by mi te słowa nie przeszły, ale...

Zaczynam się czuć nienaturalnie, kiedy jem!

Haha, chciałbym zobaczyć minę rodziców, kiedy słyszą te słowa. xD

Do domu wariatów, jak nic.

I to biegiem!

Kiedy zacząłem jeść, po 5 dniach bez czegokolwiek, to widziałem, jak moja nowa świadomość jest ogłupiana.

Czuję teraz coś podobnego, lecz w słabszej formie.

Nie widzę tego, jako coś negatywnego, bo do tej pory potrzebowałem doświadczania rzeczywistości w ten sposób i kto wie - może nadal potrzebuję i jest to swego rodzaju lekcja, której całości jeszcze nie dostrzegam. W każdym razie, jedzenie to świetna droga i oczywiście równie dobra, co każda inna, lecz myślę, że jak większość - tymczasowa.
Cieszę się, ze nie robię nic na siłę.

Tak czy inaczej, wiem, że nadszedł czas na odmianę. Zobaczymy, jaką.

Będę informować o swoich doświadczeniach każdego dnia.

Dwa miesiące temu, nawet nie przypuszczałem, że coś takiego może być wyborem i etapem na Drodze.

A na pewno nie przypuszczałem, że to po prostu pojawi się i stanie na Jej środku, szepcząc ciepłym i zachęcającym głosem - "Doświadcz mnie."

Haha, ciekawe, co jeszcze stanie na tej Drodze.

Pokorny, odziany w szczelny pancerz wiary, ruszam do pokoju luster, szukając swojej prawdziwej twarzy, w prawdziwym odbiciu...

Ciąg dalszy nastąpi... Arrow
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
sinsemilla



Dołączył: 20 Mar 2011
Posty: 28
Skąd: Suwalszczyzna

PostWysłany: 2013 11 30 05:00    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Aquariadael napisał:
Nadszedł czas.

czas czas czas ...
czym jest ? Wink

Aquariadael napisał:
"Ostatni Posiłek." Very Happy

pochwal się , co nim było ? Very Happy
ostatnia wieczerza ?

Aquariadael napisał:

Tak, jakbym był nim naćpany...

jedzenie jak narkotyk. coś w tym jest.
Miłość też jest podobno jak narkotyk, czy zastępuje jedzenie ?
Prana

Aquariadael napisał:

Do domu wariatów, jak nic.

I to biegiem!


ciiii Smile


a wyobrażasz sobie, że można jeść ze strachu ? Rolling Eyes


Trzymaj się Bracie! Mr. Green
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
draq



Dołączył: 08 Lut 2011
Posty: 71

PostWysłany: 2013 12 01 00:38    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Aquariadael nie wiem jak podchodzisz do tematu, ale czuję by podzielić się z Tobą tymi radami:
By zostać inedykiem nie musisz się koncentrować na jedzeniu. Wiele osób interesuje się tym tematem ze względu na obsesje, niedożywienie itp, a praktyka inedii pogłębia jedynie te stany.
Zachęcam Cię do wyrzucenia z umysłu obrazów typu "jedzenie jest szkodliwe, jedzenie jest narkotykiem". Zaprzyjaźnij się z pożywieniem, jedz tyle ile potrzebujesz i wtedy, gdy potrzebujesz. Nie walcz. Gdy zaakceptujesz fakt że musisz się odżywiać, to już tak bardzo emocjonalnie nie będziesz uzależniony od inedii. Warto także, byś nie programował się w drugą stronę, tzn, że jeść musisz. Po prostu niech w Twoim umyśle panuje przekonanie, że jesz tylko i wyłącznie wtedy, gdy chcesz i Twoje istnienie od tego nie zależy.
To na czym warto się koncentrować, to niefizyczna sfera człowieka - praca z energią, świadomość siebie. Po jakimś czasie stopniowo Twoja potrzeba jedzenia zmaleje, a ty może nawet tego nie zarejestrujesz.

Po prostu pozostań świadomy siebie, współpracuj z intuicją i pozwól realizować się Twojemu planowi, bez względu na to jaką przyjmie formę.

Tak naprawdę dla mnie inedia nie ma nic wspólnego z niejedzeniem i brak odżywiania nie powinien być celem. W stanie inedii człowiek odżywia się nadal, lecz w inny sposób.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Aquariadael



Dołączył: 25 Lis 2013
Posty: 39

PostWysłany: 2014 05 02 22:39    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Witam.

Długo nie pisałem.

Prawdę mówiąc, nie pamiętam już, co pisała tutaj ostatni raz, osoba, która była wtedy mną.
To wszystko wydaję się, jakby było w innym życiu.
Całe miesiące tak szybko przeskakuję, pomiędzy innymi wersjami Mnie, że prawdę mówiąc już dawnooo temu zatraciłem jakiekolwiek formy "racjonalnego" myślenia, w których wszystko jakoś "funkcjonowało."
Moje imię i nazwisko są teraz jedynie pustą nazwą. Funkcjonuję w społeczeństwie, ba, nawet jem i rozmawiam "normalnie" ale teraz to wszystko działa na zasadzie "programu" który widzę i obejmuję w jakiś dziwny sposób, jakby umysłem poza umysłem, nie wiem, jak to nazwać. Po prostu go widzę, włączam i dalej jestem tym, za kogo mnie postrzegają. Ba, nawet śmieję się razem z nimi.
Jednak tak prawdziwie, sam w sobie, czuję się jakbym był totalnie pusty, choć słowo to jest zbyt słabe w opisie. Czuję się tak, jakbym był totalnie pustą skorupą, która funkcjonuję wśród ludzi na zasadzie tego programu, który nazywa się (moje imię i nazwisko) są do niego również dołączone etykietki charakteru, które uaktywniam, kiedy pojawiają się różne sytuację.
Jednak im dłużej ćwiczę przepływ energii w swoim ciele, im dłużej zajmuję się kanałami i ich kolejnym odblokowywaniem, im więcej oddaję się obserwacji energii, tym więcej jej zaczynam widzieć, zwłaszcza w nocy, kiedy to miriady elektrycznych punkcików, trwających w wiecznym ruchu, składają się na pozornie trwałą, rzeczywistość fizyczną. Uwielbiam na to patrzeć. Im dłużej zajmuję się obserwowaniem tego, w sobie, wszędzie, tym jest więcej mnie i mniej mnie zarazem. Wszyscy jesteśmy wszystkim nabiera dosłownego znaczenia. Kiedy tylko odpływam w to postrzeganie, czuję, że to jest coś, co mnie wypełnia, kiedy tylko na to pozwolę, zlewanie się ze światem w jeden potok.. Wszystko trwa wtedy w nieopisanej ekstazie, której nigdy nie będę w stanie nazwać słowami. Czuję wtedy, że to jest jedyny stan, w którym chcę pozostać, jedyny ja, którego mogę w pełni zaakceptować. Totalna jedność ze wszystkim. Po 6ciu godzinach trwania w bezruchu, kiedy zostałem znaleziony przez grzybiarza, natychmiast zostałem przywrócony do "rzeczywistości", kiedy to zaczęły budzić się we mnie stare programy, znowu zacząłem się czuć, tak, jak czuję. Domyślam się, że jeśli cokolwiek mam obrać za cel, który doprowadzi mnie do pierwotnego stanu, to będzie nim totalne połączenie się ze wszystkim, poprzez stopniowe zdejmowanie z siebie tych nienaturalności, określonych przeze mnie mianem programów?
Tak bardzo boli mnie to, że ze wszystkich osób, które znam w swojej namacalnej rzeczywistości, tylko ja robię, co robię. Jeśli tylko wyjdę ponad program, powiem cokolwiek, od razu się zaczyna.
Mimo iż mam 20 lat, to czuję się, jakbym był coraz młodszy. Cofam się, ale to się dzieję tak szybko, jak gdybym spadał z jakiejś olbrzymiej góry, na którą wspinałem się przez całe życia, nagle przysysany przez grawitację. Gdyby ktoś zapytał mnie, na ile lat się czuję, to bez wahania odpowiedziałbym, że czuję się tak, jakbym miał 9 lat. Dlaczego akurat tyle? Po prostu tyle. Odpowiedź po prostu jest i uśmiecha się we mnie, ze mnie. Czuję, że mógłbym wyrwać się z tego wszystkiego i spadać jeszcze szybciej, tam, gdzie znajdę całego siebie, ale kiedy tylko o tym pomyślę, czuję strach. Tak daleko odszedłem od początku, że skok w ciemność jest równomiernie przerażający dokładnie proporcjonalnie do odległości.
Boję się tego spadania, lecz każdego dnia, kiedy widzę siebie w sobie, coraz bliżej siebie, wiem, że to jest TO.
Kiedyś miałem problemy z jedzeniem, kiedyś niejedzenie było celem, lecz od momentu, kiedy po prostu zobaczyłem, zrozumiałem, że wszystko jest energią i tak naprawdę już teraz jestem tym, kim dążyłem, by być, bo już przyjmuję energię, jestem nią, wszystko jest.
Kontynuuję opis tej historii, ponieważ po prostu to robię i będę to robić. Codziennie, po kilkanaście-kilkadziesiąt razy dziennie odnoszę de-ja vu, nawet teraz, czuję to tak, jakby dopełniał się w tej chwili wcześniej napoczęty wzór, niemal jak w matematycznym równaniu, którego wynik pojawia się właśnie w tej chwili, słowo w słowo, wypowiedź, która tutaj jest.

Przepraszam, że nie odnoszę się do wcześniejszych wypowiedzi, ale nie ma już tej wersji mnie, która powinna to zrobić, więc nie robię tego wcale.

Bardzo byłbym wdzięczny, za prostą pomoc w mojej drodze - napiszcie, co czujecie pod wpływem mojej wiadomości. Tylko tyle. Wszyscy jesteśmy na swój sposób lustrami odbijającymi rzeczywistość, lecz większości z nas brakuję jakiejś części. Wszyscy szukamy swoich odłamków. Być może w lustrze któregoś z Was, znajdę dokładnie to odbicie, którego brakuję w moim niepełnym lustrze.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Aquariadael



Dołączył: 25 Lis 2013
Posty: 39

PostWysłany: 2014 05 08 15:14    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

W zasadzie, odkąd pierwszy raz dowiedziałem się o możliwości istnienia życia bez jedzenia – od razu przeszedłem do działania i odstawiłem wodę, wraz z żywnością. Bo taki zwyczajnie jestem.

Dominującym elementem żywiołu, który odpowiada mojemu charakterowi jest ogień.
Nie lubię analizować, nie lubię myśleć - ja po prostu coś robię, kiedy czuję potrzebę, by to robić.

Działam w określonej dziedzinie/czynności ZAWSZE tak długo, jak tylko pali się wewnętrzny żar, który napełnia siłą i motywacją, moje obecne działanie. Bez tego, w zasadzie dryfuję w psychicznym stanie nie-bycia, nie interesując się niczym i pozostając totalnie pusty, nawet jeśli na pierwszy rzut oka jest inaczej.

Minęło już prawie pół roku, od momentu, kiedy zakończyłem 5-cio dniowe niejedzenie/nie picie. Działo się to głównie dlatego, iż podczas pierwszego Przejścia, odkryłem drastyczne uszkodzenia/zniekształcenia na szerokiej skali, w całym moim ciele.
O ich istnieniu nie miałem wcześniej żadnego pojęcia.

Do tej pory pamiętam, że kiedy wracałem do jedzenia, pojawiło się to"uczucie" że mogę żyć, zasilając się w inny sposób, bez jedzenia. Pamiętam to wrażenie bezsensowności, w powrocie do dawnego nawyku.

W tym samym momencie, miałem również wielki natłok myśli, które się uwalniały, będąc wcześniej stłumionymi.
Nie wiedziałem, co mnie dalej czeka, jeśli pójdę tą drogą. Czułem się tym wszystkim zasypany, lecz głównym powodem mojego zwątpienia, oprócz wagi, były uszkodzenia.
Natłok wszystkiego, przytłoczył mnie wszystkim. Smile

W wielkiej mierze rany były wynikiem starego wypadku, podczas którego mój kręgosłup został skręcony. Inne, pojawiły się, znajdując swoje źródło w tym problemie fizycznym i jego ignorowaniu, wynikającym z niezrozumienia i mojego i cywilizacyjnego.
Cały czas problem ewoluował, nie będąc odpowiednio potraktowany.

Jadłem od tamtego momentu i ćwiczyłem, by wrócić do zdrowia, którego, jak się okazało - daaaawno tak naprawdę nie miałem. Poczucie blokad/uszkodzeń fizycznych w sporej mierze zostało, lecz nie było przytłaczające.
Wyglądało to mniej więcej tak, że miałem dni, kiedy w ogóle nie jadłem i nie piłem i ćwiczyłem, ćwiczyłem i jeszcze raz ćwiczyłem.

Było wiele mylnych momentów, w których myślałem, że problem już odszedł – jednym z jego efektów, była tutaj moja dużo wcześniejsza wiadomość, natchniona młodzieńczym zapałem – informująca o rychłej próbie Przejścia. Zakończyła się ona jeszcze większym odkryciem złóż blokad, którymi musiałem się zająć.

Mój trening wyglądał w taki sposób, że odnajdując ciche, prywatne miejsce, wyłączałem całkowicie działanie umysłu i pozostając pusty, pozwalałem mojemu ciału "być". Wtedy, przenosiłem koncentrację w miejsca, w których czułem konflikt.
Wszystko zaczynało się dziać samoistnie.
Moje ciało zaczynało ruszać się bez mojego świadomego działania, na podstawie energii, która próbowała przedostać się do miejsc w ciele, które zniszczenia wewnętrzne blokowały. Przybierałem pozycje, które na początku były proste, i jak się okazało – do tej pory unikałem ich, myśląc, że tylko "Z WYGODY...." Po czym ewoluowały do skomplikowanych. Wręcz wyjętych z książek dla joginów.
Za każdym razem, kiedy energia ruszała moim ciałem, przybierałem figury, w których czułem, że już bardziej się nie mogę napiąć/skręcić. Po czym szedłem jeszcze dalej. A potem jeszcze... I oddychałem tym napięciem w ciele, po czym wszystko powoli puszczałem, kiedy miałem świadomość, że bardziej już nie mogę tego utrzymać.
Czułem drętwienie za każdym razem, lecz kiedy kończyłem, krążenie wracało do tych miejsc bardziej i bardziej.
Z tygodnia na tydzień, czułem się coraz "lżej" i "luźniej".
Niekiedy, podczas treningów bolało mnie tak, że myślałem, iż wariuję, lecz nigdy nie miałem poczucia, że jeszcze trochę i się skrzywdzę.
Nigdy nie myślałem, żeby tego uniknąć, bo czułem powolną, ale posuwającą się niestrudzenie naprzód, poprawę.
Wtedy, jedzenie przychodziło mi z pomocą, oferując otępienie i przyjemność, której po treningu tak potrzebowałem. Zrozumiałem, że to jest kolejny dowód za tym, że jedzenie jest najpotężniejszym narkotykiem, lecz tak jak wszystko – może pomóc nam zrozumieć siebie i służy pomocą, jeśli ktoś szuka w nim pomocy.

Dzisiaj minęło kilka miesięcy. Czuję się tak, jakbym miał 9 lat. Po prostu. Widocznie, musiał mi się gdzieś wryć ten wiek, kiedy go przeżywałem, że aż tak kojarzy mi się z psychicznym stanem lekkości, jaki teraz doświadczam.

