Forum INEDIA, NIEJEDZENIE, POST I INNE TEMATY Strona Główna INEDIA, NIEJEDZENIE, POST I INNE TEMATY
Dyskusje o inedii, niejedzeniu, poszczeniu, dietach i inne.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Aquariadael - Proces Rozwoju
Idź do strony Poprzedni  1, 2
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum INEDIA, NIEJEDZENIE, POST I INNE TEMATY Strona Główna -> Ja, Moje Życie i Moje Doświadczenia.
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Aquariadael



Dołączył: 25 Lis 2013
Posty: 39

PostWysłany: 2014 05 11 19:46    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

17:49-19:23 (Czas od spożycia, do chwili pisania.)

O_o O_o O_o

Jestem totalnie zdziwiony.

Wypiłem 0,4l soku malinowego.
0,5l gorącego kakao.
4 kromki ogrzanego w piekarniku chleba.
+2 pączki. (xD)

Byłem ciekaw efektu, czy organizm poczuję jakiś szok. Kiedyś zjedzenie/wypicie czegoś po 1-szym suchym poście odczuwałem inaczej. Dla przykładu - kiedy pierwszy raz piłem wodę, po 5cio dniowym niejedzeniu/niepiciu, odnosiłem wrażenie, jak gdybym wypełniał wilgotną jaskinię, czymś niepotrzebnym. Odczuwałem niewielkie mdłości. Godzinę po tym czułem się nie-dobrze. Pamiętam, że potem coś zjadłem, tak samo jak teraz i czułem się wtedy (1h później) koszmarnie, kiedy organizm zaczynał to trawić.
Teraz natomiast, czułem smak i totalną obojętność organizmu, kiedy sok przepływał przez ciało. Wrażenie z jaskinią było podobne. Nie ma mdłości. Teraz mija godzina i nic. Zjedzony pokarm został już częściowo wydalony i nadal nic. Póki co nie ma żadnych zmian na polu psychicznym/fizycznym.

O_O

How is this working?

Pójdę zjeść i wypić coś jeszcze. Nie ma głodu i nie było, kiedy jadłem i piłem. Było jednak przyjemne doznanie smaku. Zauważyłem od razu, iż w moim obecnym punkcie widzenia, nie sposób jest kierować się "z góry preferowanym typem żywności" ponieważ, kiedy już coś zjadłem, natychmiast miałem ochotę na kolejne doznanie.

Nie ma tu logiki.

Cóż, jedzenie to narkotyk. Już na samym początku konsumpcji widzę działanie, które pasuję do tego stwierdzenia.

Z moim kręgosłupem jest lepiej, ale ciężko powiedzieć, czy pomogło jedzenie, lub czas, który upłynął.

Kurdę, eksperymentowanie jest ciekawe.

To było by chyba głupie, gdybym od razu zaczął znowu nie-jedzenie i nie-picie?

W sumie, na razie sobie daruję. Będę zapisywać sobie, co zjadłem i jak się po tym czuję, w taki sam sposób, w jaki prowadziłem proces 4-ro dniowego niejedzenia/niepicia.

Potem przeczytam WSZYSTKO, co napisałem, podczas medytacji z totalnie wyciszonym umysłem i napiszę, jakie mam wrażenie. Very Happy Haha. Podoba mi się ten pomysł! Ekscytacja -> Znaleziona.

Okay. Jedziemy z 4-ro dniowym jedzeniem/piciem. Od następnego dnia liczę i opisuję.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Aquariadael



Dołączył: 25 Lis 2013
Posty: 39

PostWysłany: 2014 05 11 20:53    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

17:49-20:43(Czas od spożycia, do chwili pisania.)

Poszedłem na spacer po lesie.
Ponownie zdaję sobie właśnie sprawę z faktu, iż tak, jak pisałem - wszyscy jesteśmy bretarianinami. W mniejszym, lub większym stopniu - zależnie od podejścia i poziomu rozwoju świadomości.

Nie czuję się w jakikolwiek sposób odżywiony, za pomocą cięższej formy energii, którą spożyłem. Czuję jednak, jak wciąż jest trawiona w moim żołądku i odnoszę wrażenie, iż w jakiś sposób może to tworzyć poczucie spełnienia, które głównie kojarzy się z poczuciem satysfakcji po doznaniu smaku, połączone z procesem trawienia. Może to oferować nawet prawdziwe do energetyzowanie? Masz, jak wierzysz.

Jestem przez to nieco cięższy, lecz wciąż jestem bardzo "lekki".

W zasadzie, moja wibracja się obniżyła. Zauważyłem to, kiedy wyszedłem na dwór. Było mi zimno. :O Musiałem wrócić po więcej ubrań. Ponadto, kiedy nie jadłem - byłem tak samo ubrany i chodziłem boso przez 90% całego czasu. Teraz noszę buty, lecz brak skarpet, w których byłoby mi za gorąco, z kolei zaś - boso byłoby mi za zimno.
Oczywiście, zachodził wtedy proces oczyszczenia, który zdecydowałem się "rozłożyć na raty" ze względu na stan psychiczny/fizyczny. Ma to na pewno duże znaczenie.

Kiedy szedłem po lesie, poczułem uczucie kolki. Kiedy się na nim skoncentrowałem, intuicyjnie wyczułem, że jedzenie w pewnym momencie ma problem z przedostaniem się przez niższe partie jelit, które zostały zwężone. Wyobraziłem sobie, jak przemyka niczym wąż, po czym w przedziale 10-15 min poczułem, jak wszystko zanika.

Idę spożyć zrobiony przeze mnie szejk-bananowy. (0,5l) (20:52)

Zamierzam jeść wszystko to, co jadłem wcześniej, żeby zobaczyć, co się stanie. xd

I tak nie jestem w stanie przejść cały proces oczyszczający, ponieważ z wygody tak właśnie uznaję. Chcę rozłożyć na raty kurację kręgosłupa, bo to jest moja obecna ekscytacja. Idę jeść, zanim się odmrozi!


Ostatnio zmieniony przez Aquariadael dnia 2014 05 11 22:45, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Aquariadael



Dołączył: 25 Lis 2013
Posty: 39

PostWysłany: 2014 05 11 22:12    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

20:52-21:54 ( Czas od ostatniego zjedzenia, do napisania. )

Wypiłem 0,4l "szejka"w nieco różnych odstępach czasu i czułem się tak wypełniony, że za nic nie mogłem dokończyć resztki. (Skład 4ry zmiażdżone banany + wymieszane z ciepłym mlekiem = włożone do zamrażalnika na jakiś czas. )

Czuję się zmęczony. xD Za to znacznie bliżej ludzi. Totalnie. Kiedy nie jadłem, czułem się jak Wyższa Istota, a teraz jak normalny człowiek. Gadam ze wszystkimi o byle czym i czuję się tak, jakby ich świadomość na swój sposób była bliższa mojej. "Przez żołądek, do serca" - jak mawia przysłowie.
Zdawałem już sobie sprawę, że jedząc wraz z ludźmi, zbliżam się do nich. Nie myślałem tylko, że tak bardzo i tak szybko. xd

Powiem, że przez kogoś, kto żyję raczej bardziej samotnie, niż towarzysko - jest to momentami duży problem. Mam na myśli siebie.