W każdym razie, przyznam, że to pół roku było dla mnie zdecydowanie najcięższym etapem w życiu i proporcjonalnie do tego - najprzyjemniejszym.
Zmiany zachodziły i wciąż zachodzą na każdym polu. Najbardziej ucierpiałem, znosząc psychiczne. Wraz z ich konsekwencjami/doświadczeniami.
Było i wciąż jest warto, bo czuję się tak, jak już zapomniałem, że można się czuć.

Do tej pory miałem świadomość, że całe ciało jest ze sobą połączone, ale NIGDY nie wiedziałem, że aż do takiego stopnia!!! Dla przykładu – żeby przywrócić prostą, całkowicie naturalną pozycję – musiałem ćwiczyć w zasadzie WSZYSTKO.

I choć minęło tyle czasu, tyle setek wielogodzinnych treningów, to wciąż czuję, że jeszcze mam drogę do odbycia przed sobą w tej kwestii.

Przeraża mnie to, co widzę, mając na uwadze doświadczenia z własnym ciałem. W zasadzie WIĘKSZOŚĆ osób, które mijam, zdecydowanie 60-80% ma jakiś widoczny problem z postawą, co jest wynikiem konfliktu/blokad w ciele. Większość trwa w słodkim uśpieniu, nie próbując w jakikolwiek sposób interpretować "ciężkości/nie lekkości" w jakichś miejscach w ciele, wierząc, że są "normalne." Kryję się często za nim szereg innych, tworząc obecny stan, bo CAŁE ciało jest połączone. Dosłownie. Im dłużej się to ignoruje, tym szybciej przychodzi zapomnienie, z którym nieodmiennie idą podobne do tych, stwierdzenia. "Ech, starzeję się.", "Reumatyzm...", "Jak będziesz w moim wieku, to zrozumiesz..."
Taki stan jest WŁASNYM WYBOREM. Ciało nieustannie ewoluuję.

Każdego dnia, ubywa mnie takiego, jak się znam, by na to miejsce wróciła wersja mnie, która naturalnie zajmuję tam miejsce.
Nie wiem, jak to inaczej nazwać, ale jednej rzeczy jestem pewien – już NIGDY NIE PUSZCZĘ SWOJEGO ZDROWIA W IGNORANCJE A NASTĘPNIE W ZAPOMNIENIE.
Prawdę mówiąc, nie czytałem swoich wcześniejszych postów, które tutaj umieściłem, bo nie mam ochotę czuć tego, co czułem, kiedy je pisałem, gdy byłem tamtą wersją siebie. Więc możliwe, że się powtarzam w jakichś kwestiach.

Trudno.

Bardzo pomogła mi i wciąż pomaga, ta książka i jej wiedza o ośrodkach energetycznych, o których nie miałem pojęcia do tej pory. Do niedawna myślałem, że człowiek ma 7 głównych ośrodków energetycznych, a nie 13. Zamieszczam ją wraz z utworem, który ZAWSZE utrzymuję mnie w stanie relaksacji, kiedy tego potrzebuję.

https://www.youtube.com/watch?v=hgy0zYLPT-I

http://soniabos.com/site/media/pools/doc.pdf?wb_8579_session_id=b7390f7c89ec95280a9b74ee0e778a4a

Zamieszczam ten post, jako efekt swoich przemyśleń i zarazem dialog z samym sobą. Dla Waszej dowolnej interpretacji. Robię to przede wszystkim dla siebie w ramach terapeutycznych, by w jakiś sposób to "puścić". Będę szczęśliwy, jeśli efektem ubocznym będzie to, że doświadczenia tutaj zamieszczone, ktoś odnajdzie jako pomocne.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Aquariadael



Dołączył: 25 Lis 2013
Posty: 39

PostWysłany: 2014 05 08 22:10    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

8 Maja 2014




Dzień 1




15:48


Dzisiaj jest pierwszy dzień niejedzenia i nie picia. Nie kieruję mną żaden motyw, oprócz zwykłej potrzeby ponownej eksploracji tego tematu.

Do tej pory nie działo się nic ekscytującego. Zamierzam przez cały proces opisywać moje doznania i medytować przez niemal cały czas, kiedy zwyczajnie odczuję chęć, by to zrobić.
Nie czuję się zupełnie głodny, choć pojawiał się już odruch, by sięgnąć po coś. Tak po prostu sięgnąć.
Czas, w którym przebywam wśród rodziny - ograniczam do minimum.

Póki co mam jeden sympton – ciągle odkasływuję, by wydzielina zaległa w organiźmie, spłynęła tam, gdzie spływa. Niedawno byłem przeziębiony, lecz coś tam musiało zostać, skoro tak reaguje organizm.

Prawdę mówiąc, użyłbym nawet stwierdzenia, że czuję się lekko znużony, lecz nie senny. Wciąż boli mnie głowa, po ostatnim swoim "treningu", ale nie jest to objaw postu... JESZCZE.

Nie czuję żadnej potrzeby, aby odpłynąć w swoje doznania i medytować, nad tym, czego doświadczam. Ponieważ na chwilę obecną, nie doświadczam niczego, co wybijałoby się znacznie ponad zwyczajowy nurt doznań, choć czuję, że trzecia czakra, odpowiadająca za oczyszczenie, powoli daję o sobie znać, drgając.


17:26

Jednak odpłynąłem w swoje doznania. xd

https://www.youtube.com/watch?v=ToV_PpJ1MnI

Od 2h słuchałem tego, na krześle przed komputerem, w pozycji kwiata lotosu. Aktywując obszary energetyczne w rejonie umysłu. Gdzieś w pamięci mam zakodowane, że stymulacja przysadki mózgowej i okolic jest przydatna w procesie przejścia na odżywianie energetyczne. Efekt = w momencie, kiedy skończył się track dźwiękowy, zdałem sobie sprawę, że cała moja głowa pulsowała od energii. Emanowała od środka mojej głowy, rozlewając się przyjemnymi, ciepłymi, aczkolwiek męcząco intensywnymi falami.

Czuję, że proces oczyszczania rozpoczął się. Zaczynam mocno odczuwać niektóre ośrodki w ciele, choć w danej chwili moja koncentracja nie odbiega w te rejony. Oczywiście mógłby to być efekt odbytej przed chwilą medytacji, jednak po prostu czuję, że ona jeydnie przyspieszyła to, co i tak by przyszło.

Zamierzam podtrzymywać swoje ciało, za pomocą energii, która wypływa po aktywacji 6-stego ośrodka energetycznego. Jest bardzo... intensywna. Nie jestem przyzwyczajony do jej tak mocnego odczuwania, ponieważ jest to miejsce, które przez większość czasu było stłumione przez defekty wewnętrzne.
Zobaczymy, jaki zrodzi to efekt na przestrzenii najbliższych dni.
Intuicja podpowiada mi, że będę musiał robić to często, jeśli podtrzymam ten zamiar.
Jestem otwarty na inne alternatywy, które pojawią się w trakcie procesu, ale ta ekscytuję mnie najbardziej.

W każdym razie, czuję, że zapowiada się interesujący eksperyment. Konsekwencji nie widzę dość wyraźnie, choć mam dobre przeczucia.

Może to zabrzmieć śmiesznie, ale na chwilę obecną, nie mam ochoty na ZUPEŁNIE nic innego. Czuję się tak, jak podczas seksu, kiedy jest tylko chwila obecna, Ty i Partner. Mam na myśli, poprzez to porównanie, iż nie ciągnie mnie do jakichkolwiek innych czynności, oprócz tego, co jest Teraz.

Choć wiem, że gdybym był najedzony fizycznym pokarmem, to miałbym w tej chwili ochotę robić wiele innych rzeczy. Wynikałyby ze zmian hormonalnych, które nie są ani złe, ani dobre, choć ostatnio mi zbyt ciążą, więc chętnie zrobię sobie od nich przerwę.

Obecne doświadczenia mi wystarczają, choć nie ukrywam faktu, że zabawa w słowa, kiedy próbuję dopasować je do obecnych doznań, do czegoś, czego nigdy w pełni tak naprawdę nie opiszą, jest również interesująca.

Pisząć to, zdałem sobie sprawę, że mój węch jest już mocno wyostrzony – odczuwam zapachy z kuchni, mimo, iż nigdy nie zdarzało mi się to na przestrzenii... od ostatniego postu. Pojawiła się ochota, ale od razu zastąpiłem ją doznaniem, że wcale tego nie chcę. Odchodzę od dziennika. Zwyczajnie czuję, że na chwilę obecną wyczerpałem, co miałem wyczerpać.

19:21

Czuję coś w rodzaju pół-głodu. Raczej efekt odstawienia. Tak. Z jednej strony ciągnie mnie do jedzenia, z drugiej – zaczyna pojawiać się to uczucie, ta świadomość, że nawet jeśli zjem – nie poczuję żadnego "zaspokojenia", lecz tylko konsewkencje – uczucie, że coś jest w środku mnie, po czym będzie doznanie trawienia tego, lecz nie poczuję w żadnym razie poprawienia swojego stanu fizycznego. No i cofnie się efekt oczyszczania. Więc w zasadzie będę czuć się gorzej. Nic poza tym. Pamiętam ten etap u siebie.

20:31

Jedna rzecz się jednak zmieniła, w stosunku do poprzedniego postu.

Wszystko dzieję się znacznie szybciej!!!


Czuję, się tak, jakbym był w trakcie średnio-głębokiej medytacji, mimo, iż normalnie funkcjonuję.
Dosłownie tak, jakbym sobie żył z na wpół otworzonymi centrami energetycznymi.
Jakbym się częściowo zlewał z energią, normalnie sobie funkcjonując.
Czuję się jak jeden wielki potok energetyczny, non stop drgający wewnątrz, ale tak intensywnie, jak... Sam nie wiem. XD JA JEBIE - te słowa doskonale opisują, to, co przychodzi mi na myśł, kiedy próbuję znaleźć odpowiednie słowa opisu. xD Definitywnie jest to jedno z najbardziej intensywnych doświadczeń, jakie potrafię przywołać sobie w ogóle w pamięci.
Nie mam pojęcia, jak w takim stanie mam zasnąć. Już się ściemnia. XD Przeważnie o tej godzinie czułem się wycieńczony, a teraz się czuję tak, jakbym mógł wybiec, rozłożyć skrzydła i odleciećććććć, lecieć... HEEEEn
Teraz, kiedy przelewam te doznania na słowa, zdałem sobie sprawę, że wszystko trochę osłabło, jakby nieco zawstydzone.
Jedno doznanie jest wciąż niezmącono wyraźnie. Niedawno Nic było praktycznie głównym uczuciem, jakiego doznawałem, a teraz czuję się jakbym był totalnie naćpany, w taki naturalny, czysty sposób. xD
Chyba pierwszy raz od dawna jestem szczęśliwy, tak po prostu naturalnie szczęśliwy.

Jeden z kolorów tęczy uczuć, których doznaję, przypomina mi stan, kiedy byłem pijany i w euforii rozmawialiśmy z przyjaciółmi, o byle czym i śmialiśmy się z byle czego, tak, jakby była to najzabawniejsza rzecz na świecie, a w istocie, rzeczy, które mówiliśmy były totalnym stekiem bzdur z jakiegokolwiek innego punktu widzenia, oprócz tego, w jakim się znajdowaliśmy. xD
Kiedy zamykam oczy, czuję, jak zatapiam się w tym wszystkim i odpływam w trans, czysto samoistnie zlewam się ze wszystkim, ale... Nie chcę! Teraz się bawię!!!;D
Jutro udaję się w długąąą podróż do lasu, ale teraz słuchaaam muzyki! Totalnie głupiej, ale żywej jak chyba jeszcze nigdy dotąd! Nie mogę uwierzyć, że tak proste dźwięki mogą sprawiać tyle radości! xD
https://www.youtube.com/watch?v=TDq4kXCskgM
I się śmieję szczęśliwy! Boże, każda głoska ma taki wyraźny, naturalnie piękny wydźwięk! Jeszcze tydzień temu tego słuchałem i totalnie mi się nie podobało!!!!!! xD
Teraz DJ zapuszczaaaaa, uwagaaaa.... Bałkanica! Kiedyś przy tym ostrooo balowałem.
http://www.youtube.com/watch?v=Pqaxe5o2Apo&hd=1
Boże, nie wierzę, że to wszystko piszę, hahahah. ;D Ale czuję się tak zajebiście zajebiście, jakbym dopiero co tworzył definicję do tego nowo odkrytego stanu, doznania, które nie istnieję gdziekolwiek indziej, jak w Uniwersum mojego umysłu.
HAHHAHA Nie wiem nawet, jaki sens ma to, co piszę, ale to totalnie wylatuję i przelatuję przeze mnie. xD Walić sens! xD W ogóle kto wymyślił słowo "sens"? Co to ma w ogóle znaczyć. HHAHAHHA xD
Nic już nie ma sensu a zarazem dopiero wszystko zaczyna go nabierać. xD
Mam totalnie gdzieś fakt, czy ludzie to czytają, lub czy umrę z głodu, lub czy wyhoduję skrzela i zamieszkam w jakimś zbiorniku wodnym. xD To by miało sens, hahaha. xD Nie wiem, jaki sens ma to, co teraz piszę. Można to dopisać do tego etapu postu, w którym zrzucają się na głowę stłumione emocje, hahah. xD
Walić sens.
Piszę, co piszę, żeby pisać i żeby było. ;D Pisanie tego, co czuję, a ciągle coś czuję, jest cudownym zajęciem, którym chcę zastąpić nuuuuuuuudny rytuał pochłaniania. Już nawet nie dla siebie, lecz dla smaku, który mają potrawy JAki to ma sens? buuu. nie chcę już tego. nieeee. Teraz chcę bałkanicę. ;D
"Przynieście dla mnei wina dzba...." A sorrka,ja już nie pije, teraz czysta energia;DD HHAA
Ale wersja
"Będzieee głośno, będzie radośnie, znów przetańczymy całą noc!" Jest jak najbardziej na miejscu, ZAWSZE!!!!! HAHHAHA Boże, dosłownie przeżywam umysłowy orgazm, za orgazmem, pisząc te słowa. xD Hahhaha. Walić sens!
"Polejcie wina również im"..... Ale nie mi! HHAh xD
"Będzie zabawa, będzie się działa i znowu noc.. Bęęędzie mało, beęęędzie radośnie, znów przetańczymy całą noc!!!!!!"
Już się ostudzam, cholera. xD Ale wciąż czuję się tak, jakbym był tą piosenką. Dosłownie ona leci, a czuję się tak, jakbym to ja leciał w niej. xD Hahaha, rękę daję sobie uciąć! Dosłownie tak to czuję. Ludzie mówią o bretarianiźmie, że jak człowiek nie je, to osiąga Tao. A nikt nie mówi o tym, że istnieję ryzyko odczuwania nieustannie czystej radości z najbezsensowniejszej, szarej i jednym słowem beznadziejnej rzeczywistości. ;D To jest motywacja!!! Jezu, ale mam ochotę wylecieć na swoich skrzydłach i oświecić całą ludzkość, bo tak. xD ALe teraz Bałkaa... Albo nie. Idę poszukać czegoś innego, z czym będę mógł się zespoić w jedność.xD Hahahha, ale mam ubaw, sam ze sobą. Boze. HHAHAH xD
Tak jak już powiedziałem, będę spamować w tym temacie, jak żywo! Jak ktoś tego nie chcę czytać, to niech nie czyta, ale cholera jasna, jakie to ma terapeutyczne działanie na mnie! Z jednej strony walą mnie wibrację od środka, cały drgam i wszystko wiruję, pojawiają się wątpliwości, ale widząc, jaki jestem szczęśliwy, spierdalają tak szybko, że nawet kurz nie jest w stanie się do tego czasu unieść w powietrze ;DDDDD W sumie, to mogę nawet umrzeć, teraz, w takim stanie. Czuję się tak, jakby wszystko było jednym i tym samym - wielką rozkoszą dosłownie ze wszystkiego, ze wszystkim i wszędzie. xD Więc czym jest śmierć, jak nie tylko jedną z barw tej cudownej tęczy?Jezu, mam nadzieję, że następne dni będą równie niespodziewanie doskonale zaskakująco, jak to teraz ma miejsce xD Dosłownie leceee, jakbym się czegoś nawciągał, ale znaaaaaaacznie lepiej. Jezu, po co komu narkotyki, jak ma swoje ciało i mnóstwooo sposobów, by sprawiać sobie przyjemność. W zasadzie tyle, ile tylko chcę. Ale wszyscy wolą myśleć, o tym, jak to jest h##, a nawet nie widzą, że sami są ze złota, w złotym świecie, tworząc złoto. xD A zamiast tego mówią, że złoto jest psią kupką. To jest sens? HHAhaha xD Nie no, wiem, że ludzie nie są świadomi i tak dalej. Ale jezu, dosłownie WSZYSTKO, czego nie napiszę pod wpływem, tego, co czuję, JEST DOSKONAŁE. Nie wiem, co inni będą czuć i czują, widząc to, co właśnie tu płodzę, ale ja się czuję w taki sposób, jakbym czystością swoich myśli tworzył diamentowy most, prowadzący wszystkich ludzi z bagien nudnej rzeczywistości, do niebiańskiego raju, w którym wszystko zatraci stary, fałszywy sens, na rzecz rzeczywistości tak niesamowicie wspaniałej, że nie istnieję jeszcze istota obdarzona logicznym umysłem, która nie byłaby rozmyta w proch, w chwili, w której próbowałaby obrać to uczucie w nuuuuudne i logiczne słowa.

Jezuu, dalej się to dzieję.

Znowu wszystko przyspiesza. xD Zapuściłem jakiegoś walniętego koreańca w tle i stapiam się z tym, co słyszę. ;DDDD
http://www.youtube.com/watch?v=9bZkp7q19f0

Nic nie zacytuję, bo za nic nie wiem, co on tam mamrocze, ale to nie ma żadnego znaczenia, bo energetyka tej piosenki działa na mnie tak stymulujaco, że w zasadziie może zapowiadać koniec świata, w tym swoim śmiesznym języku xD WWalić go, walić sens. xD

JEzu. JUż nie czuję żadnego, jakiegokolwiek negatywnego uczucia w swom żołądku, choć przyznam, że z podniecenia psychicznego i chyba na wszystkich znanych mi sferach, poczułem niewielką suchość w ustach, ale jak koncentruję się na jej doznaniu, od razu się rozpływa. xD Walić sens. Hhahaha xD

Boże, co spowodowało, że tak się czuję?Czuję, że zadając to pytanie, obrażam samego siebie. A CZY COŚ SIĘ MUSI DZIAĆ, ŻEBYM BYŁ SZCZĘŚLIWY? Czy naprawdę o wszystko trzeba walczyć, by się z tego cieszyć? Nie można się zwyczajnie cieszyć z tego, że się cieszę? Hahha je##ć sens. xD
Co to w ogóle sens. Niby takie nic, a jednak takie coś i jak ludzie się tego trzymają, to JEST i psuję, to co jest przed Nim samym. xD
Wszystko dzisiaj ma sens i nic nie ma sensu.
DObra, koreaniec się wyczerpał. NIGDY, nie słucham tych piosenek, ale teraz, Boże, dosłownie jakbym dopiero co odzyskał słuch i bawił się nowymi doznaniami, jak dziecko nową zabawką. O kurdę, hahahhaha, to jest dopiero nuta hahahaha ;DDDD

http://www.youtube.com/watch?v=5fCgPMMH4vA

Boże, czuję, że jak jeszcze trochę przyspieszy ta rzeczywistość nieustającej euforii, to chyba naprawdę zaraz dostanę skrzydła i odlecę. xD Przestaję już pisać na jakiś sensowny hahahah sensowny czas;D walić sens
idę się cieszyć czymś;DDD

Kiedy kończę ten wpis, jest godzina 22:00. pie###ę, nic już dzisiaj nie piszę, bo dosłownie jak prowadzę ten dialog, to czuję się tak, jakbym rozmawiał sam ze sobą, napędzając siebie. xD Na wszelki wypadek trochę przystopuję, bo boję się o bezpieczeństwo mojego fizycznego ciała, dosłownie mnie roznosi na cały świat !!!! xDD WALIĆ SENS - moje ostatnie dziś słowa.

No nic. To był dzień pierwszy niejedzenia i nie picia. ZDECYDOWANIE nie tego się spodziewałem. xD


22:35


Jak wstałem, zdjąłem słuchawki, natychmiast zdałem sobie sprawę, że jestem ROZPALONY. Zwłaszcza w głowie. Winię za to przyspieszenie przepływu energii, wynikające z braku jedzenia w żołądku + wcześniejsza zabawa w rozprowadzanie energii z górnego ośrodka energetycznego, które totalnie doprowadziło mnie do tego stanu emocjonalnego/psychicznego, czy jak to w ogóle nazwać. Choć w sumie, to sam już nie jestem pewien. xD Cały jestem czerwony, ale nie przepocony, choć czuję, że te części ciała, które odpowiadają za pocenie się, właśnie się pocą, ale nie że się ze mnie leje czy coś. xD Mam taką skórę, jakbym się obudził z rana i zwyczajnie odczuł potrzebę, by się umyć, więc wszystko, co ma pracować - pracuję, tak jak powinno! Wypłukałem usta wodą, bez połykania i uczucie suchości, które raz się pojawiało, raz znikało - usunęło się totalnie. JEstem całyyy czerwony, ale na szczęście czuję się wciąż tak, jak wcześniej, tyle, że SPOKOJNIEJ. Ufff. Dosłownie jakby przeszło przeze energetyczne tornado euforii i NAPRAWDĘ się cieszę, że już jest spokojniej.
Czuję się dość zmęczony. Dziwne to przeskakiwanie, ale PRZETRWAM, żeby dotrzeć tam, gdzie dojdę. :d jestem jak włóczykij z tobołkiem, bez celu wędrującym w sobie dla samego wędrowania xd


Ostatnio zmieniony przez Aquariadael dnia 2014 05 10 22:18, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Aquariadael



Dołączył: 25 Lis 2013
Posty: 39

PostWysłany: 2014 05 09 08:15    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

2 Dzień

7:45

Spało mi się bardzo przyjemnie i lekko, całe moje ciało było nad wyraz spokojne w porównaniu do tego, co czułem wcześniej. Położyłem się spać o 24:00. Sny były normalne, nie zawierały jakiegokolwiek ukrytego/otwartego znaczenia związanego z jedzeniem. Nie mam zupełnie ochoty konsumować czegokolwiek. Czuję się totalnie spokojny w tej kwestii. Z piciem nigdy nie miałem problemów, nawet o nim nie myślę, choć nie jest to adekwatne do stanu fizycznego, ponieważ znowu czuję lekką suchość, ale ZUPEŁNIE mnie nie ciągnie, żeby w jakikolwiek sposób coś z tym robić.
Sny były jednak nieco wyraźniejsze, zwłaszcza rozmowy prowadzone w jego trakcie. Pamiętam wszystkie znacznie lepiej i ostrzej.
Kiedy się obudziłem, moje ciało znowu wibrowało. Na poziomie splotu słonecznego i serca, odczuwałem, jakby pracowały olbrzymie transformatory, a wszędzie indziej, gdzie skierowałem uwagę, czułem, jakby przebiegał prąd. Bardzo szybko. Po otworzeniu oczu, zdałem sobie sprawę, że znowu widzę to, co podczas medytacji. Niewielki energetyczny zarys wszystkiego. Tak, jakby wszystko składało się z nieustannie wibrujących i przemieszczających się punkcików. Lubię na nie patrzeć, ale teraz nie miałem jakoś ochoty.
Muszę się przyzwyczaić do tego uczucia, bycia jednyyym wielkim drgającym czymś-transformatoro podobnym.
Zdałem sobie właśnie sprawę z tego, że na codzień, kiedy jadłem, czułem się podobnie, ale znaaaaaacznie słabiej. Mam jeden problem. Zupełnie nie mam ochoty prowadzić swojego "treningu". Zalewają mnie sygnały z części ciała, które czuję, że jestem w stanie rozćwiczać, tak, jak zwykle.
Jest ich mnóstwo, ale staram się je zastępować obrazem, że wszystko jest tam JUŻ dobrze. Wiem, że gdyby nie ich istnienie, to czułbym się doskonale i nie miałbym żadnych wątpliwości odnośnie czegokolwiek! Przykro mi, że doprowadziłem się do takiego stanu, ale wtedy nie mogłem tego wiedzieć. W sumie, to nie żałuję, bo była i jest to największa lekcja, jaką dostałem. Mam wielką ochotę zwyczajnie przejść się po lesie, ale przedtem, idę wziąć ciepłą kąpiel. Czuję się tak, jakby cała moja skóra była tłusta i ciepła. Bardzo ciepła. Niemal gorąca. Mam inny koor skóry... Albo mi się wydaję, albo jestem częściowo opalony, ale delikatnie... LOL Very Happy Do stanu fizycznego zaliczyłbym jeszcze fakt, że nie mam żadnego ssania w brzuchu. W zasadzie czuję jeden wielki spokój. Teraz, kiedy piszę, dostrzegam iż jakiekolwiek wcześniejsze drgania nieco osłabły. Mam jednak wielką potrzebę, by oddychać, bardzo głęboko. Ale nie w domu. Na szczęście mieszkam w jednym wielkim lesie i zamierzam zrobić sobie dłuuugi spacer/poczytać książkę, gdzieś, na jakimś wielkim kamieniu.

Czuję potrzebę, żeby adaptować jako rzeczywistość, stwierdzenie, że zasilanie energetyczne jest dla mnie znacznie prostsze, zdrowsze i co najważniejsze, jest całkowicie normalne i że WSZYSCY w moim otoczeniu robią, to, co ja.

https://www.youtube.com/watch?v=1lyu1KKwC74


Ostatnio zmieniony przez Aquariadael dnia 2014 05 09 12:41, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Aquariadael



Dołączył: 25 Lis 2013
Posty: 39

PostWysłany: 2014 05 09 12:38    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

10:29

Wyjście do lasu było dobrym pomysłem. Na początku poszedłem z psem. Kiedy spacerowałem, poczułem, jak moje ciało pragnie oddychać.
Wszystkim.
Ubranie, które nosiłem, sprawiało uczucie stalowego skafandra, skutecznie oddzielającego mnie od doznań, które są na wyciągnięcie ręki.
Postanowiłem, że najpierw wyprowadzę psa, a potem wyjdę ponownie, sam.
W lesie rozebrałem się do takiego stopnia, że zostałem w samych spodniach. Poczułem się tak, jak gdybym zaczął oddychać wszystkim, co było wokół. Uczucie niewielkiego wyczerpania, które towarzyszyło mi od wstania – zniknęło bez śladu.
Po chwili czułem, jakbym się w delikatny sposób zlewał z otaczającą mnie rzeczywistością. Było to zupełnie inne, niż wczorajsza euforia, połączona z muzyką. Czułem spokój, akceptacje i szczęście bijące ze wszystkiego, co mnie otaczało. Ten stan bardzo mi się spodobał i zamierzam powtarzać wycieczki, kiedy tylko poczuję na to ochote.

Spacerowałem po lesie dość długi czas, obserwując myśli i doznania, zastanawiając się, co mnie tak naprawdę ciągnie do tej sfery doświadczeń. Zrozumiałem, że tak naprawdę chcę być jak najbliżej stanu, który przypomina mi najprawdziwszą wersję mnie. Po prostu tyle i aż tyle. Chcę być sobą, lecz samo wrażenie bycia "sobą" jest dość elastyczne, ponieważ wszystko jest w ciągłym ruchu, non stop ewoluując. Więc co oznacza w pełni bycie sobą, kiedy wszystko jest zmienne? Całe moje ostatnie życie i doświadczenia przypominają mi coraz bardziej tą wersję siebie, w Tu i Teraz, której nie pamiętam/nie wiedziałem, że nawet istnieję. Idę przez ciemność w sobie, przez nieznane, przez ból, bo tylko tam wiem, że jestem w stanie odnaleźć więcej siebie, w sobie. Czuję, że kiedyś nie będzie już tej ciemności i zastąpi ją światło pełnej świadomości, a wtedy wszystko będzie nadal ewoluować, lecz na innych warunkach.

Nie chcę być częścią tego rozpędzonego, szalonego cyrku, którą stanowi obecne społeczeństwo. Czuję, że nie upłynie wiele czasu, zanim nabierze takiego rozpędu, że będzie zbyt późno, by wyhamować przed zbliżającą się przepaścią. Ja chcę wysiąść wcześniej. Wiem, że wystarczy samo pragnienie, dlatego nie przywiązuję do niego nic więcej, oprócz samej akceptacji faktu, że akceptuję nie-istnienie w jego sferze istnienia.

Obecnie czuję lekkie zawroty głowy. Mam delikatne wrażenie, jakby świat wokół mnie wirował, kiedy się przemieszczam. Czuję, jak zachodzą jakieś procesy w moim organizmie, lecz teraz, kiedy siedzę i piszę, wszystko jest trudniejsze do wyczucia, niż kiedy leżę i dryfuję.
Kiedy siedziałem w lesie, odpływając, energia w moim ciele samoistnie rozpoczęła trening ciała. Nie powstrzymywałem tego. Ciężko opisać pozycję, którą przyjąłem. Siedziałem pupą na swoich nogach, po czym lewa ręka i tors, wysunęły się w taki sposób, by utworzyć napięcie z obecnie ulokowaną lewą częścią miednicy. Kiedy ten stan stał się nie do zniesienia, oddychałem tym wszystkim, po czym zauważyłem, że moja ręka totalnie zdrętwiała i coś zaczęło puszczać. Utrzymywałem to doznanie, tak długo, jak potrafiłem, ciągle się przemieszczając, kiedy moje ciało stopniowo zaczęło to umożliwiać. Kiedy puściłem to wszystko, wracając do normalnej pozycji, poczułem, jak jakaś wcześniej zaginiona część mnie, była bliżej swojego miejsca. Bardzo bolała mnie po tym cała miednica.
Nie wiem, co mnie spotka później. Nie wiem, czy obecny konflikt w ciele, który powoli zdejmuję i ten, który się odsłania, kiedy zrobię postępy – po jakimś czasie zrodzi sytuacje, w której zrozumiem, że nie mogę pójść dalej, w stanie, w którym obecnie znajduję się moje fizyczne ciało.
Prawdę mówiąc, nie walczę już z niczym, co się pojawia.
Pozwalam sobie zwyczajnie się akceptować, bo walcząc w jakikolwiek sposób, o stan, który uznaję za "słuszny" mam wrażenie, że tylko się od niego oddalam. Po prostu pozwolę rzeczywistości być, w takich kolorach, w jakich jest. Bez analizowania. Walić skutki, niech dryfują w pokoju wraz ze mną. Postęp i ewolucja zachodzi samoistnie i naturalnie, kiedy wszystko trwa w takim stanie.