Zwłaszcza, kiedy zjada się jedzenie o oddziaływaniu mocno hormonalnym. Kurdę, mleko jest chyba mocno hormonalne, kakao i pączki również? xD No nic, zobaczy się, co się pojawi.\

Zauważyłem, że włosy mam w 100% jedwabiste, 30% szorstkie i wcale nie przetłuszczone, ale to się pewnie zmieni, kiedy jedzenie będzie wydalać się przez pory w skórze.

Pupcia. Trochę żałuję, że zacząłem jeść. Ale tak tyci, tyci - minimalnie. 100% szczerości. Będę to potem wszystko czytać w stanie totalnie obojętnego transu, po czym napiszę wieelką wiadomość, by porównać oba stany. Możliwe, że potem zrobię 4ry dni na samej wodzie, ale nie wiem. xD Bardzo nie lubię tylko pić. Fuuuu.

Idę się napić ciepłej wody. Na to mam ochotę. Dwie szklanki. 22:09

Mój organizm wciąąąż trawi to wszystko. Najprawdopodobniej zrobiłem coś nieodpowiedniego, zjadając o tych godzinach. Weź tu jednak coś z tym zrób. Teraz widzę, że łatwiej jest mi w ogóle nie jeść i nie pić, niż zachowywać wstrzemięźliwość.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Aquariadael



Dołączył: 25 Lis 2013
Posty: 39

PostWysłany: 2014 05 12 11:05    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Witam!

Wpadłem na genialny w moim punkcie widzenia pomysł. xd

Zamierzam jeść jak najwięcej, by zobaczyć, jak szybko cięższe jedzenie wpłynie na moje zaniżenie funkcjonowania/postrzegania.

Zdałem sobie z tego sprawę, że potrzebuję takiej części dziennika, z tego faktu, iż kiedy nie jem - każda decyzja wydaję się być doskonała. Cóż. Powrót do jedzenia ma swoje zalety, ale wolałbym w podobnych chwilach - wracać do czytania, jak żyję podczas cięższych potraw, żeby mieć wskaźnik, do czego właśnie wracam.

Wciąż nie zamierzam jeść mięsa, bo nigdy go nie jem. Nie leży mi i jest jakieś dziwne.

Spałem od godziny 23:30-24:00-10:00, czyli dość długo, w stosunku do zmniejszającej sie potrzeby snu, kiedy nie jadłem/nie piłem. Czuję się wypoczęty.

Wszystko co nazywałem świat energetyczny, jest niemal w 90% niewidoczne w dzień, bez odpowiedniego skupienia, a w nocy - wszystkie elektryczne punkciki są "rozmazane", lecz wciąż jest ich dużo. Czarnych, energetycznych "pociągów", które sunęły po moim domu, nie widzę już wcale.

Myślę, że mój sposób widzenia kolorów wraca do "normy", ale za wcześnie, by to potwierdzić.

Kiedy jem, zauważyłem, że nie kieruję się jakimkolwiek innym czynnikiem, niż to, ile MAM MIEJSCA DO JEGO ZMIESZCZENIA.

Smutne.

Zamierzam do jedzenia przenieść punkt widzenia, który napisałem dla siebie wcześniej, podczas niejedzenia. Nie chcę wnosić satysfakcji ze smaku, żeby dana potrawa nie kusiła mnie w późniejszym etapie moich doświadczeń życia.

Kiedy się obudziłem, wszystko było strawione.

Idę coś przyrządzić.

Zauważyłem, że jest mi ZAWSZE zimniej i nie słyszę tak dobrze, przyjemnych i intensywnych drgań i prac, wewnętrznych generatorów.

(Oczywiście proces oczyszczanie nie dobiegł końca, więc mam to na uwadze, że później z ciałem byłoby również inaczej.)
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Aquariadael



Dołączył: 25 Lis 2013
Posty: 39

PostWysłany: 2014 05 12 11:22    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1,3 DZIEŃ JEDZENIA (liczę wczorajszy okres jedzenia)

10:43-11:14 (Czas posiłku)

Zjadłem na śniadanie tyle, ile weszło.

Smażone pieczarki (8-9), 3 kromki chleba, banan, dwa pączki i 0,5 litra ciepłej wody.

Kiedy jadłem, wnosiłem intencję, że mi nie smakuję i prawdę mówiąc, było jakoś dziwnie. Bardziej zadziałało, niż nie zadziałało. Sukces intencji.

Czuję się ciężej.

Zadziwiające, że tyle weszło. xd
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Aquariadael



Dołączył: 25 Lis 2013
Posty: 39

PostWysłany: 2014 05 12 13:20    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

11:14-12:52 ( Czas od zjedzenia, do napisania. )

Jezu.

Czuję się ciężki. Ogólna lekkość całego organizmu, która towarzyszyła podczas niejedzenia - niemal totalnie gdzieś powędrowała.

Czuję się senny.

Jakby nieco naćpany i ospały.

Rozdrażniony.

Wolno zmieniam nastroje.

Wciąż trawię.

Jakby jakaś niewidzialna mgła spowijała mój umysł, który jest teraz 100% bardziej obojętny na wszystko.

Jakiś koszmar w skali do lekkości, którą odczuwałem jeszcze wczoraj.

Regeneracja mojego organizmu zmniejszona jakoś o 75% !!! ( Wnioskuję na podstawie "treningów", które nie pojawiły się od ostatniej akcji z kręgosłupem, choć może to lepiej. Była to wielka zmiana, ale z drugiej strony odnoszę wrażenie, jak gdyby organizm przestał pracował w tej sferze, odkąd zjadłem. )

Wolniej dochodzę do "siebie", po przebudzeniu.

Miałem jeszcze lekkie, chwilowe zawroty głowy.

Teraz zdałem sobie sprawę, że proces oczyszczania miał miejsce w głowie, bo teraz czuję, jakby pojawiał się w niej niewielki ciężar.

Najlepsze jest to, że nieodczuwam "głodu", jako stanu, w którym muszę coś zjeść, żeby doładować się fizycznie.

Odczuwam jako potrzebę na kolejne doznanie smakowe, ponieważ zwolniło się miejsce. To, co zawsze działo się za kurtyną - zostało odsłonięte.

To są moje doznania, odnośnie sfery doświadczeń wiążącej się z powrotem do jedzenia. Są moje, nie uważam, że to jest ogólna prawda czy coś.

Walić to. xD Eksperymentujmy dalej. Muszę mieć jak największy spis negatywnych doświadczeń, żeby wszech akceptująca część mnie, miała co czytać, jeśli uzna podczas niejedzenia, że jedzenie rozwiąże jakiś aktualny problem, w inny sposób, niż oferując otępienie.
Ponieważ mój stan fizyczny ( mam na myśli senność, energie ogólną) jest totalnie zaniżony w stosunku do ostatnich 4-rech dni! Nie powinienem być aż tak negatywny, bo nie jestem do końca pewien, czy moje ciało przy dłuższym niejedzeniu/niepiciu nie zaczęło by się trawić, chociaż, przez CAŁE 2 DNI nie miałem ochoty na robienie kupy, więc może by się nie trawiło? Jeszcze się przekonamy.

W każdym razie nie jest tak totalnie źle. Moja sfera świadomości poszerzała się bardzo szybko, kiedy problem z kręgosłupem był leczony ekspresowo, co było bardzo traumatyczne. Następnym razem, muszę przed niejedzeniem popracować w sferze tego, że zmiany nie muszą sprawiać takiego "drastycznego" wrażenia.

Zabawne, że teraz, kiedy mój organizm wchodzi w podobny stan, zaczyna mi się pojawiać niewielki "popęd płciowy".

Co za bagno.

Zęby i dziąsła wciąż są pomniejszone. Włosy, jakby nieco słabsze, ale wciąż zachowują bardzo dobry stan. Nie są przetłuszczone.

Cholera, chciałem jeszcze coś dodać, ale zapomniałem.

AAa, nie mam totalnej ochoty, na jakiekolwiek medytacje i czuję, że przychodziłyby mi z trudem.

Byłem dzisiaj w lesie i zauważyłem, że moja "więź" z naturą osłabła. Za nic w świecie nie miałbym ochoty, żeby dalej spacerować po lesie boso. I nie tylko dlatego, że wczoraj znalazłem na sobie kleszcza. xd Wszystko wraca do "cywilizacyjnej normy".

Wciąż mi mało.

Idę do sklepu kupić coś ciężkiego. Chcę, żeby wrażenia do 4rtego dnia były tak ekstremalne, jak jestem w stanie tylko stworzyć.

Pamiętajcie, wciąż uważam, że jedzenie nie jest czymś złym, jest neutralnym. Niestety, coraz bardziej odnoszę wrażenie, że efekty, jakie na mnie powoduję, nie mają już takiej etykietki.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Aquariadael



Dołączył: 25 Lis 2013
Posty: 39

PostWysłany: 2014 05 12 21:36    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Witam!

Na chwilę obecną, to będzie jednak koniec moich postów w tym temacie.

Zauważyłem, że jedzenie powoduję u mnie powyższe skutki, ale tylko w momencie, kiedy wciąż trawie. Kiedy mój żołądek jest pusty, bo już strawił, jest znacznie lepiej. Jakieś 50% tego, co czułem podczas 4 dni niejedzenia/nie picia.

O_O

Póki co, zamierzam sobie po prostu żyć i ewoluować, mając na celu wyzdrowienie kręgosłupa. Kiedy już to osiągnę, przejdę w szczęściu na całkowite niejedzenie/nie picie.
Mam świadomość, że mogę i zamierzam z nią żyć do wyzdrowienia, kiedy to pochłanianie materii samo odpadnie.
Będę jadł, bo czuję, że mi to teraz pomaga.
Od 6-7 miesięcy ćwiczę. (myślę, że 70% wyzdrowienia na chwilę obecną)
Będę konsumował rzadziej, z okresami, kiedy nie będę nic przyjmować. Zauważyłem, że jedzenie ma na mnie również pozytywny wpływ - lepiej przebywać mi z ludźmi i sprawia, że proces przychodzącej świadomości, podczas kuracji kręgosłupa jest uprzyjemniony poprzez tą rozrywkę. Nie zwala mi się na głowę i jest wszystko bardziej "kontrolowane".

Pokarm, który spożyłem, w żadnej mierze nie zastąpił/nadbudował miejsc, które zniknęły przy niejedzeniu/niepiciu.

Czuję potrzebę, by powiedzieć, że jest mi trochę przykro mi. Gadam cały czas sam do siebie.

No nic - mam nadzieję, że to, co napisałem - komuś się przyda. I tak czuję, że na chwilę obecną nie mam już o czym pisać, dopóki nie będę uprawiać inedii dłużej.

Z Życiem, Ludziska!!! Wink
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Aquariadael



Dołączył: 25 Lis 2013
Posty: 39

PostWysłany: 2014 05 12 21:42    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

HAHAHHAHA.

Chcę jeszcze dodać, iż zauważyłem, że minął najdziwniejszy efekt uboczny niejedzenia/nie picia.

Włosy wróciły mi do poprzedniego koloru i stanu. Już nie sterczą, jakbym dostał piorunem.

xD

Wyglądały, jak płomienie wzbijające się w niebo. Będę za nimi tęsknił, ale niezbyt długo. :]
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blaz



Dołączył: 20 Lut 2012
Posty: 25

PostWysłany: 2014 05 13 21:29    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Hej,

Niech Ci nie będzie przykro, bo Twoje posty były czytane z uwagą, myślę że nie tylko przez mnie Smile Wniosły do mojego życia sporo nowego, pozwoliły poszerzyć wiedzę, ale przede wszystkim dały inspirację... I ciekawe linki do nagrań na youtube, właśnie idę jedno z nich wypróbować...

Życzę Ci powodzenia, no i skrobnij coś jeszcze w temacie. Myślę że to niezwykle ciekawy temat i warto żeby tu został ku korzyści innych.

I bardzo fajny pomysł z oznaczaniem godziny spożycia, czytało się jak trip raporty Wink
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Aquariadael



Dołączył: 25 Lis 2013
Posty: 39

PostWysłany: 2014 05 14 01:04    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Witaj!

Naprawdę dziękuję! Pisałem cały ten tekst w jednym z najważniejszych momentów, jakie mnie spotkały, więc bardzo zżywałem się z tym wszystkim i prawdę mówiąc, bałem się, że przesadziłem z ilością tekstu i jego nadmiernie otwartą treścią. Nie wiedziałem, co o tym myśleć.
Bardzo cieszę się, że tak mówisz.

Zamierzam niedługo, na pewno szybciej, niż pisałem wcześniej - przejść całkowicie na taki sposób życia.
Wtedy ponownie będę pisać relacje.

Teraz pracuję nad swoją psychiką.
Zauważyłem w sobie coś, z czym do tej pory nie sądziłem, że można mieć tak naprawdę problem.
Nie wiedziałem, czy to z początku pisać, ale nie ma tak naprawdę jakiegokolwiek powodu, by to ukrywać.
Jest to w zasadzie Puenta całej przemiany i prawdziwy powód powrotu do jedzenia.

Na samym początku myślałem, że chodzi tylko o kręgosłup i zmiany psychiczne, które przychodziły bardzo szybko, razem z bólem.

Lecz nigdy nie był on dla mnie tak naprawdę problemem, bo całe swoje życie jakoś sobie z nim radziłem. Zwłaszcza podczas ostatniego pół-rocza.

Niedawno zrozumiałem, że kryło się za tym coś głębszego.

Odkąd znowu jem "normalnie", zauważyłem, że wszystko się "ustabilizowało. Zrozumiałem wtedy, że tak naprawdę mam problem z...