W obecnej chwili czuję olbrzymi spokój umysłu. Kierowany intuicją, zdałem sobie sprawę, w jaki sposób mogę utrzymać ten stan, pomagając samemu sobie. Nim do tego dojdę, muszę coś jeszcze opowiedzieć.

Mam dość długie włosy, które od roku myję tylko wodą. Pamiętam, że zaczęło się od tego, iż w pewnej chwili uznałem za szalenie głupie, zwyczajowy fakt, że muszę na nie lać jakiś chemiczny roztwór, by zachować ich naturalność. Do tego, łysiałem. Wszyscy w mojej rodzinie przedwcześnie tracili włosy. Kiedy odłożyłem jakiekolwiek substancje do pielęgnacji tej sfery ciała, na samym początku stał się pogrom. Jednak moje uczucia były takie same - po prostu wiedziałem, że to mi pomoże.

Przez dłuższy czas, czułem je tak, jakbym tracił ich jeszcze więcej. Stały się szorstkie i dość dziwne w dotyku, zawsze niemal były przetłuszczone, nieważne, ile wody na nie wylałem - pomagało, ale trochę. Zwyczajnie pomyślałem, że stanie się to, co ma się stać. Po jakimś czasie stały się mocniejsze, lecz wciąż dość szorstkie. Dzisiaj, nikt by nie zgadł, że miałem jakiekolwiek problemy z traceniem włosów. Wciąż są szorstkie, lecz uznaję to za normalny fakt, kiedy jem. Największą zaletą jest to, że są niesamowicie mocne i strasznie się kręcą w takie male loczki, co bardzo mi się podoba i kobietom, które spotykam. Very Happy

W każdym razie - przechodzę już do puenty. Zauważyłem, że stan włosów jest zależny w zasadzie w 100% od tego, co zjem/lub na nie wyleję. Kiedy przestałem stosować jakiekolwiek środki, po obserwacji włosów i tego, jak się przetłuszczają, mogłem lepiej zrozumieć sposób, w jaki jedzenie na mnie wpływało. Kiedy nie jadłem nic, przestawały być szorstkie i były stopniowo coraz bardziej przyjemne i jedwabiste w dotyku. Kiedy jadłem normalnie, były normalne. Średnio przetłuszczone. Średnio szorstkie. Lecz kiedy jadłem ciężko i dużo, następnego dnia były totalnie przetłuszczone. Swoją dietę dostosowywałem w dużej mierze, dzięki obserwacjom swoich włosów i tego, jak się przetłuszczają pod jej wpływem. Chcę tylko zaznaczyć, że to jest moje osobiste doświadczenie, nie wiem, jak jest u innych. Nie namawiam do odmawiania sobie jakiegokolwiek sposobu pielęgnacji.

W każdym razie - dla domowników jest normalne, że noszę przepaskę na czole, by włosy nie wpadały mi do oczu. Intuicja podpowiedziała mi, żeby włożyć pod nią dość spory, lecz bardzo płaski kryształ górski, tak, by stykał się z 6stym ośrodkiem energetycznym. Kiedy tylko to zrobiłem, poczułem tą samą, dziwną przyjemność, która towarzyszy mi przy jakimkolwiek obcowaniu z przedmiotami o pozytywnej energetyce. Zauważyłem, że moja stabilność psychiczna znacznie się poprawiła, kiedy stale styka się z moim ciałem. Negatywne myśli zdają się być... nie wiem, gdzieś indziej, najprawdopodobniej wsysane przez absorbujące działanie czystego energetycznie kryształu.
Niestety, nic co dobre, nie trwa wiecznie. Muszę co jakiś czas go odkładać, żeby nie uszkodził się przy długotrwałej styczności z moją głupią główką. x)

Jest teraz 11:55. Naprawdę czuję, że opisywanie w zasadzie wszystkiego, co doświadczam, jest szalenie przyjemne i stymulujące. Jestem pewien, że sprawi mi przyjemność czytanie tego w późniejszym okresie mojego życia. Na chwilę obecną w zasadzie nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Moje życie do tej pory, w dużej mierze ograniczało się do ćwiczeń ciała, medytacji i do konsumpcji, po czym do działania, pod jej wpływem. Wszystko wtedy prezentuje się w innych barwach, interesują mnie inne rzeczy. Kiedy stale jem, totalnie nie zdaję sobie sprawy, jak wielki tak naprawdę ma to wpływ na moją psychikę. Czuję się tak, jakbym powoli trzeźwiał po olbrzymim kacu, po całych latach pijańskiej rzeczywistości, którą uznałem za normalną.

Kiedyś otaczałem się mnóstwem znajomych i "przyjaciół", lecz kiedy zacząłem coraz bardziej wchodzić w tematy niejedzenia, próbować, w oczywisty sposób doprowadziło to dość dużego rozłamu. Zrozumiałem, że tak naprawę nie potrzebuję towarzystwa innych ludzi, tak, jak myślałem, że potrzebuję. Z niektórym niemal totalnie urwałem kontakt, a z ludźmi, którymi się spotykam, wszelkie relacje ewoluowały na zupełnie inny poziom. A teraz najśmieszniejsze w tym wszystkim - niemal nikt z grona moich znajomych nie wie, o tym, co robię, bo rzadko o tym rozmawiałem, rozumiejąc, w jaki sposób postrzegają rzeczywistość. Chodzi mi o to, że kiedy zaczynałem jeść lżejsze jedzenie i poprzez nie wprowadzanie różnych substancji psychoaktywnych, mój punkt widzenia totalnie odpłynął, od tego, który łączył mnie z innymi.

Rodzina o niczym nie wie, ponieważ jest zajęta własnym doświadczaniem rzeczywistości. Pilnuję, by moja nie była zbyt podejrzana dla ich punktu widzenia. Dbam, by jakiekolwiek działania w sferze niejedzenia były teraz już tylko moją sprawą. Kiedyś pomyślałem, że opowiem o tym kilku osobom, bo byłem strasznie tą sferą podniecony. Niestety, tak, jak podpowiadały mi przeczucia, nie spotkałem się ze zrozumieniem.
Mogę o tym rozmawiać tylko z jednym człowiekiem, którego umysł jest otwarty nieporównywalnie bardziej, od osób, które mnie wychowały, co jest dość dziwne... Nie powinno być na odwrót?
Dalej wchodzę do kuchni, udaje, że robię sobie jedzenie, po czym zostawiam je w swoim pokoju, w specjalnie do tego przeznaczonym miejscu.
Zaczynam powoli wychodzić z tego punktu widzenia, w którym natychmiast postrzegam cokolwiek, za potencjalne źródło konsumpcji/zbiór doznań smakowych. Jest to dość dziwne uczucie, kiedy niosąc kanapkę, widzę ją inaczej, niż dotychczasową kanapkę. Czuję się tak, jakbym widział ją pierwszy raz i zastanawiam się, do czego to w ogóle może służyć. Choć węch stara usilnie przypomnieć mi, z jakiej sfery postrzegania rzeczywistości wychodzę, po prostu to ignoruję i idę tam, gdzie idę, a nie wiem, bo jest ciemno. xd
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Aquariadael



Dołączył: 25 Lis 2013
Posty: 39

PostWysłany: 2014 05 09 12:51    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

12:49

O tej godzinie doznałem szoku.

Nigdy nie spodziewałem się, że może mnie spotkać coś takiego. xD

Właśnie zdałem sobie sprawę, że mam tak wyostrzony węch, iż czuję brudne skarpety mojego brata, ale za nic nie mogę ich namierzyć. Hahaha. xD
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Aquariadael



Dołączył: 25 Lis 2013
Posty: 39

PostWysłany: 2014 05 09 19:56    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

14:17

Cały czas słucham muzyki i rozmawiam ze znajomymi przez internet. Czuję się znacznie bardziej obecny. Obie te czynności są tak przyjemne, jak gdyby uaktywniały się inne zmysły, które wcześniej były zajęte czymś innym. Z ich pomocą czuję wszystko znacznie intensywniej.
Obie czynności są dość odciągające od wnętrza, ale nie na tyle, bym przegapił coś istotnego.
Nie planuję żadnych lewatyw, ponieważ nie mam z nimi żadnego doświadczenia i nie czułem nigdy potrzeby, by to zmieniać.
Wyobrażam sobie płomień, który wynosi wszystko, co już nie jest potrzebne, poprzez pory w skórach, lub w formie gazowej. Nie wiem jednak, czy jest to konieczne, ponieważ odnoszę wrażenie, że moje ciało doskonale zdaję sobie sprawę, co robić.
Póki co, odkąd zacząłem niejedzenie + niepicie = wydaliłem z siebie odchody dwa razy, w całkowicie normalny sposób. Oddaję mocz nieco rzadziej, niż kiedyś. Kolor jest intensywnie żółty, nigdy przezroczysty.
Uczucie gorąca jest wszechobecne. Wziąłem rano kąpiel w naprawdę gorącej wodzie, ale kiedy do niej wszedłem, zdałem sobie sprawę, że temperatura jest zaskakująco niska. O_o
Czuję zapach swojego potu, o dość neutralnym zapachu.
Skóra jest nieco brudna, mimo iż myłem się rano. Sprawia wrażenie tłustej.
Pod tym względem wszystko jest podobne do mojego ostatniego postu.

17:31

Przez trzy godziny leżałem bez ruchu, ciesząc się otaczającym mnie lasem i światłem słońca. Prawdę mówiąc, nie miałem do tej pory pojęcia że można doznawać go na tyle przynoszących rozkosz sposobów. Byłem mocno wycieńczony, lecz po leżakowaniu na łonie natury, czuję się lepiej, lecz wciąż nieco zmęczony. Czuję, jak mój organizm oczyszcza się wewnątrz. Po raz kolejny, kiedy leżałem, dużo ćwiczyłem. Przychodzi mi to znacznie łatwiej, niż kiedy jem. Oczywiście dlatego, iż przepływ energii jest łatwiejszy i szybszy, dzięki czemu ciało szybciej doprowadza się do stanu, które pozwala mi znowu się rozciągać.
Miałem lekkie trudności z przestawieniem się, na to, by nie odczuwać chęci zjedzenia czegoś, kiedy odczuwam ból. Pomogło wcześniejsze wmawianie sobie, jako akt dokonany, iż podczas bólu nie odczuwam ochoty skonsumowania czegokolwiek. Ten program ma niestety dość głębokie korzenie, które zaniedbane i nadniszczone, próbują ponownie wzrosnąć, widząc, co aktualnie robię.

Kiedy wychodziłem na łono natury, miałem straszną ochotę rozpalić ognisko i po prostu się na nie patrzeć, lecz kiedy pojawiło się słońce, natychmiast zmieniłem zdanie. Jeśli jednak w późniejszym etapie będzie bezsłonecznie, to zdecydowanie wprawię swój zamiar w czyn.

Właśnie zauważyłem, że z moich ust unosi się niezbyt cudowny zapach. Po otworzeniu jamy ustnej, od razu zdałem sobie sprawę, że proces oczyszczania mocno działa w tych rejonach. Cóż. Prawdę mówiąc, nie wiem, co mam zrobić.
Zastanawiam się, czy dalej szczotkować zęby z użyciem pasty do zębów, czy używać samej wody, ale bardzo często i w wieeelkiej ilości.
Odnoszę wrażenie, iż użycie sztucznego, chemicznie utworzonego środka, może w jakiś sposób zaburzyć naturalne oczyszczanie się delikatnej struktury jamy ustnej, poprzez zapchanie ośrodków, z których to się wydala. Tak przynajmniej myślę. Może się mylę. Najwyżej pójdę do dentysty na oczyszczanie kamienia, czy coś. Warto sprawdzić, co się stanie. x) Z włosami się udało! Poza tym nie mam zaufania do ,,cudownych" w działaniu past, które i tak są wytwarzane z jakiegoś syfu.

Nieco niepokoi mnie i jednocześnie raduję, rychła perspektywa znalezienia pracy. Nie jestem jeszcze do końca pewien, czy na pewno wypali pojawiająca się na horyzoncie okazja. Zdecydowanie nieodpowiedni moment, ale czyż nie wszystko po prostu pojawia się, nie pytając o czas? Potrzebuję źródła dochodów, które umożliwi mi podróżowanie i zakup olbrzymich kryształów, do których zawsze mnie tak ciągnęło, lecz nie zamierzam po prostu zrezygnować z tego, co teraz doświadczam. Mam świadomość tego, że i tak będę mógł przyciągnąć pracę później, jeśli odczuje taką potrzebę.

Póki co, pomyślałem, że nadszedł czas na ponowne aktywowanie trzeciego oka i okolic. Mam nadzieję, że nie doprowadzi mnie to do tak intensywnego stanu, jak wczoraj. W sumie to sam nie wiem, co się wtedy do końca stało. xD
Jeśli jednak poczuję podobną euforię kilka godzin później, natychmiast udam się odpocząć i zrelaksować w lesie, lub wyobrażę sobię, że ten nadmiar energii wędruję z obecnego stanu, do momentu w przyszłości, kiedy będę potrzebować podobnego kopnięcia.

Nie mam pojęcia, dokąd mnie to doprowadzi. Po prostu będę szedł dalej tą drogą i zobaczę, co znajdę. Póki co, nieźle się bawię. Dzisiaj mija drugi dzień bez wody i jedzenia, a dzięki sprytowi, udało mi się uniknąć jakichkolwiek podejrzeń. Jakby mi jeszcze negatywnej sugestii brakowało, w tak ważnym dla mnie momencie.

18:32

Medytowałem przez godzinę. Tym razem, doznania przy otwarciu tego ośrodka energetycznego były zupełnie inne. Za pomocą odpowiedniej wibracji muzycznej, udało mi się go ponownie uaktywnić.
Coś ciepłego, a zarazem wbrew temu zimnego, wypływało do środka mojego umysłu.
W taki sposób zacząłem to odczuwać.
Oddychałem źródłem z którego wypływało, napełniając przestrzeń głowy niewysłowioną rozkoszą.
Przypominało mi to doznanie orgazmu, lecz było głębsze i znacznie dłuższe. Energia niosła same delikatne wrażenia, aczkolwiek wobec toksyn i blokad w umyśle, przez które przepływała i próbowała się przebić, była bezlitosna. Nie czułem jednak bólu, kiedy próbowała przywrócić ład. Nie wiem, ile takich „naświetlań” jest w stanie doprowadzić do pełnej harmonii.
Jednej rzeczy jestem pewien – po prostu czuję, że idę właściwą dla siebie drogą. Nie mam na myśli samej inedii i postów, po prostu czuję, że wraz z treningiem ciała, ośrodkami energetycznymi, nieustannie przybliżam się do siebie, zamiast oddalać, tak, jak to było kiedyś. Czuję zupełnie przeciwstawne uczucia, do tych, które pamiętam sprzed wieluuu lat. Nieświadomie dążyłem do samounicestwienia.

Ta energia... Jestem w pełni spokojny, lecz dopiero teraz zaczynam tak naprawdę rozumieć, na jakie życie się przestawiam.
Czuję, jak łódka na której jestem, powoli odbija od brzegu.
Jestem pewien, że nic nie będzie takie, jak wcześniej, jeśli dalej kontynuuje płynięcie z falami morza, którym się teraz poświęcam.