Z tym, by żyć będąc zawsze naturalnie szczęśliwy.
Całe moje życie dotychczas owocowało we wzloty i upadki.
Było raz gorzej, raz lepiej.
Często tak, jak każdy z nas pracowałem, by osiągnąć szczęście. Poświęcałem się, cierpiałem, lecz potem owoc tego przynosił mi radość i byłem z siebie dumny i zadowolony. Jak nigdy dotąd.
Często cierpiałem bardzo długo i nic z tego nie miałem, lecz gdy pojawiał się okres w życiu, kiedy znowu wracały rzeczy, sprawiające uśmiech na mojej twarzy - był on silniejszy, niż kiedykolwiek przedtem.
Kiedy nie jem i zasilam swoje ciało inaczej - życie zaczyna nabierać kolorów tęczy.
Wszystko jest na swój sposób piękne, nawet ból jest czymś innym, ponieważ jest obietnicą upragnionej przemiany.
Cały świat zaczynam powoli dostrzegać coraz bardziej takim, jaki jest naprawdę i zawsze był.
Kiedy pierwszy raz pościłem, starałem się "wymusić bretarianizm" i zrozumiałem, że ostatecznie tylko przez to cierpiałem. Teraz już rozumiem, że jest tak dlatego, ponieważ jest on czystą, pierwotną umiejętnością, która przynosi naturalne szczęście - bez pracy.
Dlatego wszystko, co przynosi w życiu, jest doskonałe bez jakiegokolwiek wysiłku.
Potrafię patrzeć godzinę na kopulujące w lesie ślimaki, zapominając o tym, czym jest uczucie nudy. Każdy dźwięk brzmi, jak orgazm ukochanej osoby. Nawet deszcz, który łapie mnie na mieście, sprawia, że się śmieję.

Zrozumiałem, że życie wśród ludzi obdarło mnie wewnętrznie z naturalnego uczucia, że JA JESTEM szczęśliwy. Po prostu, nie zważając na konsekwencje.

Tego mi zawsze brakowało, dlatego tak jak wszyscy, uwielbiam wspominać okres dzieciństwa.

Dzieci zawsze miały rację.

Wrócę do tego już ostatecznie.

Ciągle rozmawiam ze sobą w wyciszeniu i... non stop płaczę, kiedy opadają ze mnie kajdany i więzy.
Wychodzą ze mnie wszystkie nałożone przez rodziców, społeczeństwo - potem przez siebie samego - nawyki i programy.
Sprawiają, że nie mogę żyć w szczęściu. Chyba, że przedtem cierpię, lub oddam jakąś część siebie, by "zasłużyć".
Tak samo wmawiałem sobie, że kiedy wszystkie części "mnie" będą na miejscu, szczęście samo wróci. Szczęście, jest tak naprawdę mną. Bez tego nigdy nic nie wróci na miejsce.

Jestem także pewien, że kiedy ostatni element układanki odnajdzie pierwotne miejsce - nie minie dużo czasu, kiedy opuszczę rodzinę na stałe.
Nie mam w Tu i Teraz miejsca, do którego mógłbym się udać, ale to bez znaczenia.
Kiedy odnajdę siebie w niejedzeniu, kiedy wrócę do pierwotnego stanu szczęścia - zacznę marzyć, tworząc tak wielką siłę przyciągania, że wprawię się w zachwyt tym miejscem, zanim jeszcze pojawi się w moim życiu. Nawet nie zauważę, kiedy będę w tamtym miejscu.
Jestem pewien, że odejdę stąd, nie ucieknę.
Kocham rodzinę całym swoim sercem, ale mój cel prowadzi mnie gdzie indziej.
Nie czuję szczęścia i wspólnoty bytu, która przynosi mi tutaj korzyść.

Czuję się tak, jakbym funkcjonował w obozie bardzo zagubionych ludzi, którzy opuszczają go tylko po to, by zapolować na "materię", poprzez pracę i oddawanie siebie. Kiedyś też tak robiłem.

Obserwując ich, widzę osoby, które nieustannie podążają za chwytaniem życia w ręce, w ślepocie nie zauważając, że przelatuję im cały czas przez palce.

Nie pamiętam chwili, kiedy tak naprawdę mogłem powiedzieć im, co myślę, jak widzę świat. Dopiero teraz zaczynam rozumieć, a oni myślą, że zaczynam wariować.

Odnoszę wrażenie, że gdyby nie jedzenie, pękła by ostatnia wieź.

Kiedy nie jadłem, czułem się tak, jakbym istniał wśród zupełnie innego gatunku. Do tej pory pamiętam, jak wędrowałem z bratem przez miasto i opowiadał mi o swoim problemu sercowym, który był totalnym odzwierciedleniem jego stanu wewnętrznego. Widziałem to jak na dłoni. Co miałem mu powiedzieć? Czułem się tak odległy, że tylko się uśmiechnąłem, bo jakiekolwiek inne słowo, zawierające, co myślę - wywołałoby u niego lęk i wyparcie.

Wszyscy trzymamy nasze losy, we własnych rękach.

Moja ekscytacja stopniowo poprowadzi mnie w inne miejsce.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Aquariadael



Dołączył: 25 Lis 2013
Posty: 39

PostWysłany: 2014 05 16 13:14    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

4,3 Dzień Jedzenia


Rzeczy/cechy, które zauważyłem.

Poziom ich natężenia jest zależny od tego, czy coś aktualnie trawię/poziomu ciężkości tej materii/jak wiele tego zostało do całkowitego pozbycia się z organizmu.

Nim przejdę do tych cech, chcę napisać najważniejsze porównanie i najważniejszą różnicę, pomiędzy stanami.
Czuję się tak, jakbym już wrócił na ziemię, ze statku Nirvana, zmierzającego w kierunku Rzeczywistość:Orgazm.
Na samym początku nic nie wskazywało, że dojdzie do czegoś takiego. Ale im więcej dni minęło od niejedzenia, tym ta "przepaść" zaczęła się pogłębiać. Dzieję się to bardzo wolno, znacznie wolniej, niż za pierwszym razem, ale jednak się "dzieję".

:/

NAJWAŻNIEJSZA RÓŻNICA: Nie wiem, jak to do końca określić. Czuję się tak, jakbym był "brudniejszy" na poziomach duchowych, które się oczyszczały. Na poziomie innych ciał! Jak ostatni raz sprawdzałem, nie miałem rozwiniętej wrażliwości ich postrzegania/odbioru. Oprócz "okazjonalnych przygód."
Nie mogę się jednak pozbyć wrażenia, że w pewnych sferach, które kiedyś były zamknięte, było źle, a powoli zaczęło się polepszało i znowu zaczęło się to zmieniać w drugą stronę. Jest to nieuchwytne, ciężko to opisać, ale tak to czuję.


-Osłabienie ostrości widzenia,

-Wciąż mam wrażenie, że widzę "więcej" ogólnych detali, po prostu patrząc,

-OLBRZYMIE ZMIANY NASTROJÓW/LUB TOTALNA STAGNACJA UCZUĆ - w jednej chwili eksploduję jak wulkan z byle jakiego powodu, po czym drugiego dnia odczuwam cały czas ten sam stan emocjonalny i niemal nic go nie rusza. Domyślam się, że rodzaj pożywienia na to wpływa,

-Zmalenie "wrażliwości" wewnętrznej na otaczający mnie świat. Rozdeptałem ślimaka - zero wyrzutów sumienia/smutku ( x) ) ,

-Większa obojętność na wszystko,

-Wrażenie "otępienia" jest już powoli tak "normalne", że nie wiem, po co w ogóle ktoś może pościć,

-Nuda bardziej doskwiera,

-Fizycznie, wszystko jest jakby bardziej "opuchnięte". Jedzenie dalej odkłada się tylko w tym samym rejonie (brzuch), za to inne części ciała są jakby większe, ale jakby nie z powodu ilości jedzenia, lecz samego powodu jedzenia. Takie wrażenie odnoszę, ale nie jestem do końca pewien,

-Wciąż jestem "lekki", ale w "inny sposób".

-Jedzenie wciąż postrzegam, tak, jakby "zwolniło się miejsce", więc mogę doznać jakiegoś rodzaju smaku/potrawy. Głód, jako fizyczna potrzeba nie istnieję,

-Dźwięki są normalne, ale wciąż odnoszę wrażenie, że przyjemniej mi się słucha wszystkiego,

-Treningi są dość rzadkie i opiewające w te same doznania, co kiedyś. (kiedy jadłem) Nie myślę o tym, jako o czymś gorszym.
Prawdę mówiąc, to trochę tak, jakbym znowu zaczął "iść", zamiast jechać pociągiem. Tyle, że kiedy wsiadłem do tego pociągu, okazało się, że jest to tak naprawdę rakieta, która w przyspieszeniu bliskim do szybkości światła, wciskała mnie w stronę "zdrowszego stanu siebie".
Oczywiście oba stany mają swoje zalety i wady, nie muszę chyba mówić, który jest delikatniejsze dla stanu psychicznego,

-Powrót "wydzieliny", która utrzymywała się w rejonie okolic płuc/gardła,

-Jest mi zimnieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeej,

-Spadła totalnie ochota na medytacje. Ogólnie,

-Rzadko odczuwam swoje ciało, jako drgające i wibrujące generatory. Niemal tylko wtedy, kiedy jestem w transie/nie jem, lub podczas obu czynności na raz,

-Mój kontakt z przyrodą ZNACZNIE osłabł. "Natura jest piękna, uwielbiam cieszyć się jej pięknem, ale nie chcę mi się d### ruszać."
Wciąż, kiedy co jakiś czas tam wychodzę - cieszę się jej pięknem, ale jest to trochę tak, jakbym na siłę udawał, że kobiety urodziły się z majtkami i stanikami......... Sad(((((((((

-Nie czuję zanieczyszczonego powietrza w moim domU!!!!!!!!!!!!!! Nadal mam świadomość, ale nie potrafię już w nim rozróżniać "stopni ciężkości",

-Czuję się "MĘSKI". ( HAHAHAHHA) Mam na myśli to, że ponownie powraca zbiór cech/zachowań/sposobu myślenia, który można zapisać pod katalogiem tych cech. Nie są "Moję". Są skutkiem ubocznym powrotu do jedzenie/samego jedzenia. Hormony? Stałem się mężczyzną materialnego świata. Nudy. Czuję się tak, jakbym już wiele ciekawego nie mógł znaleźć, idąc tą drogą. Przeraża mnie świadomość tego, że Ja Teraz, to taki trochę nie do końca "Ja", xD

-Powrót punktu widzenia z perspektywy "Wojownika",

-Pojawiła się "siła psychiczna". Czuję się tak, jakbym przestawił się na inny "tryb", kiedy zacząłem jeść. Mianem stwierdzenia "siła psychiczna", nazywam pełną, świadomą możliwość w każdej chwili ponownego przejścia na niedawno porzucony poziom.
Gdyby nie ona - na pewno nie czułbym totalnego komfortu, wypisując wszystkie "teoretycznie negatywne" cechy. Tak naprawdę, to póki co cieszę się tymi doświadczeniami, na swój własny sposób. Wiem, że będą/są pomocne.
Mam świadomość, że w KAŻDEJ chwili mogę PRZESTAĆ.



Póki co, wypalam wszystkie poglądy/programy, które mogłyby mnie "namówić" do ponownego powrotu do jedzenia/lub zaburzyć sposób funkcjonowania, kiedy nie będę jadł. Jem teraz
"świadomie" i tylko to, na co mam ochotę, nie myśląc o jedzeniu. Zauważyłem, że zaczynaja się wtedy pojawiać ochota, na to, by jeść te potrawy, które kiedyś w sobie tłumiłem, wmawiając, że mi się nie chcę ich robić/nie powinienem ich jeść z jakiegoś powodu, a chciałem. Jem je, w w świadomy sposób, sprawiając, że pragnienie jest wypalone i nie tworzy kolejnego.
Najważniejsza jest praca ze świadomością. Pompuję się twierdzeniami, że ŻYJĘ BEZ PROBLEMU, NIE JEDZĄC, ZE WSZYSTKIMI TEGO KONSEKWENCJAMI, CIESZĄC SIĘ NIMI.
Myślę, jem, robię wszystko z tą intencją. Do kiedy? Do momentu, w którym będę "czuł", że to teraz. Ostatni post dużo mnie nauczył, bo nic nie wymuszałem i niczego nie przyspieszałem. Po prostu pojawił się moment w rzeczywistości, w którym pomyślałem, o to już.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Aquariadael



Dołączył: 25 Lis 2013
Posty: 39

PostWysłany: 2014 05 17 15:00    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

17 Maja 2014 13:35

Dzień 1 Bez Spożywania Materii


Doznałem totalnego olśnienia w swoim punkcie postrzegania.

Zrozumiałem na jakiej zasadzie funkcjonuję naturalne życie.

Bardziej pasującym słowem, byłoby stwierdzenie, że sobie przypomniałem.

W świecie, gdzie wszystko Jest Teraz.
Na swoim miejscu.
Wszystko ma swoje pierwotne źródło w miłości.
Jest to fundamentalny rdzeń tego, kim jest każdy z nas.

Zawsze.

Po prostu.

Ludzie, którzy żyją, tak jak żyją – umierają i cierpią w zależności od tego, jak sprzeczne z rdzenną wibracją prowadzą życie, oddając się czemuś, czym nie są.

Stają się czymś, czym nie są.


I tyle.


Nie jest to ani złe, ani dobre.


Kiedy to zrozumiałem, od razu znikła jakakolwiek chęć, by dalej ciągnąć zabawę w jedzenie/picie.


Miłość jest wieczna.


Poświęcę się rdzennej wibracji, która teraz rozpływa się po moim ciele naturalnie, kiedy tylko koncentruję się na sercu.
Dzieję się to niewymuszenie.
Nie muszę starać się by BYĆ miłością, kiedy ja nią jestem.
Wystarczy wyłączyć zbędne programy i obserwować bicie serca.
Być nim.