Prawdę mówiąc, sam nie wiem, jak opisać, co czuję.
Nie mam żadnych wątpliwości, odnośnie czegokolwiek.
Mój umysł trwa w wyciszeniu.
Naturalnie czuję, że nieważne jaką podejmę decyzję, i tak będzie doskonale.
I właśnie to doznanie odnajduję w tej chwili, jako świeże, ale nie zupełnie obce. Tak, jakby wpadł do mnie w odwiedzinach, dawno nie widziany, lecz zawsze mile pamiętany, gość.
Moje podejście inedii, nie było na samym początku właściwe. (pół roku temu) Było w dużej mierze wymuszone.
Teraz zaczynam rozumieć, że jest to tak naprawdę olbrzymi proces, którego doświadcza się ZAWSZE, nawet jedząc.
Chętnie zobaczę, czy będę w stanie zsynchronizować się z tym, co się wkrótce we mnie pojawi. Wciąż prowadzi mnie czyste zainteresowanie eksploracją tego gruntu.
Jeśli poczuję, że płynąc na tej łódce, zaczynam sobie szkodzić w jakikolwiek sposób... To... Zeskoczę z niej i dopłynę do brzegu.

19:19

Moi rodzicie właśnie się o coś kłócili. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, tak naprawdę, jak bardzo jestem już uwrażliwiony. Czułem, jak trawiący ich konflikt ma znacznie głębiej sięgające korzenie, niż sami zdają sobie z tego sprawę. Powód, o który się kłócili, nie był jego przyczyną, lecz nikt z nich nawet o tym nie chciał myśleć. Wyrzucali na siebie złości, które miały źródło głęboko w ich wnętrzu, a nie na zewnątrz, jak sami myślą. Było mi smutno, z powodu odczuwania beznadziejności. Nie ważne, jakich słów użyję, by załagodzić zaogniający się konflikt, i tak nie zostanę zrozumiany. Bardzo nieprzyjemnie przebywało mi się wokół nich, ale wyobraziłem sobie, jak chroni mnie potężna srebrzysta zapora, przez którą nawet ich nie słyszę. Nie sądziłem, że w skutkach będzie to tak natychmiastowe i skuteczne.

Idę coś porobić.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Aquariadael



Dołączył: 25 Lis 2013
Posty: 39

PostWysłany: 2014 05 09 21:51    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

20:34

Jak można tak szybko przeskakiwać w doznaniach?

Jeszcze przed chwilą, czułem absolutną harmonię, wszędzie.

Lecz teraz, kiedy energia z 6-stego ośrodka energetycznego rozpierzchła się.

Czuję się jak zniekształceniec. Obraz uszkodzeń powoli ujawnia się, kiedy funkcjonuję, chodząc, uzywając rąk, przekręcając głową. Po prostu żyjąc.
Zaczynam czuć ból, ograniczenia, tam, gdzie moje narządy fizyczne są umieszczone w niewłaściwych miejscach, lecz na co dzień nie jestem tego tak świadomy, ponieważ ćwiczę, jem, otępiam się.

Nie bez powodu moje „treningi” zaczęły się po 5-cio dniowym poście, a nie przed.

Zadziwiające, w jak dużej mierze coś tak prostego, jak fizyczne jedzenie, zabrudza płótna obrazów, na którch malujemy nasze życia.
Stopniowo ujawnia mi się ta ukryta, najbardziej skrzywdzona część mnie, która jest tak chora, że jestem skłonny płakać nad jej losem. W tym samym czasie, jestem jej również tak samo wdzięczny, za ogrom doświadczeń, który mi już przyniosła i za cały stan prawdziwego mnie, który powoli mi zwraca, kiedy żyję, kochając ją i każdego dnia puszczając, podczas treningów.

Ran jest zdecydowanie mniej, przez co jest łatwiej, niż kiedyś.

Czuję, jak organizm nie zajęty trawieniem, chcę, by wróciły one na właściwe miejsca. Nie wiem kiedy, wiem jednak, że będę miał nad tym mniejszą kontrolę.

Nie wiem, czy inni, którzy mają tego typu problemy, doświadczali tego w podobny sposób. Podobno każdy doświadcza te dni, rozłożone na mocno zindywidualizowane doświadczenia. Muszę przyznać, że moje Przejście zaczyna być coraz intensywniejsze.

Od zawsze potrafiłem rozpoznać, kiedy zaczyna się mój trening. Zawsze było to intuicyjne. Pojawiały się zniekształcenia, kiedy sobie siedziałem, oddając się innym czynnościom i jakoś tak, po prostu, zanim odzyskałem świadomość, już byłem w dziwnej, poskręcanej pozycji.

Teraz, czuję się tak, jakby tych sygnałów był całkowity natłok, lecz nie sygnalizują one jakiejkolwiek motywacji, by usiąść i oddać się niemal niewyczuwalnemu napływowi energii, który zwykle kieruję moim ciałem, do treningu.
Czuję się tak, jakby konflikty ujawniały się, próbowały wrócić na swoje miejsce. Nie robią tego w przytłaczający sposób, ale w taki, który otwarcie informuję mnie o zamiarach mojego ciała. Mówi mi: "Wiesz, co się stanie. Jeszcze możesz zawrócić na bezpieczny grunt."

Emocjonalny zgiełk zwala mi się jednocześnie na głowę.

Czuję się tak, jakby w tej chwili, doznania we mnie targały ciałem, tak, jak ludzie przeciągają line w pewnym sporcie.

Jednocześnie, Pan Śmiech, Pani Płacz, Smutek i Starzec Radość, rozrywają mnie na kawałki, każdy biorąc coś dla siebie.

Coraz bardziej zaczynam się czuć, tak, jakbym był na potężnym odwyku. Jakby jakaś potężna istota wysysała mnie z tunelu, w którym ułożyłem swoje bezpieczne życie, meble, łóżko, ludzi... lodówkę. Punkt widzenia. Wszystko.

Dosłownie jakbym nagle postanowił, że od tej pory będę żyć bez ubrań, robiąc to, co robię na co dzień.

Robiąc zakupy, rozmawiając z ludźmi, umawiając się z kobietami.

Cały czas totalnie nagi.

Dosłownie wszystko się wywraca do góry nogami!

Czuję się tak, jak gdybym mógł układać serenady i pieśni chwalebne, ku czci najintensywniejszego i najpiękniejszego zapachu, jaki właśnie czuję z kuchni.

Przyrządzane przez moją mamę naleśniki.

-”Nie, nie jestem głodny mamo, dzięki.”

Bo nie jestem głodny! Nie żartuję! Lecz w czym by mi to przeszkodziło, zjedzenie takiego pięknego, doskonale wysmażonego, naleśnika?
Nie czuję żadnej fizycznej potrzeby, by w jakikolwiek sposób wypełnić materialną pustkę w swoim żołądku, ponieważ nie odczuwam jakiegokolwiek wrażenia, które mogłoby doprowadzić do potrzeby podtrzymywania się przy życiu dzięki materialnemu jedzeniu...
Fizycznie czuję się wystarczająco dobrze, by się nie martwić.
Zadziwiające, co piszą dłonie, kiedy mają pełną wolność. W pełni to, jak obecnie się czuję.
Nie jestem zupeeeeeeeeeeełnie głodny.
Jestem teraz lekko zmęczony, ale czuję się tak, jakby ogarniała mnie zwierzęca żądza, która wie, że jest wyrywana z tego ciała i nie będzie miała już tu domu. Czy naprawdę tak to czuję? Czy jest we mnie jakaś część mnie, która tak to widzi, która jest czymś tak obcym dla naturalnego stanu, że bliżej mu do pasożyta, który żywi się przyjemnością i nie akceptuję obecnego Przejścia, wiedząc, że jest dla niego śmiercią?

To jest Pan Uzależnienie?

Ponieważ czuję to tak, jakby wwiercała się we mnie potrzeba zjedzenia czegoś, lecz nie BYLE CZEGO. Skoro zjedzenie czegoś innego, niż to, co owocuję w doznania smakowe odpowiednie dla "tej części mnie", jest dla niej złe, to jakie ma to znaczenie dla zdrowia mojego organizmu?

Żadne?

Dosłownie jakby cierpiała teraz niewyobrażalny ból, próbując w desperacki sposób namówić mnie, bym jednak obrał inny kurs. Po prostu obierz go, bo inaczej umrę! - Taka jest prawdziwa barwa jego głosu – lecz próbuję obrać wszystko w inne, piękne słowa.
„Zobacz, jak ten naleśnik pachnie.” Kiedy przechodziłem przez kuchnie, myślałem, że jedzenie nie będzie mi przeszkadzać, tak, jak z wcześniej ukrytym w pokoju jedzeniem. To było wcześniej.

Mój umysł jest pusty, a zarazem nieustannie wypełniający się przez doznania, które wychodzą, będąc stłumione tyle czasu. Pojawiają się, czuję je, przekazują mi się, po czym wypływają, by zastąpiły je kolejne!
Kiedy tylko położę się, zalewają mnie. Pisząc je tutaj, czuję się tak, jak gdybym w jakiś sposób wyrzucał je z siebie, umieszczając w tekst, który jest tu widoczny. Przez to, puszczanie ich przychodzi mi łatwiej.
Czuję ulgę. Jest nieco lepiej. Mam dużą ochotę położyć się i obejrzeć cokolwiek, jakikolwiek, najgłupszy i najbardziej banalny film, ale wiem, że tak naprawdę zaraz po jego włączeniu, natychmiast stracę ochotę i odejdę.
Mam ochotę iść spać, lecz zamiast tego, szukam jakiejś relaksującej piosenki trance, która stopniowo przywróci mi równowagę. Na jak długo? Nie wiem.

Wiem jedno. HAHAHHA. Śmieję się teraz. Czuję, że historia, która tu powstaję, na pewno będzie czymś, co da mi sporo lekcji, niezależnie, jak potoczą się najbliższe tygodnie.
Czytanie tego, jak i tworzenie tej historii na bierząco...jest dla mnie wielką lekcją, której będę się przyglądał z różnych etapów, jakie mam przed sobą, żeby lepiej zrozumieć siebie.

Pisanie przynosi ulgę. Pojawia się stłumione uczucie, przelewam je na słowa, puszczam i odchodzi.

Pojawiła się we mnie ochota, by obejrzeć po kilku miesiącach ten filmik.

https://www.youtube.com/watch?v=4OcTrLrJMv8

Polecam go wszystkim, którzy interesują się tym tematem. Muszę odświeżyć słowa tej istoty, czymkolwiek jest, ponieważ czuję, że w pełni "leżą", tej wersji mnie, którą ciągle odkrywam bardziej i bardziej.

Jest 21:49

Plan: Obejrzeć filmik dwa razy. Posłuchać muzyki. Iść popatrzeć na niebo nocą. Iść spać. Ciało akceptuję, świadomość przechodzi do aktywacji poleceń!
W razie jakichkolwiek negatywnych przejawów, starej wersji mnie, która w bolesny sposób ewoluuję w coś innego, zamierzam pisać, pisać, pisać, pisać, pisać, aż poczuję, że ciężar został zrzucony.

Boże, to wcale nie jest takie trudne.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Aquariadael



Dołączył: 25 Lis 2013
Posty: 39

PostWysłany: 2014 05 10 12:16    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Na samym początku, chcę zacząć od tego, iż główny komputer jest zajęty przez mojego starszego brata. Bywa rzadko w domu, więc nie mam praw, by w jakikolwiek sposób zmienić taki stan rzeczy.

Piszę na laptopie, który ma w zwyczaju funkcjonowanie według własnych humorów. Przestał działać, w momencie, w którym kończyłem wiadomość. Wszystko przepadło.
Przyznam szczerze, że wtedy zdałem sobie sprawę, iż naprawdę jestem wrażliwy. Tak mała rzecz, natychmiast wyprowadziła mnie z równowagi. Chwiejność emocjonalna podczas procesu jest czymś normalnym. Uspokoiłem się tak szybko, jak uspokaja się jezioro po wrzuceniu pojedynczego kamienia.

W każdym razie, nim przejdę do opisu wydarzeń z dzisiaj, chcę jeszcze poruszyć wczoraj.

Pan Uzależnieni VS Ja = 0:2

Nim obejrzałem Bashara, poszedłem do kuchni, podniosłem dwa naleśniki i rzuciłem je psom, po czym patrzyłem, jak je zjadają. Jakaś część mnie krzyknęła, lecz tylko przez chwilę.

Kiedy wrócili rodzice, powiedziałem im, że naleśniki były bardzo smaczne. Tak przynajmniej się domyślam. XD Przyjęli to, jako oczywistą oczywistość, iż musiałem być odpowiedzialny za ich zjedzenie. W sumie, skoro rzuciłem je psom, to faktycznie jestem odpowiedzialny za ich zjedzenie.

Podejrzenia, jeśli jakiekolwiek były - spadły do zera.

Zauważyłem, że od tamtego momentu, jest mi znacznie łatwiej przebywać wśród jedzenia.

Kiedy rzuciłem naleśniki, chwilę potem, poczułem się tak, jak podczas pierwszego w życiu pocałunku. Mogę osiągnąć wszystko. POKONAŁEM NALEŚNIKI!!!! SŁYSZYSZ MNIE ŚWIECIE?! NADCHODZĘ!

Mogę odtąd przemieszczać góry i takie zwyczajowe czynności.

Czuję, że uzależnienie przechodzi.

Obejrzałem potem 2x ten odcinek Bashara i zdałem sobie sprawę, że mam głęboko ukryte, częściowo inne poglądy. Zamierzam wpompowywać jego słowa, w swoją podświadomość i rano i wieczorem.

Nie oglądałem tamtego wieczoru, nocnego nieba. Miałem ochotę. To samo tyczyło się muzyki. Zamiast tego, oglądałem inne odcinki, odnośnie energii, po czym poszedłem spać.



3 Dzień



24:00-1:00


Zasnąłem mniej więcej w tym przedziale czasowym. Byłem szczęśliwy, lecz sen przychodził dość wolno. Wsłuchiwałem się w swoje ciało, które wyciszone, nieustannie wibrowało w środku. Jak olbrzymi, wielo-częściowy generator.
Kiedy funkcjonuję w dzień, lub nawet medytuję, rzadko jest tak aktywne. Przyjemnie mi się słuchało, tworzonej przez nie muzyki.


9:47-12:00


Kiedy się obudziłem, poczułem się stabilny i szczęśliwy. Wypoczęty, ale też trochę zmęczony.

Kiedy funkcjonowałem, czułem, jak niektóre aspekty mnie próbowały wrócić na swoje miejsce. Uczucie to było podobne temu, jak gdyby niektóre części ciała były poprzylepiane setkami plastrów, do niewłaściwych miejsc i właśnie się odklejały, chcąc dryfować w poszukiwaniu własnego miejsca.

Dzisiaj nie było to ani przyjemne, ani nie-przyjemne.

Niekiedy, moje ciało drętwiało, po czym czułem, jak jakieś części mnie się przemieszczały. Podczas zwyczajnego chodzenia.

Mam 175 wzrostu i wagę w okolicach 60-70 kg. (w dniu rozpoczęciu postu) Nie wiem. Dawno się nie ważyłem. Fizycznie jestem tak zbudowany, jak zbudowani są ludzie, którzy długo ćwiczą całe swoje ciało, poprzez podnoszenie ciężarów, jak i również poprzez częste, długodystansowe biegi. Więc moja waga zawsze była stabilna, a ciało wysportowane i szczupłe, choć wewnętrznie zdegenerowane.

Teraz trochę schudłem. Kiedy patrzę na siebie, nie odczuwam tego w taki sposób, jakby to, co się działo, było czymś negatywnym. Odnoszę wrażenie, jak gdybym stawał się bardziej smukły. W taki naturalny sposób.

Nie myślę nad tym zbyt wiele.

Po umyciu siebie, zauważyłem, że całe moje ciało jest nieporównywalnie bardziej przyjemne w dotyku. Dosłownie jak gdybym dotykał niemowlęcia. Wszystko jest takie gładsze i delikatniejsze. Temperatura wciąż jest dość wysoka, choć odniosłem wrażenie, że jest troszeczkę niższa.

Oddaję mocz w dość normalnych i regularnych odstępach czasu. Niezmiennie wszystko jest takie samo.

Dzisiaj nie wydalałem z siebie niczego fizycznego.

Często natomiast, uchodzą ze mnie gazy, lecz nie są to "bąki", które zwykle pamiętałem z okresu jedzenia cięższych potraw. Teraz, uchodzi ze mnie coś subtelnego, pozbawionego zapachu i lekkiego.

Ciągle bekam, kiedy położę dłoń na brzuchu i lekko przycisnę. Dzisiaj, będąc na spacerze z psami, czułem, jak bycie w zwyczajowym ubraniu nie jest tak ciążące. Szedłem boso i w pełni mi to wystarczało. Czuję jednak, iż mój kontakt ze światem leśnym był zbyt krótki, więc wkrótce zaspokoję tą potrzebę.


Będąc w lesie, zauważyłem, że wszystko ma inne kolory, a zarazem takie same. Odnoszę wrażenie, jak gdybym widział w nieco ostrzejszych barwach + mam świadomość dostrzegania większej ilości szczegółów, niezależnie od odległości.

Prawdę mówiąc, nie bardzo wiem, co ze sobą zrobić, choć odnoszę wrażenie, że nieważne jaką podejmę czynność, będzie mi sprawiała więcej przyjemności. Bardzo stęskniony stan.

Uwielbiam podświadomie bawić się swoimi czarnymi loczkami, robiąc różne rzeczy w tym samym czasie. Teraz, zauważyłem, że moje włosy są w 20% tłuste, choć jest już trzeci dzień, odkąd nie jem i nie piję. Widać, mój włosowy kompas działa inaczej, niż myślałem do tej pory. Cóż. Odnoszę jeszcze wrażenie, iż są znacznie mocniejsze.

Wciąż sporadycznie odkasływuję, połykając wydzieline-kataro podobną, jak myślę. Ma ona źródła mniej więcej w rejonach płuca-gardło? Nie znam się. Jest już jej mniej.

Mój głos jest znacznie czystszy i odnoszę wrażenie, że dokładnie taki, jaki kiedyś chciałem mieć. Bardziej mój.

Zauważyłem, iż nawet zwyczajowe rozmowy z rodziną są inne. Stan, w którym trwam, momentami podoba im się. Czasami zaczynam czuć, jak nieważne co powiem, rozśmiesza ich.
Czasami jednak, szalenie drażni ich mój spokój i podejście do życia. Dość dziwne. Unikam kontaktu z nimi, głównie dlatego, iż słuchając ich głosu, czuję, jak składają się na niego negatywne emocje z którymi sobie nie radzą. Kiedyś nie czułem tego tak intensywnie, poza tym, każda, jakakolwiek rzecz, odbija się we mnie, jak kamyk w jeziorze.

Mam wielką ochotę posiedzieć przy ognisku, ale kropi deszcz, więc idę sobie pograć w moją starą, ulubioną grę z dzieciństwa!

http://www.gry-online.pl/S016.asp?ID=484
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Aquariadael



Dołączył: 25 Lis 2013
Posty: 39

PostWysłany: 2014 05 10 12:27    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zapomniałem dodać, iż kiedy wstałem, czułem suchość w buzi. Jakieś 23% od normy.

Poszedłem umyć jamę ustną, wziąłem szczoteczkę do zębów i wlałem do ust ciepłą wodę, po czym szczotkowałem wszystko. Po wypluciu, woda była dość zanieczyszczona. Mętna i z odcieniami szarości. Powtarzałem czynność 3 razy, po 2 minuty. Przestałem, kiedy wszystko zaczęło sprawiać normalne wrażenie, a woda była czysta.

Zauważyłem, że od tamtego momentu, (2h temu) ślinianki zaczęły u mnie pracować intensywniej. Ślinę połykam. To jest chyba naturalne, nawet u inedyków, tak? Tak czuję.

W każdym razie suchość zniknęła.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Aquariadael



Dołączył: 25 Lis 2013
Posty: 39

PostWysłany: 2014 05 10 20:29    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

13:21

Już po włączeniu gry, miałem wrażenie, że pojawia się zupełnie inny obraz doznań, niż ten, który miałem przypisany w głowie. Grałem w nią całe życie, w różnych przedziałach czasowych. Przeszedłem co najmniej 6-10 razy. Jednak teraz... Kiedy wsiadłem w swój ścigacz i wystartowałem - poczułem tak olbrzymi poziom synchronizacji z całością tego, co mam przed sobą, że niemal czułem problemy z życia mojego obcego przyjaciela, który siedział w maszynie. Muzyka w grze była tak cudowna, że do tej pory zastanawiam się, czy kiedykolwiek tak naprawdę dostrzegałem geniusz, który przelewał do tego świata John Williams, wykonawca muzyki do filmów Star Wars. Stymulacja była tak potężna, że kiedy ścigacz się rozbijał, niemal wpadałem w ekran. Gra jest prosta i choć znam już wszystko na pamięć, to jeszcze NIGDY nie sprawiała mi tak wiele radości. Całość tych drobnyych, lecz szalenie intensywnych szczególików, połączona w jedno doświadczenie grania, była tak intensywna, że po godzinie miałem totalnie dość. Zwykle gram w gry dłuuugo. ;p

13:44

Zauważyłem, że mam mocniejsze, bardziej lśniące paznokcie. Mają bardzo ładny, różowiutko-biały kolor. Porównanie, które przychodzi mi na myśl – lody śmietankowo-truskawkowe... Powiedziałem to i od razu poczułem smak. XD Ale cóż, nie odczuwam chęci konsumpcji, choć jakaś słaba część mnie poczuła się przysysana do tego doznania smaku, który pojawił się w umyśle.
Ciągle czuję różne rodzaje ciepła w żołądku. Czasem coś się przemieszcza. Brak pulsowania/ssania.

13:44-19:46

Robiłem wiele rzeczy.

Chodziłem po lesie, leżałem, czerpałem czyste szczęście z promieni słonecznych. Prawdę mówiąc, mój pobyt w tym naturalnym środowisku był podobny do poprzedniego.

Miałem w tym okresie czasowym różne wahania stanu fizycznego. Przez mniej więcej 20 minut czułem się słabo, zdając sobie sprawę, że energia witalna w moim ciele jest na niskim poziomie. W chwili, kiedy zdałem sobie z tego sprawę – zacząłem działać. Wyobraziłem sobie, że jest już dobrze, koncentrując się na najniższym ośrodku energetycznym. Nie stymulowałem go, choć mogłem.
Teraz, kiedy to piszę, jest 19:48 i czuję się świetnie, w zasadzie tak samo, jak w chwilach kiedy jadłem.
Nie czuję się wyczerpany.


Przed chwilą wróciłem z ogniska. Przyjechał wujek, było jedzenie, rodzina, brat. Odciskali na mnie presję, że jestem szczupły (w ich punkcie widzenia) i że muszę coś zjeść. Wciskali mi jedzenie. Nie czuję póki co żadnej ochoty na konsumpcje czegokolwiek materialnego, choć wiem, że mógłbym przestawić się, gdybym chciał. Za pomocą słów i świadomie użytej mowy ciała, doprowadziłem do sytuacji, w której uzyskałem święty spokój. Nie było cyrku, który mógłby skłonić kogokolwiek, do jakichkolwiek podejrzeń.

Zdałem sobie w tym czasie sprawę, że NIEMAL NIE CZUJĘ ZAPACHU JAKIEGOKOLWIEK JEDZENIA. Bardzo mi się to podoba. Wciąż czuję wszystkie zapachy, ale jedzenie przestało mi przeszkadzać/ciągnąć/kusić. Przyrządziłem sobie kanapki na oczach mamy, herbatę, po czym wyszedłem z tym na dwór i wszystko wylałem i wyrzuciłem. Bez jakiejkolwiek pokusy. Jedynie powąchałem dla pewności i ledwo czułem zapach.

Zdałem sobie sprawę, że Ogień jest dla mnie lepszy, niż przebywanie w jakimkolwiek innym, energetyzującym miejscu. Choć słowo „lepszy” jest raczej nie na miejscu. Było mega przyjemnie i energetyzująco.

Po obserwacji stanu fizycznego ciała, odniosłem wrażenie, że dość schudłem. Widać większość mięśni, bez zbędnych miejsc, które zajmowała przestrzeń, odłożona do późniejszego strawienia. Zastanawiam się, czy one same nie ulegną dezintegracji. W zasadzie zostały stworzone w oparciu o fizyczny pokarm, czyż nie? Prawdę mówiąc, jestem ciekaw.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Aquariadael



Dołączył: 25 Lis 2013
Posty: 39

PostWysłany: 2014 05 10 23:57    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

22:58


Trochę się nudzę. xd Do tej pory nie zdawałem sobie sprawy, że niejedzenie daję tyle wolnego czasu.
Mam taką sytuację w życiu, że aktualnie robię co chcę. Non stop.
Czuję się totalnie wolny i mam czas doświadczyć wszystkiego, ale odkąd zacząłem w dodatku nie-jeść, mam wrażenie, jak gdybym nie musiał NIC robić i mógł robić w tym czasie WSZYSTKO.

Na chwilę obecną, nie przychodzi mi nic ciekawszego do roboty, niż obecne próby zasilania ciała energetycznie.

To jest moja najwyższa ekscytacja, za którą podążam.

Pisałem wcześniej na komputerze, chciałem wysłać troszkę dłuższą wiadomość, ale zaraz przyszedł brat, więc przelałem ją do tematu przedwcześnie.


Chciałbym dodać, że przez cały dzień, a w zasadzie całe niejedzenie-niepicie nie czuję jakiegokolwiek uczucia chłodu. Czuję się tak, jakbym doznawał różnych rodzajów ciepła, od średniego, do wysokiego. Niemal wcale nie mam "normalnej" temperatury, jak podczas jedzenia, choć zdarza się.

Czasami czuję wibracje swojego ciała. Intensywnie, czasami średnio, czasami niemal wcale. Czasami również, dopiero, kiedy się skupię. Stan zmęczenia jest adekwatny do tego, jak moje ciało rezonuje wewnątrz i poziomu energii witalnej. Ludzie w dzisiejszych czasach tak ją marnotrawią, dla głupiej chwili przyjemności. xd Przykre. Tak jakby było zbyt mało sposobów, by sprawiać sobie przyjemność.

A co do energii witalnej - nie odczuwam jakiegokolwiek popędu płciowego. Myślę, że hormony w jedzeniu mogą powodować coś takiego, więc nie jest winą ludzi, że dążą za swoimi pragnieniami, ponieważ inaczej, jest to tak, jakby walczyć na swój sposób z samym "sobą". xd

Momentami miałem uczucie, jak procesy oczyszczające zachodziły wewnątrz głowy.
Podczas pierwszego niejedzenia, non stop czułem pracę w tamtych rejonach. Podczas ostatnich 3-ech dni pojawia się co jakiś czas. Trwa nie więcej niż 1-3h i nie jest tak intensywna.

Kiedy byłem w lesie, pojawił się "trening". Było inaczej niż do tej pory. Leżałem w lesie, ogrzewany słońcem. Oparłem głowę o lewą dłoń i poczułem, jak moja cała ręka powoli się rozkleja, idąc do dołu. xd Już nie takie rzeczy przeżywałem, więc w ogóle mną to nie ruszyło. Kiedy przyjęła bliższą naturalnej pozycji, moja szyja ruszyła lekko w górę. Zwolniła się przestrzeń. Przez cały czas, kiedy to zachodziło, czułem, jak energia porusza tymi częściami ciała, jako główny silnik procesu zmian. Nie czułem zupełnie bólu, co było nowością.

Na chwilę obecną, bolą mnie za to bardzo plecy. Kiedy jadłem, było to sporadyczne. Teraz czuję to bardzo często. Przyczyną jest skręcony kręgosłup, który zrobił mi wewnątrz tyle problemów z fizyczną i energetyczną częścią mojej istoty.

Zastanawiam się, czy się przemieszcza. Boli mnie dość intensywnie, ale barwa bólu nie zdradza mi nic, co mogę intuicyjnie wyczuć jako najbardziej prawdopodobne. Choć jak teraz piszę te słowa, myślę, że może wracać na swoje miejsce. Chciałbym.

Zastanawiam się, co jeszcze dostrzegam w swoim ciele. Włosy stały się znacznie bardziej przyjemne w dotyku. Przetłuszczenie - około 5%.

Kiedyś przeżywałem to znacznie bardziej intensywnie. Było to dość dawno temu i nie wiedziałem, jak sobie z tym radzić. Była zima. Zrobiłem dość sporo postępów w pracy nad sobą, od tamtego czasu.

Ciężko oddycha mi się w domu. Czuję, jak zaczynam lepiej odbierać to, co tak naprawdę wdychałem w nim przez tyle czasu. Wrażenie: jak gdyby unosiły się w nim niepotrzebne rzeczy, o działaniu otępiającym, lekko podrażniającym. Aż się nie chce siedzieć.

Żeby temu przeciwdziałać, zamierzam przynieść wcześniej zakopanie w lesie, kryształy górskie. Doprowadzają się do energetycznego porządku, po ostatnim oczyszczaniu.
Chcę ułatwić sobie możliwość normalnego oddychania, przynajmniej w miejscu, w którym sypiam.
Zadziwiające, że coś tak pięknego i wyjętego raczej z bajek ma tak dobre działania w życiu codziennym.


Ani razu nie wydalałem z siebie niczego, przez tylnią część ciała! Żadnych odchodów. O_o Nie pamiętam, żeby mi się to zdarzało kiedykolwiek. Nawet podczas pierwszego postu, zawsze przynajmniej raz na dzień.


No nic, zamierzam kontynuować rozpoczęty portret. Ciekaw jestem, jakie farby będą następne.

Nie wiem, jak to się potoczy. Jak się okazało, mam mnóstwo wzorców w głowie, które ostatnio się ujawniają i mówią, że jeśli nie jem, to w jakiś sposób sobie szkodzę/nie jestem gotów/blablabla.
Chwasty pojawiają się, w miarę pielenia ogródka. Zdaję sobie teraz sprawę, że istotnym w podejściu do inedii jest praca na polu psychicznym i nawykowym, tak samo, jak i w energetycznym.

Zaraz obejrzę ponownie ten sam odcinek Bashara.

Dlatego, tak, jak powiedziałem - uważam, że jedzenie fizycznego pokarmu, na swój sposób również jest formą rozwoju umiejętności inedii, jak i inedią samą w sobie. Ponieważ materialne jedzenie również jest jakąś formą energii. Cięższą, lecz wciąż formą energii.

Teraz, kiedy myślę o pożywieniu, to zdaję sobie sprawę, że większość mojej diety była toksyczna, lecz opływająca w doznania.
Inaczej bym nie doznawał takiego problemu, jak z naleśnikami. xd
Ponieważ podczas konsumpcji, kierowałem się smakiem, a nie duchowym aspektem i samym aktem, który tak jak wszystko, jest całkowicie neutralny.