To uczucie Jest.

Niestety, kiedy człowiek żyję w zapomnieniu, problem rozwija się przykryty ignorancją.

Układa się coraz więcej warstw.

Człowiek nie promieniujący miłością, usycha.

Słucham sobie tego. Przychodzi mi wszystko znacznie prościej, kiedy oddychając sercem, w słuchawkach leci to.


http://www.youtube.com/watch?v=eUl7bOhNwkQ


***

Nie myślę o tym, co mnie dalej czeka.

Zdaję sobie sprawę, ze oddychając świadomie sercem, robię coś naturalnego. Na pewno pojawią się okoliczność w życiu, które odzwierciedlą w 100% uczucie, jakiego teraz doznaję.

Na pewno będzie wystarczająco dobre.

Im więcej naturalnej miłości, tym więcej Mnie w Tu i Teraz.

Możliwe, że właśnie dlatego tak często odczuwałem de-ja-vu, ponieważ bywam bardzo pewien, że jakieś wydarzenie pojawi się w moim życiu.

Często miewam rację.

Wydarzenia w życiu są niemal jak działania matematyczne. Składają się na nie energetyczne wzory i działania.
Siła "liczb" w tych wypadkach jest zależna od osób, które myślą o tym samym.

A także od częstości i intensywności tych myśli, jakie są przesyłane do balona, który gdzieś w astralu, nabiera form z energii.

Wynikiem jest przeważająca wibracja energetyczna, niekiedy z odcieniami innych, która składa się na odpowiednie wydarzenie.

Wygląd balona.

Każdy tak naprawdę widzi balony inaczej.

Ciekawe, jak będzie wyglądał mój.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Aquariadael



Dołączył: 25 Lis 2013
Posty: 39

PostWysłany: 2014 05 17 19:26    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

13:55-18:19



Proces oczyszczania trwa już cały dzień, ale mniej więcej w tych godzinach pojawiły się pierwsze oznaki odstawienia.

-Rozdrażnienie,

-Wielkie zawroty głowy,

-Wyostrzone zmysły, jak gdybym wynurzał głowę z pod wody wody. Czuję się tak, jakby moje tygodniowe uziemienie jedzeniem błyskawicznie słabło, znacznie szybciej, niż przy ostatnim poście.

-Zaczyna mi się robić coraz cieplej,

Objawy odczuwam bardzo intensywnie, ale są trochę tak, jakby w tle. Praktyka z oddychaniem sercem jest zdecydowanie tym, czego potrzebowałem. Łagodzi wszystko tak, że wydaję się to być niemal przejażdżką po parku.

Mam świadomość, że Pan Uzależnienie jest gdzieś w tle, ale kiedy koncentruję się na sercu, odnoszę wrażenie, jakby rozpływające się po całym moim ciele, uczucie, wypalało jakiekolwiek źródła odgłosów pragnień.

Wszystko trwa we wciąż rosnącej, spokojnej i błogiej rzeczywistości, w której istnieję tylko to, co wydobywa się z mojego serca.

Nie mam najmniejszego pojęcia, jak opisać ten stan, więc nie będę próbować.

Im dłużej tego słucham, im dłużej oddycham, tym więcej jest Tego.

http://www.youtube.com/watch?v=eUl7bOhNwkQ

Ponadto teraz odczuwam iście ognisty zapał, by iść dalej. Znacznie dalej, niż kiedykolwiek do tej pory. Nie mam żadnych narzuconych oczekiwań.
Napędza mnie ten sam żar potrzeby, co zawsze, by pozbierać wszystkie części układanki do kompletu.
Wiem, że znajdę je tylko tam, gdzie nie pamiętam.
Nie w praktykach.
Pomagają mi się przekopać, do tego, co przez tyle czasu było zakopane. Do pereł.



Do bezwarunkowej miłości, radości i harmonii na wszystkich poziomach. To ona jest celem, a tak naprawdę nie jest celem, lecz podstawą, która została zatracona. Dopiero, kiedy będzie na miejscu, wszystko będzie wracać na miejsce. Im więcej tych uczuć, tym więcej Mnie w przyszłości. Gdyby moje obecne doznania miały usta, to mówiłyby dokładnie to. Doświadczaj ekscytacji, coraz więcej ekscytacji, aż doprowadzą Cię do tych uczuć. Doświadczaj ich, jak najczęściej, jak to możliwe. To taka podróż po sznurku, w górę, po tym jak się spadło z rzeczywistości, do której sznurek prowadzi.




Pierwszy raz w życiu mam poczucie prawdziwego celu. Przybyłem tu tak naprawdę, tylko po to, by ewoluować wraz z planetą w jej najważniejszym okresie. Wiem jednak, że mogę robić tak naprawdę, co chcę.

Czuję jednak, że tylko kiedy obieram ten "kurs", podążając za ewolucją, odnoszę satysfakcję i poczucie, że moje życie podąża według właściwego kierunku. Nic innego nie daję mi takiego uczucia.
Wiem, bo sprawdzałem wszystko inne.

***

Powiedziałem rodzinie, że przechodzę na kolejną ze swoich diet. "Zamierzam jeść tylko to, co sam zrobię." Chcę zobaczyć, czy moje ciało jest gotowe podążyć za pewnością, która mówi mi, że mogę żyć nie jedząc. Tej części się trzymam. W międzyczasie piekę dużo chleba, wszyscy widzą, że jestem zajęty tworzeniem jedzenia, ale nikomu na myśl nie przejdzie, że nie będę go nawet jadł. O_o Jaki to miałoby sens?

Przynoszę upieczone jedzenie do swojego pokoju i odkładam je do zamkniętej półki.

Już raz pojawił się Pan Uzależnienie. 3:0 dla mnie.

Jeśli uda się żyć tak, przez miesiąc, to na pewno będę mógł cały czas.

Pokażę wtedy rodzicom pewną półkę z jej zawartością, lub będę udawać, że wszystko jest takie, jak zawsze.

Jeśli ciało nie jest gotowe, będę wiedział wcześniej.

Kontynuuje wtedy wcześniejszą praktykę "orgazmów w głowie" i oddychania sercem, tak długo, aż moje ciało będzie gotowe. Te czynności wspomagają moją energetykę. W międzyczasie, cały czas mam jeszcze "trening", który doprowadza mnie do powolnej harmonii.

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Aquariadael



Dołączył: 25 Lis 2013
Posty: 39

PostWysłany: 2014 05 19 00:15    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Witam.

Dla wyjaśnienia - ostatnie wiadomości zostały napisane w trakcie głębokiej medytacji i aktywacji serca. Trwało to przez bardzo długi czas i mijało rozchodząc się falami.
Próbowałem to podtrzymywać, ale moje ciało osłabło i nie było w stanie pozostać w takim punkcie postrzegania, dopóki bardziej nie ewoluuję w stronę pierwotnej wersji siebie.
Czytając ten tekst z perspektywy chwili obecnej, muszę przyznać, że mój punkt widzenia nie przejawia się już w tak barwnych kolorach.