Do tej pory sposobem mojego odżywiania kierowała żądza smaku/doznań, a nie sam akt nasycenia mojego ciała jakąś formą energii. To również było, lecz na drugim planie.


Jedzenie wszystkiego może rozwijać uzależnienie, lecz nie musi.

Jeśli miałbym kiedykolwiek jeść, to w chwili obecnej, definitywnie kierowałbym się innymi wzorami.

Kierowałbym się jedynie intuicją i jeśli bym coś jadł, to wyobrażałbym sobie pożywienie jako strumień energii, będący zupełnie inną rzeczą, niż jest w istocie.

Forma pokarmu nie miałaby żadnego znaczenia. Nieważne, czy byłby to łeb świni, czy delikatna marchewka.

Nie kierowałbym się etykietkami, które mam do niej przylepione.

Po prostu wyobrażałbym sobie ją, jako energię. Najlepiej, jak najbardziej pozytywną. Starałbym się również konsumować świadomie i tylko podczas najprzyjemniejszych doznań i uniesień emocjonalnych. Dlatego, by w jakiś sposób ta pozytywna energia wchłaniała się w pokarm i zostawała w ciele, odżywiając je, wraz z fizycznym pokarmem.

Takie doznanie w ciele, wniesione wraz z jedzeniem, byłoby w skutkach doskonałe i zbawienne! Ponieważ człowiek wnosiłby do swojego ciała prawdziwie pozytywną energię! Ludzie natomiast, w tym i niegdyś ja, odżywiają się bezmyślnie, kierując się SMAKIEM i doznaniem zaspokajania POTRZEBY SMAKU. To wnosiłem do swojego ciała, czego skutkiem było to, że nieustannie koło się kręciło i wiecznie czułem potrzebę, by powtarzać ten cykl! O KU*A, jakie to oczywiście proste, a zarazem genialne!

DLATEGO LUDZIE MAJĄ TAKI PROBLEM Z JEDZENIEM, PONIEWAŻ KIEDY JEDZĄ, WNOSZĄ DO SWOJEGO CIAŁA ZASPOKOJENIE ZMYSŁU SMAKU, A NIE FIZYCZNY ASPEKT PODTRZYMYWANIA EGZYSTENCJI ZA POMOCĄ TEJ FORMY ENERGETYCZNEJ. PRZEZ CO KOŁO SIĘ NAKRĘCA.

To wydaję mi się najsensowniejsze.

Myślę, że jakość pożywienia w jakimś stopniu ma znaczenie, lecz w moich oczach, Teraz, widzę częstotliwość spożywania i sposób, jako coś ważniejszego.


Czuje, że to wszystko jest złotym środkiem. Jeśli wrócę do pożywienia, to definitywnie będę tak robić.

Zastanawiam się również, jakie efekty by były, w polu pracy nad sobą, gdyby konsumować jedzenie TYLKO podczas medytacji/transów, kiedy umysł jest podatny na sugestię i całkowicie świadomy. Wolność działań na tym polu, mogłaby być czysto zależna od woli jednostki.

Czuję się tak, jakbym olśnił sam siebie. xD

Na razie nie zamierzam wracać do dawnego sposobu życia, bo kiedy szedłem (jakieś kilka minut temu) to staw w mojej lewej kostce zaczął się ruszać, wracając w dość szybki sposób na miejsce. xD Zamierzam wyzdrowieć.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Aquariadael



Dołączył: 25 Lis 2013
Posty: 39

PostWysłany: 2014 05 11 01:02    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kiedy wstałem, odniosłem wrażenie bycia przysysanym do podłoża. Jakbym przez chwilę rozmywał się fizycznie i doświadczył nie-materialnego aspektu swojego ciała. Natychmiast się położyłem i przeszło.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Aquariadael



Dołączył: 25 Lis 2013
Posty: 39

PostWysłany: 2014 05 11 02:01    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ostatnie doświadczenie, które jeszcze mnie nie spotkało, lub nie pamiętam, żebym je doznał, trwało tylko chwilkę.
Chciałbym móc powiedzieć więcej, ale czuję, że gdybym od razu nie rzucił się do przelania na słowa, nie napisałbym nic i zwyczajnie zastanawiał się, co to tak naprawdę było. Teraz myślę, że być może przez chwilę wszedłem w astralną część mnie, lub zanurzyłem się w astralnej przestrzeni, przez chwilkę, częściowo. Od razu się to cofnęło, kiedy weszła w udział świadomość. (??????) Wiem zbyt niewiele, czyste domysły. To było dość dziwne.



Dzień 4



1:38



Nie chcę mi się spać, choć czuję, że wkrótce będę w stanie.
Chciałem wyjść na dwór i cieszyć się nocą, ale kiedy tylko przestąpiłem przez próg, zobaczyłem, że nawet ciemność odczuwam inaczej. Dokładnie tak, jak wtedy, kiedy zdarza mi się zobaczyć energię. Mroczna przestrzeń istnieję, lecz jest wielką ilością migających punkcików. Przejście przez ciemny korytarz mnie nie przeraziło, lecz kiedy byłem na dworzu, zdałem sobie sprawę, że kiedy nie ma światła, moje zmysły są jeszcze bardziej wyostrzone. Uwielbiam spacerować nocą, ale teraz, po prostu czuję, że nie jest to warte ryzyka. Jestem teraz bardziej zmienny emocjonalnie, niż kiedykolwiek przedtem. Jeden kamyk i delikatna powierzchnia jeziora jest wzburzona. Czuję, że rzeczywistość i doświadczenia, które odsłoniłaby taka wędrówka, mogłaby mnie nieco przestraszyć, a na pewno w pewnym stopniu oszołomić swoją intensywnością.
Moją biedną, szklaną psychikę.

Rzeczą, którą niezmiennie odczuwam w swoim ciele, niemal przez cały czas, jest nieustanna praca w rejonach trzeciego ośrodka energetycznego. Mój żołądek pracuję, lecz odczuwam to na różne sposoby. Raz różne rodzaje ciepła gilgoczą moje wnętrzności, raz uczucie niezbyt przyjemne, jakby podobne do głodu. Raz nic. Raz wibracje i drgania. Jak tu się rozeznać, kiedy wszystkim winna sterować intuicja, która jest w dużej mierze oszołomiona ujawniającą się rzeczywistością?

Co mnie dalej spotka?

Teraz, kiedy siedzę na swoim łóżku, mam świadomość, że rodzina śpi. Słyszę wszystko wokół tak wyraźnie, jak gdybym miał trzecie ucho. Powiem szczerze, że nie mam ochoty spać przy zgaszonym świetle, kiedy to moja wrażliwość się pomnoży. Cóż, jakaś lekcja pojawiła się w mojej "wędrówce" na dwór.

Prawdę mówiąc, ten problem ze światłem może się wydawać trywialny i dziecinny, ale czuję, że zwyczajne zostawienie zapalonego światła będzie lepszym wyjściem, niż jego zgaszenie.

Moja psychika na chwilę obecną jest dość stabilna i zdecydowanie wolę, by została w takim stopniu.

Nie chcę uwrażliwić się na tyle, by słyszeć coś, co tak naprawdę nie ma swojego źródła na planie czysto fizycznym.

Bardzo podoba mi się to, na ile sposobów odbieram swoim słuchem, proste odgłosy, kiedy moje dłonie uderzają w klawiaturę. Mam takie same ręce, jak zwykle. Nie schudły, a nawet jeśli, to minimalnie.

Przejechałem dłonią, po moim torsie i ramionach. Temperatura jest normalna wszędzie, ale na poziomie splotu słonecznego jest bardzo ciepła.

Przychodzi senność, lecz jest nieco inna, niż ta, której doznaję na co dzień. Przypomina mi raczej pojawiającą się świadomość, która umożliwia wejście w stan snu, lecz nie ma wiele wspólnego ze zmęczeniem fizycznym. Istnieję, lecz jest średnie. Myślę, że w dużej mierze moja "senność" wynika z przyzwyczajenia. Jeśli gdzieś czuję zmęczenie wyraźnie, to na poziomie głowy. Reszta ciała zdaję się być doskonale wypoczęta. Dziwne. Nigdy nie zagłębiałem się w przed senne doznania.

Może kiedy się pobawię ośrodkami w głowie, poznając siebie bardziej, uda mi się przeciwdziałać takim rodzajom zmęczenia? Nie wiem jednak, co bym mógł robić w nocy, kiedy i tak w dzień mam nadmiar rzeczywistości do wypełnienia doświadczeniami.

Jest 2:03. Dobranoc, lub dzień dobry. Jedno i drugie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Aquariadael



Dołączył: 25 Lis 2013
Posty: 39

PostWysłany: 2014 05 11 09:18    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

3:00-8:00

Zasnąłem mniej więcej w tym okresie czasu. Na początku nie mogłem zmrużyć oka. Myślałem, że przeszkodą jest światło, więc po 30 min wyłączyłem je. Kiedy wstawałem, by to zrobić, miałem ponownie to "dziwne" uczucie. Myślę, ze byłem/jestem tak uwrażliwiony, że momentami delikatnie zdarza mi się na chwilę przeskakiwać z fizycznego ja, na jego wrażliwsze, niefizyczne aspekty. Jednak kiedy dostrzegałem to i myślałem o tym, natychmiast słabło. Czułem to teraz trochę mocniej i odniosłem wrażenie, jakby jakieś warstwy mnie odrywały się, przez co miałem wrażenie rozmycia zmysłów/ciała fizycznego.

Kiedy zgasiłem światło, wszystko wyglądało znacznie żywiej, niż kiedykolwiek.
Widziałem 2x więcej kolosalnych ilości migających punkcików. Od czasu do czasu, widziałem dziwne, czarne, energetyczne "pociągi". Przeskakiwały bardzo szybko, z miejsca na miejsce, po czym znikały. O_o Zdarzało mi się je widzieć już jakiś czas temu, podczas medytacji, ale do tego czasu, zupełnie zapomniałem, że istnieją. Słyszałem również dziwne odgłosy, lecz nie mogłem za bardzo wyczuć, co się za nimi kryję, choć miało to definitywnie nie-fizyczne podłoże.

Przypominało mi to odgłos "trzeszczenia", jak stare drzwi, lecz nie w jakimś fizycznym miejscu, lecz gdzieś w powietrzu i poprzez inny dźwięk, niż te, które wydają stare drzwi, lecz w takiej jakby energetycznie wydanej formie. Lekko elektrycznej. Dziwne. Jeśli miałbym przypisać coś do tego dźwięku, to definitywnie teleportacje jakieś istoty/energii. Nie czułem obecności nikogo, lecz odnosiłem wrażenie, jakby coś się pojawiło w sąsiednim pokoju. Było to słabe doznanie. Myślę, że była to bardziej forma jakiejś energii, niż bytu. Jeśli była to istota, to definitywnie umiała osłabić doznanie własnej obecności, przez kogoś takiego, jak ja.

8:39

Mam sucho w ustach. (30-40% od normy) Zamierzam umyć zęby wodą, kilka razy, bez przełykania, oczywiście. Zauważyłem, że po tym, uaktywniają mi się ślinianki. Zastanawiam się, czy poprzez sam akt płukania wodą, nie jest pobierana jakaś jej ilość. Jeśli tak, w danej chwili nie postrzegam tego, jako zaczęcie picia. HAHAHA. x)

Stan psychiczny: stabilny, nieco przypominający normę, podczas jedzenia.

Stan fizyczny ciała: wypoczęte, na poziomie głowy. Ciało niżej, niemal ten sam stan, co podczas wcześniejszej nocy.

Zamierzam obejrzeć, czy schudłem ponownie.

Nadal nie mam ochoty na wydalanie. Dziwne.

Póki co, moje ciało samo odbywa "trening". Wewnątrz mnie, niektóre rzeczy same puszczają, bez jakichkolwiek czynności.

UWAGA!

Zamierzam wypisać wszelkie rodzaje jedzenia, na których doznanie smakowe miałbym ochotę.
Robię to, jako formę terapii, ponieważ sam akt ich przelewania na tekst, sprawia, że czuję ich smak, przez co zaspokajam zmysły + wyrzucam to z siebie.
Zabawne, że na sam akt konsumpcji nie mam ochoty. Ciekawe, czy istnieję w jakiś sposób nabycie umiejętności, aby spożywać lekki rodzaj energii, lecz opływający w doznania smakowe.
Zaznaczam je żółtą czcionką, więc trzeba je objąć kursorem. Robię to na wypadek, gdyby czytał to teraz/kiedyś ktoś poszczący/na diecie. XD
Nie biorę odpowiedzialności, za zignorowanie ostrzeżenia. Są to dość intensywne potrawy.
Nie żartuję, naprawdę ostrzegam!


-Banany,
-Mrożone banany,
-Szejk bananowy,
-Szejk truskawkowy,
-Lody, wszelakie smaki i ilości, lecz najchętniej kokosowe,
-Lody truskawkowe,
-Truskawki,
-Dojrzałe Mango,
-Arbuz, arbuz i jeszcze raz arbuz,
-Wielkie ilości moich ulubionych pączków z Carrefoura - okrągłe i z dziurką w środku. Posypane cukrem. Zjadłbym je ogrzane na chwilkę w piekarniku, by wzbogacić smak.
-Czekolada mleczna z nadzieniem kokosowym/truskawkowym.
-Tony ptysi.
-Może kremówka?
-Mleko z cukrem, schłodzone w zamrażalniku i z kostkami lodu.
-ODPOWIEDNIO przyrządzona jajecznica, niewielka. Troszkę przysmażonego do niej mięsa i posypane pietruszką. Zjedzone z chrupiącym chlebem, posmarowanym masłem szwedzkim,
-Rafaello! O Boże, tak.
-Dwie paczki ogniście pikantnych, paprykowych chipsów w czarnym opakowaniu. Jedyny rodzaj, który mi zawsze smakował. Kojarzą mi się z jedzeniem materialnego aspektu ognia.
-Czekolada mleczna z takimi dziwnymi, chrupiącymi granulkami. (?) Nie jadłem od lat i nie wiem, o czym za bardzo piszę, ale coś się pojawiło w wyobraźni.
-Sok malinowy/poziomkowy - mrożona, ciepła lub normalna temp,
-Sok malinowy/poziomkowy - mrożona, ciepła lub normalna temp,
-Sok malinowy/poziomkowy - mrożona, ciepła lub normalna temp,
-Sok malinowy/poziomkowy - mrożona, ciepła lub normalna temp,
-Sok malinowy/poziomkowy - mrożona, ciepła lub normalna temp,
-Sok malinowy/poziomkowy - mrożona, ciepła lub normalna temp,
Nie muszę chyba pisać, dlaczego wypisałem tyle razy? xD
-Dojrzałe kiwi,
-Bułeczki/pączki/ciasta, które kiedyś piekłem,
-Bułeczki/pączki/ciasta, które kiedyś piekłem,
-Bułeczki/pączki/ciasta, które kiedyś piekłem,
-Bułeczki/pączki/ciasta, które kiedyś piekłem,
-Bułeczki/pączki/ciasta, które kiedyś piekłem,
-Bułeczki/pączki/ciasta, które kiedyś piekłem,
-Bułeczki/pączki/ciasta, które kiedyś piekłem,
-Bułeczki/pączki/ciasta, które kiedyś piekłem,
-Bułeczki/pączki/ciasta, które kiedyś piekłem,
-Bułeczki/pączki/ciasta, które kiedyś piekłem,
-Bułeczki/pączki/ciasta, które kiedyś piekłem,
-Bułeczki/pączki/ciasta, które kiedyś piekłem,
-Bułeczki/pączki/ciasta, które kiedyś piekłem,
-Bułeczki/pączki/ciasta, które kiedyś piekłem,
-Bułeczki/pączki/ciasta, które kiedyś piekłem,
-Bułeczki/pączki/ciasta, które kiedyś piekłem,
-Bułeczki/pączki/ciasta, które kiedyś piekłem,
-Bułeczki/pączki/ciasta, które kiedyś piekłem,
-Bułeczki/pączki/ciasta, które kiedyś piekłem,
-Bułeczki/pączki/ciasta, które kiedyś piekłem,
-Bułeczki/pączki/ciasta, które kiedyś piekłem,
-Bułeczki/pączki/ciasta, które kiedyś piekłem,
-Bułeczki/pączki/ciasta, które kiedyś piekłem,
-Bułeczki/pączki/ciasta, które kiedyś piekłem,
-Bułeczki/pączki/ciasta, które kiedyś piekłem,
-Bułeczki/pączki/ciasta, które kiedyś piekłem,
-Bułeczki/pączki/ciasta, które kiedyś piekłem,
-Bułeczki/pączki/ciasta, które kiedyś piekłem,
-Bułeczki/pączki/ciasta, które kiedyś piekłem,
-Bułeczki/pączki/ciasta, które kiedyś piekłem,
XD
-Kręcone bułeczki francuskie,
-Michałki czekoladowe i... białe,
-Dojrzały melon,
-Mleko kokosowe/czekoladowe. Mrożone i na ciepło,
-O BOŻE. BITA ŚMIETANA Z CUKREM,
-KREMY, ZWŁASZCZA WANILIOWE,
-Gorąca czekolada i hektolitry kakaa!