Jestem jednak pewien, że tak samo, jak moja obecna świadomość nie była nawet w wyobrażeniach istoty, którą byłem lata temu, tak z tą może być podobnie. Potrzeba jednak cierpliwości, by ziarno postrzegania ewoluowało w trwałe rozwinięcie świadomości.

Niestety, w chwili w której wróciłem do "normalnego punku widzenia", pojawił się tak straszliwy żar, jakiego jeszcze NIGDY nie doświadczyłem podczas jakiegokolwiek postu. Zdałem sobie sprawę, że moja dieta w okresie 5ciu dni po niejedzeniu, składała się w dużej ilości z potraw zawierających cukier.
Nie miałem jednak pojęcia, że kiedy uchodzi on z ciała, człowiek przeżywa takie katusze. Dobrym porównaniem byłoby zrzucenie człowieka przyzwyczajonego do życia w ciepłym klimacie, nago, do lodowatego jeziora.
+ Bardzo długie medytacje, przyspieszyły wszystko tak, że zupełnie straciłem ochotę, kiedy zacząłem wracać do "zwyczajnego" punktu widzenia.

Źle się przygotowałem, ponieważ podjąłem decyzję o Przejściu (tak nazywam ten proces), w trakcie transu. Trwał on przez całe popołudnie pierwszego dnia niejedzenia/niepicia. Z godzinną przerwą, kiedy spacerowałem. Kiedy osłabł, powtórzyłem wszystko wieczorem, do 1 rano. Kiedy obudziłem się dzisiaj, byłem bardzo zmęczony, ale zrobiłem to ponownie. Nie byłem w stanie długo tego kontynuować.
Teraz wiem na przyszłość, że nie powinienem niczego robić pochopnie.

Nie odczuwam żadnych wyrzutów sumienia lub jakichkolwiek innych, negatywnych uczuć, kiedy robię teraz rzeczy przeciwstawne do słów, jakie jeszcze przed chwilą tu pisałem.

Czuję się doskonale z faktem, że zacząłem jeść.
Tak długo podtrzymywany punkt widzenia, w perspektywie miłości, od którego byłem odzwyczajany całe życie, sprawił, że moje ciało doznało lekkiego szoku.

To było bardzo ciekawe doświadczenie i takie skoki w postrzeganiu uważam za bardzo stymulujące i budujące. Konsekwencją jest jednak to, że jakiekolwiek poczucie stałego gruntu nie istnieję, kiedy tak przeskakuję.
Postrzegam całe swoje życie natychmiast w innych barwach, na innych obrazach. Kiedy będę to czytał, spotka mnie niezła frajda, gdy będę tonął w sprzecznościach, które tutaj natworzyłem!
Uważam to jednak za doskonałą w swoim punkcie widzenia, zabawę w życie i niejako przy okazji splunięcie na "logiczne" postrzeganie dzisiejszych ludzi.
Zdaję sobie sprawę, że na osoby, które bawią się w podobny sposób, jak ja, są już wymyślone określenia, ba, nawet specjalne miejsca do przymusowego przechowywania. Całe szczęście, że w porównaniu do nich, ja mam pełną kontrolę wyboru, przez jakie okulary postrzegam rzeczywistość.
Oczywiście, do pewnego stopnia.

Na przestrzeni najbliższych dni, przeczytam, co napisałem tutaj do tej pory. Chciałbym bardzo, napisać, co o tym wszystkim myślę, w tej samej chwili, kiedy będę miał cały ten tekst za sobą.

Kiedy czytam ostatnie dwie wiadomości, niejako jest mi smutno, że obecnie nie potrafię utrzymać w Teraz, takiego punktu postrzegania, mimo iż jest rdzenny.
Mimo, iż jest naturalny.
Wszystko non stop ewoluuje.
Czas nie istnieję, lecz istnieją doświadczenia, które z wygody postrzega się w perspektywie czasu. Potrzebuję więcej doświadczeń, by przybliżyć to, co zapomniane, by stało się codziennością.

Będę pisać w tym temacie, kiedy w moim prywatnym dzienniku zbiorą się co najmniej 3-dniowe teksty, odnośnie okresów niejedzenia/nie picia.

Albo i nie?

Przepraszam, jeśli zostały zawiedzione jakiekolwiek oczekiwania w otrzymaniu opisów postrzegania rzeczywistości przez osobę całkowicie niejedzącą. Ciągle doświadczam, jak złożony jest to proces i prawdę mówiąc, coraz bardziej odnoszę wrażenie, że zamiast wykorzystywania umiejętności, istotniejsze w moim przypadku jest stworzenie tak potężnej siły przyciągania, bym mógł nie zatrzymując się, przejść przez cały ciernisty labirynt, który oferuję proces oczyszczania. Myślę jednak, że podejście, które "nieświadomie" stosuję CAŁY TEN CZAS, takie stopniowe poznawanie różnych stron, jest znacznie bardziej istotne w chwili obecnej. Hmm.

Albo i nie?

Jeszcze raz przepraszam za siebie.

Aquariadael.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blaz



Dołączył: 20 Lut 2012
Posty: 25

PostWysłany: 2014 05 20 18:49    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

I weź tu bądź mądry człowieku Wink
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Aquariadael



Dołączył: 25 Lis 2013
Posty: 39

PostWysłany: 2015 10 13 18:45    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Witam!

Długo nie pisałem.

Podczas tej przerwy wydarzyło się w moim życiu zdecydowanie więcej, niż powinno.

Większością z tych wydarzeń nie chcę się dzielić, ale czuję się w jakiś sposób związany z tym tematem, ale przede wszystkim z ideą życia jako człowiek niejedzący, więc postaram się uchylić rąbka tajemnicy dla rozwoju tego tematu.

Zacznę od tego, że zacząłem nietypowo stosować posty.

Wykorzystywałem je do tego, aby wzmacniać działanie narkotyków.

Niemal każda taka próba kończyła się tragicznie z powodu problemów z oszacowaniem, jak zostanie dawka przyjęta przez organizm.

Większość doświadczeń kończyła się niemal całkowitą utratą świadomości rzeczywistości fizycznej (jednak wbrew temu cały czas "funkcjonowałem"niczego później nie pamiętając), albo halucynacjami, które zdecydowanie przekraczały moje wyobrażenie.

Czasem i jednym i drugim.

W kwestii szczegółów powiem, że kiedy człowiek postujący przedawkuję kilka specyfików połączonych razem, bywa w takim stanie, że patrzy na świat realny w perspektywie zbliżonej do tej, jaką by posiadał stojąc na końcu długiego tunelu, oglądając zniekształconą przez odległość, rzeczywistość na samym jego końcu.

Z tym szczegółem, że widzi jeszcze wszystko w slajdach.

Pamiętam, że perspektywa patrzenia na świat rzeczywisty zmieniała się niezależnie od tego, gdzie się znajdowałem i co robiłem, ustępując czasem miejsca halucynacjom.

Raz widziałem moją rodzinę, po czym pojawiła się ciemność, aż w końcu ni stąd, ni zowąd, widziałem morze, które w nieskończoność wzbierały ciągle te same, identyczne fale.

Niemal wszystkie takie doświadczenia zacierały się w pamięci jak sen.

To, co pamiętam, albo jest zbyt trudne to nazwania w słowa, albo są to bezsensowne detale, których nie potrafię z niczym powiązać.

Każde z tych przeżyć zdecydowanie wykraczały poza moje "kwalifikacje" jako człowieka doświadczonego w kwestii narkotyków.

Pamiętam, że szukałem mocnych wrażeń, wiecie, taki wiek...

Podczas jednego z takich eksperymentów przeżyłem swoją pierwszą próbę samobójczą i ucieczkę z domu. Nie chcę pisać szczegółów, bo było swojego czasu o mnie głośno w kilku gazetach i wolałbym, żeby nikt nie powiązał wydarzeń i nie namierzył mojej osoby.

Trafiłem na miesiące do szpitala psychiatrycznego, gdzie powoli dochodziłem do siebie, po tym wszystkim, co zrobiłem.
Pamiętam tylko, że podczas popełniania aktu samobójstwa, byłem w takim stanie, że zupełnie nie potrafiłem odróżnić halucynacji od rzeczywistości i w ogóle nie wiedziałem, co robię. Nie mówiąc już o tym, że w zasadzie nic nie pamiętam z wydarzeń tamtej feralnej nocy.

Moi rodzice przeżyli prawdziwy szok. Do tej pory pamiętam, jak odwiedzili mnie w szpitalu. Wychudzeni, przerażeni i wciąż nie mogący uwierzyć, że zrobiłem, co zrobiłem.

To wydarzenie z pogranicza życia i śmierci i ostateczne przeżycie tego - zbliżyło nas do siebie, jako rodzinę, czego nigdy nie będę żałował.

Rzuciłem całkowicie narkotyki we wszystkich postaciach.
Dopiero kiedy to zrobiłem, uświadomiłem sobie, że tak naprawdę to one i potężna żądza innego życia dawały mi siłę, żeby nie jeść i nie pić.

Byłem przyzwyczajony do nieustannych zmian w postrzeganiu rzeczywistości. Dlatego tak łatwo przychodziło mi rezygnowanie z "największego narkotyku dzisiejszych czasów".

Do tej pory pamiętam mój rekordowy post, podczas którego nie jadłem i nie piłem przez 7 dni.

Słowa nie opiszą tego, jak cudownie się czułem siódmego dnia.
Efekty uboczne odstawienia jedzenia i pica były przez te kilka dni tak intensywne, że wciąż się dziwię, że kiedyś miałem w sobie odwagę przejść przez to, przez co przeszedłem, nie bojąc się, że mogę najzwyczajniej w świecie umrzeć.

Kiedyś tak bardzo wierzyłem, że to jest po prostu narkotyk, taki, jak inne, które przyjmowałem, tyle, że zdecydowanie cięższy. Teraz sam już nie jestem pewien, co jest prawdą, a co nie. Nie wiem, dlaczego niektórzy ludzie potrafią żyć bez jedzenia, a dlaczego niektórzy umierają. Czy to tylko kwestia wiary?

Pogubiłem się w tym wszystkim.

Można było powiedzieć, że raz przeżyłem cały proces oczyszczania i mogłem żyć jako człowiek niejedzący, albo po prostu miałem szczęście i ocaliłem swoje życie w ostatniej chwili, nawadniając i karmiąc swoje ciało.

Najprawdopodobniej nigdy się nie dowiem i ta niepewność zawsze będzie mnie dobijać.

Nie wiem, co mam dalej robić ze swoim życiem.

Rzuciłem szkołę, kiedy dowiedziałem się, że istnieje możliwość życia bez jedzenia i picia. Tak bardzo byłem pochłonięty próbowaniem i ostatecznie nie udało mi się, pomimo tak obiecujących doświadczeń.

Dzisiaj mija miesiąc odkąd zostałem wegetarianinem. Myślę, że jeśli nie dam rady żyć od razu jako człowiek niejedzący, to dojdę do tego stopniowo, małymi kroczkami... Tak jak powinno się to robić. Bezpiecznie?

Nie wiem, skąd zaczerpnę siłę, na to, żeby pewnego dnia całkowicie rzucić jedzenie. Może nigdy mi się to nie uda?
Chcąc, lub nie chcąc, jestem pewien, że nigdy nie uda mi się tego dokonać za życia moich rodziców. Nasze losy są ze sobą związane i jestem pewien, że nawet jeśli znajdę w sobie siłę, żeby przestać jeść, to za ich sprawą znowu zostanę w to wciągnięty, ku mojej zgubie, lub ocaleniu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
gisan



Dołączył: 13 Maj 2015
Posty: 23

PostWysłany: 2015 10 15 02:20    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

..chlopie daj se spokoj z tym calym cyrkiem Niejedzenia i Inedii...i sie tym nie przejmuj..zjedz sobie nawet chleba z kielbasa...czy cos co lubisz...bo sie wykonczysz..podchodz do tego na luzie...i nie bierz powaznie tematu Inedii...bo wiecej sobie szkody narobisz niz pozytku...jedzacy czy niejedzacy a jesli tacy sa to jest garstka tak mala ze na palcach jednej reki policzysz a nie tysiace czy dziesiatki tysiecy jak sie powszechnie glosi dla podniecania sie tematem...i tak predzej czy pozniej spotyka ich ten sam los..co los np zwierzat...czyli do "piachu"...Zycie nie polega na niejedzeniu czy jedzeniu ale na normalnosci ktorej dzisiaj brakuje nam wszystkim ...bo nasze umysly juz dawno przestaly funkcjonowac normalnie...nie daj sie oglupiac tym co sie tutaj czy gdzie indziej wypisuje na temat Niejedzenia i Inedii...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
gisan



Dołączył: 13 Maj 2015
Posty: 23

PostWysłany: 2015 10 22 03:51    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

mam cos jeszcze dla Ciebie zebys sie nie robil sie winnym temu ze nie mozesz przestac jesc...a tym bardziej nie winil za to Rodzicow swoich...czy kogo kolwiek wlacznie ze samym soba jak juz wspomnialem....pewnie ten filmik ogladales...i moze gdzies tutaj na forum jest tez wklejony...ale sobie go obejrzyj jeszcze raz lub dwa...nim zaczniesz znowu "wysiadac" z tego powodu ze jesz...ze jeszcze ciagle jesz...w tym filmiku zwroc szczegolna uwaga na to co mowi ten pan co mieszka w Grecja...i zobacz jego probe przejscia na niejedzenie...moze Ci to cos da...

pozdrawiam...

https://www.youtube.com/watch?v=0BC5Sc_sxQA
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum INEDIA, NIEJEDZENIE, POST I INNE TEMATY Strona Główna -> Ja, Moje Życie i Moje Doświadczenia. Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2
Strona 2 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group