Boże, jaka ulga! Najadłem się. Idę wziąć ciepłą kąpiel.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Aquariadael



Dołączył: 25 Lis 2013
Posty: 39

PostWysłany: 2014 05 11 10:08    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

10:05

Podczas kąpieli, zauważyłem, iż moje ciało ma wciąż tą samą masę/wygląd, co wczoraj. Zostały mi w zasadzie same mięśnie, bez zbędnych miejsc. Bardzo podoba mi się ogólny wygląd, choć ludzie z otoczenia mówią, że jestem jak przypakowany żyd z Auschwitz. XD O_o
Mają inne poglądy na "odpowiednią" wagę. Osobiście, podobam się sobie, bardziej, niż kiedykolwiek.

Zastanawiam się, co stanie się z mięśniami? Nic? Zostawiam sobie otwartą furtkę, nie narzucam organizmowi działania w tej sferze.

Czuję się lżej, naturalniej. Kiedy się przemieszczam, pomimo wewnętrznych urazów, czuję się lekko.

Miałem niewielkie zawroty w głowie, kiedy chodziłem.

Dzisiaj zaczyna się drugi dzień, odkąd nie robię kupy i nie czuję, jakby zapowiadała się potrzeba wydalania odchodów.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Aquariadael



Dołączył: 25 Lis 2013
Posty: 39

PostWysłany: 2014 05 11 10:23    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

10:24

Dopiero teraz zauważyłem, że zmniejszyły mi się zęby i dziąsła. Teraz, kiedy o tym pomyślę, odnoszę wrażenie, iż wcześniej były opuchnięte. Myślę, że działo się to cały czas, kiedy wspominałem o procesie oczyszczającym w jamie ustnej. Zęby były bardzo ciepłe, teraz są tylko ciepłe.

Suchość w ustach zniknęła, kiedy wypłukałem wodą, jamę ustną.

Wciąż bolą mnie plecy, ale odnoszę wrażenie, iż proces zaczyna sięgać w tych rejonach. Jest jakoś "inaczej".
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Aquariadael



Dołączył: 25 Lis 2013
Posty: 39

PostWysłany: 2014 05 11 16:58    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

10:24-15:25


JEST to dla mnie najważniejsza póki co, część tego procesu doświadczeń.

Zacznę od tego, iż przyszedł ojciec z zakupami, ze sklepu. Na jego standardy, wyglądałem zbyt chudo, więc zaoferował mi pączki, które nabył w sklepie. Powiedziałem, że testuję nową dietę i na chwilę obecną będę miał problem z tak ciężkim jedzeniem. Dał mi banany, podziękowałem i schowałem do swojego pokoju, gdzie w szafce uzbierała się już pokaźna liczba produktów spożywczych. Taki stosik. W zasadzie same banany, ale mnóstwo. xD Nie czuję ich zapachu, niemal całkowicie, nawet kiedy mam je tuż pod nosem.

Było trochę spin z rodzicami, więc powiedziałem, że jak dadzą mi pieniądze na chińczyka + na jakiś napój, to istnieję szansa, że zmienię swoje plany odnośnie diety.

Dostałem pieniądze i wyszedłem bez celu, wędrować po mieście.

Powoli dochodzę do najważniejszego punktu.

Kiedy wędrowałem po ulicach, nie czułem jakiegoś problemu z oddychaniem tym powietrzem. Choć pewnie w dużej mierze dlatego, iż wszędzie na mojej trasie było mnóstwo drzew, ale myślę, że nie tylko dlatego.

Przeszedłem 4km i zdałem sobie sprawę, że coś zaczyna się dziać. W odosobnionym miejscu, wykonałem kilka ruchów, żeby sprawdzić, co się dzieję w moim wnętrzu.

Poczułem, jak kręgosłup chce zmienić pozycję.

Do tej pory nie wiem, na jakiej podstawie. Po prostu wiedziałem. Tak długo uprawiam już swoje "treningi", że odczuwam rodzaje bólu, które podaję mi ciało i w jakiś sposób intuicyjnie rozumiem, jakiego rodzaju jest to informacja.

Na początku byłem nieco zdziwiony, myślałem, że wszystko SAMO się ustabilizuję, lecz widocznie organizm potrzebował w tym również moich czynów.

Przeszedłem kolejne 2 km, wszedłem w las i znalazłem nasłonecznioną polankę. Rozebrałem się niemal całkowicie i jakoś samo się to zaczęło. Nie mam pojęcia, jak opisać pozycje, które przyjąłem. Ich skuteczność mógłby zrozumieć tylko ktoś, kto miałby równie skrzywdzone wewnątrz ciało, co ja.

Pomimo, iż w obecnym stanie nie czuję praktycznie bólu, to w finalnym momencie, kiedy kręgosłup się przesuwał, poczułem TEN CHARAKTERYSTYCZNY jego rodzaj, który wciąż pamiętam z dnia wypadku.
Potrafię rozpoznać wiele barw wewnętrznego cierpienia, lecz przesuwające się kości mają zawsze podobny szept. Nie dają jednak takich wrażeń, jak zmieniający pozycję kręgosłup.


***


Spore kilka lat temu, na badaniach, kiedy lekarz spojrzał na mnie, trzymając świeżo otrzymany rentgen... Widziałem po samej jego twarzy, iż nie mógł uwierzyć w fakt, że ktoś tak młody jak ja, jest tak wewnętrznie zdruzgotany.

Odbyła się wtedy długa dyskusja. Zignorowałem w zasadzie wszystko, co mi wtedy powiedziano, ponieważ nie chciałem doznawać tej sfery doświadczeń, o której mi opowiadano. Myślałem, że kręgosłup to pikuś.

Byłem wtedy chyba w 3-ciej klasie gimnazjalnej.

Powiedział, że mam kręgosłup 80-dziesiącio letniej osoby.


!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


Wynikało to z faktu, iż do momentu wypadku, prowadziłem stan życia, który bardzo go osłabił. Wypadek zadziałał z wielokrotnie potężniejszą siłą.

Co do samego wydarzenia, które doprowadziło mnie do tego stanu - wystarczy powiedzieć, że przez okres gimnazjalny byłem zdecydowanie najlepszym i najszybszym sportowcem, od dłuższego czasu. Jeździłem na zawody i wgrywałem nagrody.
Pewnego razu, uderzyłem przy pełnej prędkości w materac szkolny, który przylegał do ściany, aby wygrać zakład. Miałem udowodnić, że huk uderzenia będzie 3-razy większy, od tego, który wywołali moi poprzednicy.

Zakład wygrałem. XD

Biegłem najszybciej, jak mogłem, licząc, że materac szkolny zapewni mi w pełni bezpieczeństwo. Był niemal tak twardy, jak ściana.

Teraz się z tego śmieję i kiedyś też się śmiałem. Nie zamierzam być na siebie zły/żałować, bo umożliwiło mi to tak wielką ewolucję świadomości i odczuwania ciała, że z chęcią wy je##łbym w ten materac jeszcze mocniej, gdybym mógł cofnąć się w czasie. XDD

Bolało mnie po tym tak "dziwnie", jak jeszcze nigdy dotąd.

Ignorowanie problemu, będąc świadomym jego istnienia - prowadzi tylko do jego zapomnienia, żyjąc wciąż pod jego wpływem i ciągłej ewolucji.

Co utrzymało się, kiedy lekarz powiedział, że jeśli będę często pływać na basenie, to wszystko SAMO WRÓCI DO NATURALNEGO STANU. Największa głupota, jaką w życiu usłyszałem. Pływałem przez miesiące, potem rok i było ze mną gorzej, choć nie mogłem zrozumieć, dlaczego.

Teraz wiem, dlaczego.
Skręcony kręgosłup był zbyt długo zignorowany. Jako główna część ciała do której wszystko jest połączone, sprawił, że wszystko co się z nim łączyło, uległo podobnego stanowi!
Dlatego ćwiczę stopniowo i powoli inne aspekty ciała, zanim dojdę do przesunięcia samego kręgosłupa.

Tak naprawdę, od tamtego momentu moje życie wywróciło się do góry nogami, po czym doprowadziło mnie ponownie do doznań w sferze duchowej.

Interesowałem się nią od 6-stej klasy podstawówki, zaczynając od otrzymania internetu. "O BOŻE, TELEKINEZA JEST PRAWDZIWA, CHCĘ TAK UMIEĆ!"

Odwróciłem się od podobnych fascynacji, kiedy stałem się bardzo lubiany i popularny w okresie szkolnym i poprzez myślenie, że "jeszcze nie ten czas."



***


Teraz, kiedy leżę, jest już po wszystkim. Czułem, że podczas tej jednej sesji "treningu" posunąłem się tak szybko, jak po okresie ćwiczeń z 3-4 tygodni.

Nie jest to koniec.

Po wszystkim, byłem tak oszołomiony, że nie mogłem wstać, ani myśleć trzeźwo. Leżałem totalnie martwy, przez kwadrans.
Dobrze, że słońce na mnie świeciło. Było również nieco przyjemnie. xd
Kiedy wstałem, zobaczyłem, że moje ciało jest zupełnie inne!
Nie potrafię już rozróżnić, czy straciłem dzisiaj wagę, czy nie! Wyglądam inaczej. Mam inną postawę i inaczej rozmieszczona jest skóra/mięśnie.

Cieszę się, choć muszę przyznać, że zupełnie straciłem intuicyjną rachubę w ocenie sytuacji dalszego jego chudnięcia.
Straciłem również nieco zapał, by podtrzymywać ten eksperyment funkcjonowania za pomocą energii. Mam wielką ochotę się otępić.

Teraz rozumiem, iż zawsze mnie to fascynowało, ponieważ podświadomie musiałem czuć w tym szanse na wyleczenie mojego skrytego, wielkiego problemu, a nie tylko ewolucję... Chociaż nie. Na ewolucję również. Przecież wyzdrowienie jest ewolucją i rozwinięciem świadomości.

Ogrom tego, co właśnie się stało, totalnie zalewa mi głowę. Kiedy chodzę, wszystko wiruję, kręci mi się w głowie i wciąż czuję potężny ból w lędźwiowej części kręgosłupa. Nawet jeśli leżę.


Zastanawiam się, czy na jakiś czas nie przerwać tego i wrócić później. Mega pomogły ostatnie dni. Pociągnę to dalej, bo nie odczuwam i tak głodu.

Zauważyłem dziwną rzecz. Nie mam już ciemnego, prawie czarnego koloru włosów, lecz ciemno brązowy. Ponadto, moje loczki ewoluowały. xD Włosy wyglądają, dosłownie tak, jakby walnął mnie piorun i stoją w górze, wciąż lekko zakręcone. HAHAHAHAHHA. xD To Ci dopiero konsekwencje doświadczania siebie.

Co do inedii - w d### mam proces 7-dmio dniowy, czy tam 21-cio dniowy. Teraz uważam to za mit. Człowiek musi ewoluować do tego życia, poprzez rozwój świadomości i musi mieć odpowiednie podejście w trakcie, a moje słabnie.
Czuję, że na swój sposób mógłbym nadal tak żyć i zobaczę, co będzie dalej.
Może szybciej się wyleczę, ale na chwilę obecną nie czuję się tak, jakby mój stan był czymś, co mogę nadal ignorować/podchodzić dość beztrosko, jak do tej pory.

Ból jest potężny.

Mam ochotę obejrzeć odcinek Bashara, o zmianie przekonań, choć prawdę mówiąc mam większą ochotę ukryć głowę pod poduszką i udawać, że cały świat wcale nie zwala mi się na głowę.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Aquariadael



Dołączył: 25 Lis 2013
Posty: 39

PostWysłany: 2014 05 11 18:17    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

18:00


O tej godzinie kończę post! Odciąłem się od potoku myśli i zapytałem szczerzę, czy dalej chcę w to brnąć, widząc, że mój stan psychiczny po przemieszczeniu dużej części kręgosłupa jest chwiejny i napawa mnie lękiem. Mój zapał odnośnie eksploracji tej sfery doznań wyczerpał się, wraz z tym doświadczeniem.

Nie wiem czemu, ale odnoszę wrażenie, że mógłbym dalej nie-jeść i nie-pić.
Na pewno wrócę jeszcze do tego przeżywania, bo intensywnie leczy moje ciało.
Nie odczuwam żalu, że kończę ten eksperyment.
Zamierzam podchodzić do tego na znacznie dłuższe okresy czasu, kiedy poczuję, że mój kręgosłup jest zdrowy.

Czułem, że gdybym dalej w to szedł, to bym się zmuszał.

Mój neutralny stosunek, który pozwalał mi posuwać się naprzód w eksploracji siebie, zniknął.

Najwyższa ekscytacja prowadzi mnie już gdzie indziej.

Nigdy nie zapomnę tego okresu! Nauczyłem się o sobie mnóstwo i potem przeczytam całą relację. Pomoże mi lepiej zrozumieć siebie i to, co zachodzi podczas postu, jak i podczas jedzenia.

Mam nadzieję, że czytając to... W ogóle mam nadzieję, ze ktokolwiek przeczytał tą tonę tekstu! xD Osobiście mam już za sobą niemal wszystkie tu tematy, ale wolę się w nich nie udzielać. Dlatego, iż jestem dość cichą myszką, odnośnie sfery doświadczeń innych, tak, jak niektórzy. Niemniej jednak, będę bardzo wdzięczny, za jakiekolwiek Wasze słowa.



Arrow Arrow Arrow
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum INEDIA, NIEJEDZENIE, POST I INNE TEMATY Strona Główna -> Ja, Moje Życie i Moje Doświadczenia. Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group